środa, 30 grudnia 2020

Ile człowieka w człowieku?

Ile w człowieku z człowieka? 
Człowiek, życie, przyjaźń, intuicja... Ile w tym z bakterii?

#odsłona1



To, co teraz napiszę zrewolucjonizuje myślenie wielu osób. Może kogoś rozweseli, uświadomi, oburzy czy obrazi. Życie.

Zaczynamy…

Jeśli myślisz, że jesteś panem swego życia, to nie tkwij już w tym błędnym przekonaniu. Zapisz to sobie gdzieś na jakiejś karteczce i przypnij magnesem do lodówki, jeśli boisz się, że nie zapamiętasz. Mianowicie - „panem” Twojego życia, są bakterie. Jednak nie smuć się, bo życie Twego sąsiada, szefa, prezydenta czy premiera, a nawet króla i królowej – też ułożone jest według scenariusza bakterii, które w nich mieszkają.

Właściwie dzięki bakteriom jesteś tu gdzie jesteś. Dosłownie! Wnętrze człowieka i jego funkcjonowanie jest jak wielka fabryka. Zero romantyzmu. Im więcej naukowcy z roku na rok wiedzą, tym bardziej „romantyzm” umysłu, cielesności i wyjątkowości człowieka - przepada z kretesem. Wyobrażasz sobie? Ty „świadomy” – nieświadomie rozmawiasz z bakteriami i ustalasz rytm życia poprzez swoje zachowania (w szerokim tego słowa znaczeniu). Okazuje się, że bakterie wiedzą coś, o czym Ty nie wiesz – bo nie byłeś jeszcze świadomy swojej świadomości… toteż one przejmują nad Tobą kontrolę, choć Tobie wydaje się, że to Ty kontrolujesz swoje życie! Jednak nie przejmuj się! Na szczęście podświadomość/dobre bakterie, które mają łączność ze wszystkim co jest na świecie – wiedzą co robią. Ty im służysz do dostarczania pokarmu i przenoszenia ich z miejsca na miejsce – co posłusznie czynisz (podróżując i wydalając kał w 30% złożonym z bakterii). 

W naszych jelitach żyje ponad sto trylionów mikrobów. W związku z tym tylko 10% komórek w ludzkim ciele jest ludzkich. Jeśli wzięłoby się wszystkie bakterie z jelit i uformowało kulę, to ta kula ważyłaby 1 – 3 kg. Jest to ciężar naszego mózgu znajdującego się w czaszce. W mikrobiocie jelitowej, znajduje się sto tysięcy gatunków drobnoustrojów, zawierającej tysiąc razy więcej komórek niż mózg wraz z rdzeniem kręgowym, a dziesięć razy więcej niż wynosi liczba komórek ciała. Ludzkie geny w organizmie każdego z nas zajmują jedynie 1%. Na każdy ludzki gen przypada 360 genów mikrobów jelitowych. 

„Bardzo istotne jest tu, że składniki makrobiotyczne znacznie przeważają nad czysto ludzkim wkładem w ten super organizm. Ponieważ składnik makrobiotyczny jest ściśle powiązany wspólnym biologicznym systemem komunikacyjnym ze wszystkimi innymi mikrobronami w glebie, powietrzu i morzach oraz z pozostającymi w symbiozie w niemal wszystkich istotach żywych jesteśmy ściśle i nierozerwalnie włączeni w sieć życia oplatającą całą Ziemię. Ta nowa koncepcja ludzko-mikrobowego superorganizmu ma daleko idące implikacje co do rozumienia naszej roli na Ziemi oraz wielu aspektów zdrowia i choroby” (Emeran Mayer, Twój drugi mózg, JK Wydawnictwo, Łódź 2020).



Każda istota na Ziemi to mechanizm. Jeden mniej złożony, wręcz prymitywny, zaś inny na najwyższym poziomie rozwoju jaki znamy. Jednak jest coś, co łączy wszystkie istoty – żeby żyć, muszą dostarczać paliwo do swojego mechanizmu zwanego organizmem. Tym paliwem jest odpowiednie dla danego gatunku - pożywienie. Przez miliony lat rozwoju gatunków - został wyspecjalizowany układ pokarmowy, którego zadaniem jest pochłanianie, trawienie oraz wydalanie resztek pokarmu. Jedna z koncepcji mówi, że człowiek jest produktem zasiedlenia się bakterii. Bakterie stworzyły niejako pożywkę do tego, żeby żyć, przemieszczać się w rożne miejsca (tym samym rozsiewać się po świecie). Człowiek nosi w swoich jelitach średnio ponad dwa kilogramy bakterii. Oprócz jelit bakterie mieszczą się dosłownie wszędzie: oczy, pochwa, skóra, włosy, miejsce pod paznokciami, nos, gardło, jama ustna, zęby, dziąsła, uszy, mózg… można tak długo wymieniać. W ciele człowieka toczy się odwieczna walka między dobrymi bakteriami a złymi. Jeśli kondycja tych pierwszych jest słaba, wówczas kontrolę przejmują te złe (zamieszkujące organizm lub dostające się z zewnątrz). Mało tego… skoro bakterie odżywiają się, to i wydalają… znajduje się to w zależności od ich miejsca pobytu – na skórze, języku, pod pachami (kojarzysz ten nie zawsze przyjemny zapach?), jelitach, i tak dalej. Jak myślisz, dlaczego puszczane bąki śmierdzą? Mieszkając z kimś przejmujemy jego florę bakteryjną. Wyprowadzając się i zamieszkując z kimś innym – przekazujemy dalej swoje bakterie zaś sami otrzymujemy unikatową porcję od swego partnera. Cóż bardziej romantycznego w wydaniu biologii życia? Dzielenie się… ;) Jesteś u fryzjera, kosmetyczki, lekarza czy w kinie, restauracji, toalecie w galerii… tamte bakterie chętnie przyjdą w odwiedziny do Twego organizmu… Lubisz spotkania z przyjaciółmi u siebie w domu lub u nich? Bakterie też lubią…

Nie wiem czy może być jeszcze mniej romantycznie – ale spróbuję… Okazuje się z wielką dozą prawdopodobieństwa, że to bakterie podejmują za nas decyzje! To one kształtują nasz gust, wybierają partnera, pracę, kształtują nasz temperament, gust, upodobania! To bakterie w jelitach są naszą intuicją, którą często kierujemy się podejmując wybory życiowe.

Sposób w jaki karmimy bakterie przyjmując pokarm - kształtuje naszą osobowość, dobiera przyjaciół, decyduje o podatności na choroby, może być jednym z powodów ADHD, autyzmu, czy cukrzycy, nerwic, depresji, itd. Nie ma ani jednej komórki w ciele, która nie byłaby kierowana przez bakterie z jelit.

No i pada brutalne pytanie: Czy to my żyjemy dla baterii czy bakterie dla nas? Bo pewne jest, że człowiek bez bakterii żyć nie będzie, ale bakterie bez człowieka również nie. Powstanie mózgu i późniejsze osiągnięcie ewolucyjne jakim jest świadomość może okazać się, skutkiem ubocznym rozwijających się w organizmach (także w człowieku) bakterii. BUM! Czyżby świadomość swego żywiciela była potrzebna bakteriom? Jak już wspomniałam nasze bakterie w układzie pokarmowym chronią nas przed chorobami – jeśli dobrze o nie dbamy. Opieka nad nimi to nie tylko odpowiednia dieta, ale także dbałość o emocje… bowiem te negatywne dziesiątkują dobre bakterie jelitowe, dając przewagę tym złym i jednocześnie prowadząc do chorób. Tak więc kiedy widzisz koleżankę w pracy tryskającą opryskliwością, szefową tzw. podstępną żmiję… to już wiesz, że ich flora bakteryjna jelit została przejęta przez złe bakterie - pewnie już w dzieciństwie… ;) Warto bowiem wiedzieć, że każde nasze doświadczenie, relacja, zdarzenie - od życia płodowego do chwili obecnej – zapisywane jest w archiwach naszej tzw. podświadomości… poniekąd bakterii…

To jak? Może trochę historii naszego życia? Jesteś gotowa/wy?

Około czterech miliardów lat temu na Ziemi pojawiło się życie. Były to mikroorganizmy jednokomórkowe - archeony. Przez kolejne trzy miliardy lat były jedynymi organizmami żyjącymi na naszej planecie. Jest wiele teorii odnośnie przyczyn pojawienia się tych mikroorganizmów na Ziemi. Jedna z nich mówi, że przybyły one z kosmosu wraz z pędzącą asteroidą, która uderzyła w Ziemię. Te pierwsze żyjące organizmy mieściły się w wodach pomiędzy miliardem gatunków różnych drobnoustrojów (bakterii klasyfikowanych jako prokariota oraz pozostałych organizmów klasyfikowanych jako eukariota). Trzy miliardy lat to bardzo długi okres czasu, w których to mikroby zaczęły porozumiewać się między sobą, tworząc język biologiczny. W związku z tą potrzebą porozumiewania się, wytworzyły cząsteczki sygnałowe do wysyłania informacji oraz cząsteczki odbiornikowe do dekodowania sygnałów. Taka sygnalizacja sprawiała, że z biegiem czasu zmieniała się funkcja mikrobów wysyłających lub odbierających te zakodowane informacje. Naukowcy badający życie na Ziemi oraz system działania neuroprzekaźników w naszych ciałach, wskazują na fakt, że te pradawne cząsteczki sygnałowe i odbiornikowe są do złudzenia podobne do tych, które obecnie służą mikrobocie jelitowej do porozumiewania się z naszym mózgiem. Można też uznać, że miliard lat temu w morzach i oceanach powstawały pierwsze prymitywne systemy hormonalne.

Dalej… około pięciuset milionów lat temu zaczęły ewoluować pierwsze zwierzęta wielokomórkowe morskie, a niektóre drobnoustroje osiedlały się w ich układzie pokarmowym. „Stopniowo (powstające) zwierzęta i mikroby wypracowały relacje symbiotyczne a drobnoustroje zdołały przenieść ważne informacje genetyczne do swych gospodarzy. Informacje te wyposażyły zwierzęta w rozmaite cząsteczki chemiczne, których wytwarzanie mikroby opanowały w ciągu miliardów lat prób i błędów. Część z tych cząsteczek stała się neuroprzekaźnikami, hormonami, peptydami jelitowymi, cytokinami i innymi rodzajami cząsteczek sygnałowych wykorzystywanych dzisiaj przez nasze organizmy.” (Emeran Mayer, Twój drugi mózg, JK Wydawnictwo, Łódź 2020).

Kolejne miliony lat były zarezerwowane na rozwijanie się prymitywnego układu nerwowego oplatającego pierwsze zaczątki prymitywnych jelit (układu pokarmowego). Działały one podobnie do tego jak działa obecnie nasz układ nerwowy oplatający jelita. Zaczątkami ludzkich neuroprzekaźników były sieci nerwowe, które wykorzystywały instrukcje genetyczne od mikrobów do wytwarzania kodów sygnałowych. W ten sposób neurony przekazywały wiadomości między sobą i wydawały polecenia skurczu komórkom mięśniowym.

Symbioza nawiązana między pradawnymi zwierzętami morskimi a żyjącymi w nich mikrobami dawała mnóstwo korzyści zarówno zwierzętom, jak i bakteriom w ich układzie trawiennym. Zwierzęta te zyskały umiejętność trawienia pokarmów, wytwarzania witamin, wytwarzania pewnych neuroprzekaźników, usuwania toksyn z organizmu. Z kolei mikroby miały cieplutkie, zaciemnione środowisko, w którym mogły rozwijać się, mieć pokarm i przemieszczać się w różne miejsca. We wszystkich wielokomórkowych organizmach na Ziemi przetrwała owa relacja gospodarza i mikroorganizmów w jego układzie trawiennym.

Początkowo to jelitowy układ nerwowy kontrolował zewnętrzne zachowania organizmu takie jak np. zbliżanie się do innych organizmów, odczuwanie zagrożenia, itp. Potem funkcje te zostały przeniesione do obszarów mózgu  regulujących emocje, a jelitowy układ nerwowy miał kontrolować procesy trawienne. Oczywiste jest jednak to, że mimo ewolucji i z racji tego przeniesienia wielu funkcji do mózgu (wcześniej pełnionych przez układ nerwowy jelit), jelita jako takie nie zapomniały swoich umiejętności i w dzisiejszych czasach pracują dla nas jako tzw. intuicja.


Ciąg dalszy nastąpi...


Wpis powstaje przy udziale między innymi:

1.     Mayer E., Twój drugi mózg, JK Wydawnictwo, Łódź 2020

2.     www.czasopismobiologia.pl 

      Junger A., Dieta oczyszczająca jelit, MT Biznes, Warszawa 2015

4.     Pedre V., Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019

5.     Vollmer, J.B., Zdrowe jelita zdrowe życie, Vital, Białystok, 2017

6.     Ciborowska, H.; Rudnicka, A.: Dietetyka, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa 2018

7.  Włodarek, D., Lange, E., Kozłowska, L., Głąbska. D., Dietoterapia, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa 2015

1.     Lindberg, F. A., Dieta greckiego doktora, Rebis, Poznań 2006










piątek, 25 grudnia 2020

Makowiec z małą ilością cukru trzcinowego nierafinowanego, z mąką pełnoziarnistą.

 

Makowiec 

z małą ilością cukru trzcinowego nierafinowanego, na mące pełnoziarnistej








Składniki na ciasto:

250 g mąki pszennej pełnoziarnistej

250 g mąki orkiszowej jasnej typ 700

100 - 120 g masła

5 zółtek jaj

3 łyżki cukru trzcinowego nierafinowanego

50 g drożdży

1 szklanka mleka ryżowego/migdałowego (około 250ml)

1 szczypta soli

 

składniki na nadzienie makowe

400 g mielonego maku (suchy bez dodatków)

1 szklanka ryżowego mleka/migdałowego

6 łyżek miodu

60 g masła

100 g daktyli (wcześniej namoczonych we wrzątku)

2 garście orzechów włoskich (namoczonych we wrzątku)

1 – 2 garście rodzynek

3 białka

 

do posmarowania i udekorowania makowca

2 roztrzepane białka (pozostałe od żółtek)

kilka orzechów włoskich lub płatki migdałowe

 

Sposób wykonania:

ciasto

1.     Podgrzać mleko.

2.     Wymieszać drożdże z jedną łyżką cukru, trzema łyżkami ciepłego mleka i jedną łyżką mąki pszennej pełnoziarnistej. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe, ciemne miejsce na około pół godziny.

3.     Do podgrzanego mleka, dodać masło i rozpuścić je (nie zagotować), postawić do wystudzenia.

4.     Po 30 minutach rośnięcia drożdży dodać do nich oba rodzaje mąki, mleko z rozpuszczonym masłem, resztę cukru, sól i żółtka.

5.     Wyrabiać ciasto aż będzie odstawało od ręki (około 10-15 min).

6.     Ciasto przykryć ściereczką i odstawić na godzinę w ciepłe, ciemne miejsce.

 

Nadzienie makowe:

1.     Lekko podgrzać mleko.

2.     Mielony mak wymieszać z ciepłym mlekiem ryżowym/migdałowym.

3.     Daktyle zmiksować i wrzucić do maku.

4.     Masło rozpuścić z miodem i dodać do masy makowej.

5.     Orzechy włoskie posiekać i wrzucić do maku. Dorzucić także dwie garście rodzynek.

6.     Białka jajek ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z masą makową.

7.     Masa powinna być w miarę wilgotna, wszystkie składniki ze sobą połączone.

 

8.     Wyrośnięte ciasto podzielić na trzy lub cztery części. Na tyle samo części podzielić masę makową.

9.     Każdą część ciasta zagnieść i rozwałkować na prostokąt.

10. Po kolei każdy prostokąt posmarować masą makową i delikatnie zwinąć w rulon.

11. Układać po dwie sztuki makowca na dużej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Zachować odstęp, bo makowce będą jeszcze rosły.

12. Odstawić w ciepłe zaciemnione miejsce do napuszenia na około 30 – 40 min.

13. Przed pieczeniem posmarować rozbełtanym białkiem i ułożyć na wierzchu orzechy włoskie.

14. Piec w piekarniku około 30 - 40 minut w 180 stopniach.






 




SMACZNEGO !!!










wtorek, 8 grudnia 2020

Książka, czytanie, zagrożenie, magia, siła, wstyd, śmiech... duma, rozczarowanie, udręka, radość...wyobraźnia, spryt, inteligencja, władza, stos...

 

„Autor pisze tylko połowę książki, druga połowa należy do czytelnika”.

 J.Korzeniowski

Książka – czytanie, zagrożenie, magia, siła, wstyd, śmiech... duma, rozczarowanie, udręka, radość... wyobraźnia, spryt, inteligencja... władza, stos...





 


Czytanie książek ma wiele walorów. Zarówno w rozwoju dzieci, jak i w życiu  dorosłych, moc płynącą z  książek porównałabym z działaniem witamin. Wiecie, że moją pasją jest zdrowe odżywianie, stąd to porównanie do witamin -  na mnie działa.

Czy ktoś widział witaminy? Widzimy liść sałaty, kromkę chleba, kaszę w garnku – ale witamin w tych potrawach już nie widzimy. Widzimy książki na półkach, całe regały książek – w księgarniach, jednak magii (w wielu wymiarach), płynącej z książek i dzięki książkom – nie da się zobaczyć gołym okiem. Zapewne stąd wynika problem zarówno spożywania witamin, jak i czytania książek.

Oprócz tego, że zaczęłam zajmować się tajnikami zdrowego życia i żywienia, to jestem także nauczycielką. Pisałam swoją pracę magisterską na temat nauki czytania dzieci sześcioletnich i w klasie pierwszej szkoły podstawowej. Przerzuciłam masę literatury na ten temat. Mózg to nieodgadniony organ. To kosmos, którego nie jeszcze nie poznaliśmy. Obecnie jest dużo więcej naukowych artykułów i książek odnośnie działania mózgu podczas nabywania umiejętności czytania. Z całą pewnością można powiedzieć (bo to akurat nie zmieniło się od lat), że nauka czytania z fizjologicznego punktu widzenia nie jest łatwym zadaniem, jeśli dorośli odpowiednio nie przygotują dziecka do tej przygody. Tak, bo naukę czytania i czytanie należy traktować jako przygodę, resztę nasz mózg ogarnia sam.

Każdy rok to promocja czytelnictwa w szkołach. W  każdym programie jest mowa o zachęcaniu dzieci do czytania. W Internecie założonych jest wiele grup czytelniczych, z których dorośli mogą czerpać inspiracje. Jednak nie widać, żeby młodzież szczególnie garnęła do się czytania. Szczerze powiem, że zupełnie nie rozumiem tego zjawiska – bo zarówno ja, jak i moje dzieci nie wyobrażamy sobie dnia bez książki i wieczoru bez bajki.

Jak to jest z tym czytaniem?

Najnowsze badania neurobiologiczne pokazały coś absolutnie fascynującego. że jesteśmy w stanie coś budować w strukturach mózgu. Innymi słowy, że możemy być stwórcą. Otóż jest taka struktura w mózgu, która jak kropelka kleju łączy prawą i lewą półkulę mózgu. W tej kropelce kleju są oczywiście poszczególne części. I jest jedna część, która tworzy się wtedy i tylko wtedy, gdy uczymy się czytać. Analfabeci tej struktury nie mają. Ta struktura nazywa się istmus, czyli cieśń i im wcześniej ją wytworzymy, tym większe szanse ma mózg na szybsze przesyłanie informacji miedzy prawą i lewą korą oraz budowanie czegoś, co jest wynalazkiem człowieka, czyli odczytywanie zapisanego kodu. A to odczytywanie zapisywanego kodu pozwala dzieciom odkrywać nowe sposoby odkodowywania innych informacji”. (prof. Jagoda Cieszyńska – wywiad dla RMF24 – Twoje Zdrowie, 20X 2018). Z innego artykułu wiem, że nawet starsze kobiety, które nie umiały czytać, ucząc się – inicjują trwałe zmiany w swoich mózgach. To niesamowite, jaką moc wytwarza umiejętność czytania.

Zacznijmy od kolebki. Dziecko rodzi się. Nie umie mówić, ale słyszy. Zdolności językowe kształtują się, zanim dziecko zacznie wypowiadać pierwsze zdania. Od rodziców słyszy melodię języka, słownictwo (bogate lub ubogie). Jeśli włączymy rytuał czytania książek dziecku – wówczas rozwijają się takie umiejętności jak: powiązanie dźwięku słów z obrazem, zapamiętywanie informacji, usprawnianie koordynacji wzrokowo słuchowej, stymulacja wzroku, kojarzenie faktów, wnioskowanie i zestawianie przyczyny ze skutkiem. Oprócz intelektualnej strony, są jeszcze emocjonalne aspekty czytania: budowana jest więź między dzieckiem, a czytającym mu rodzicem, zaufanie i spokój, bliskość rodzica. Zaczyna się tu pierwsze zaciekawienie literami i chęć „pisania” swojego imienia. Dziecko w tym wieku skupia uwagę na bohaterach, porównuje ich postępowanie z tym co samo obserwuje w domu.

Starsze dziecko (3-6 lat) ma potrzebę poznawania świata w szerszym aspekcie niż wcześniej. Wzbogaca słownictwo, zaspokaja wiedzę poprzez słuchanie czytanych książek lub jako sześciolatek – samo czyta. Dziecko w tym wieku czerpie wzorce osobowe z książek, czerpie inspirację do zainteresować, poznaje mechanizmy rządzące światem, biologię człowieka. Zadaniem dorosłych jest dobieranie książek adekwatnie do wieku. Słownictwo powinno być na poziomie danego dziecka – by nie zniechęcać do czytania.
Oprócz wiedzy, książki dostarczają emocji, rozpoznawania tych emocji i  nazywania ich, konfrontacji z własnymi lękami. Wzory postępowania czerpane z bajek czy baśni pozostawią ślad na długie lata. Na podstawie książek dorosły może poprowadzić rozmowę wychowawczą, wprowadzić temat, rozwiązać problem.

Kolejny przedział wiekowy to wczesne lata szkolne (6 - 10 lat). W tym wieku dziecko poznaje rzeczywistość - między innymi  poprzez czytanie książek. Wspólne czytanie – rodzica  z dzieckiem zacieśnia więzy, buduje relacje, pokazuje, że dziecko jest dla rodzica ważne. Spędzanie czasu z książką wpływa pozytywnie na rozwój emocjonalny i intelektualny.  W tym wieku mały człowiek potrafi analizować, wyciągać wnioski, zanim wybierze najlepszą opcję działania (oczywiście na miarę swojego doświadczenia oraz wieku). Książki pomagają rozwijać hobby i zainteresowania dzieci, zaspokajać ciekawość, rozwijają słownictwo związane z nazywaniem emocji, rozterek czy leków. „Czytanie ma nieoceniony udział w rozwoju osobowości, pomaga utrzymywać równowagę emocjonalną, chroni przed negatywnymi skutkami przeżywanych emocji. Lektura książek razem z rodzicem i samodzielnie, rozbudza i kształtuje wrażliwość emocjonalną dziecka, daje wewnętrzną siłę do radzenia sobie z trudnościami i regulowania własnych emocji” (Michalina Gajewska; Książką połączeni, czyli o roli czytania w życiu dziecka; Instytut Książki, Kraków 2017). Historie, które najbardziej pochłaniają dziecko w tym wieku – to te, które pomagają mu zrozumieć jego osobistą sytuację życiową. Dziecko uczy się rozumienia siebie, oceniania swojego zachowania z moralnego punktu widzenia. W kontekście sytuacyjnym widzi również istotę problemów w postępowaniu bohaterów i wyciąga wnioski z ich postępowania. Podobnie tutaj – osoba dorosła powinna czuwać nad wyborem literatury adekwatnie do wieku. Może się bowiem zdarzyć, że zbyt trudna książka doprowadzi do sytuacji lękowych lub nieadekwatnej interpretacji zawartych tam problemów. Należy pamiętać, żę dziecko przeżywa czytaną książkę.

W późniejszych latach szkolnych i w dorosłości także czerpie się wiele z czytania książek. Oprócz rozwijania pasji, zdobywania wiedzy poszerzania horyzontów myślowych, zapoznawania się z kulturą języka czy po prostu relaksu – czytanie książek zachowuje dobrą kondycję umysłową na długie lata. Czynność ta trenuje mózg, tak jak ćwiczenia fizyczne trenują mięśnie. Można wyróżnić kilka powodów dla których warto czytać w wieku dorosłym. Oto kilka z nich:

- czytanie pobudza działanie wielu obszarów mózgu odpowiedzialnych za: widzenie, język i asocjacje pojęciowe. Obszary te podczas procesu czytania pobudzane są jednocześnie;

- czytanie rozwija wyobraźnię i wspomaga koncentrację;

- obniża poziom stresu, rozluźnia mięśnie, uspokaja, pomaga zasnąć (jeśli czytamy przed snem).

- poprzez czytanie różnych tematycznie książek, pogłębiamy wiedzę o świecie i poszerzamy swoje horyzonty myślowe;

- podnosi się iloraz inteligencji (prof. kognitywistyki z University of California w Berkeley Anne E. Cunningham dowodzi, że ludzie regularnie czytający lepiej wypadają w testach na inteligencję, a ich zdolności poznawcze są wysokie do późnej starości);

- książki wzbogacają słownictwo, poprawiają pamięć (z racji tego, że podczas czytania trzeba pamiętać kolejność wydarzeń, imiona bohaterów, itd.);

- trenują myślenie krytyczne i analityczne;

- kształtują umiejętność wyciągania wniosków na podstawie czytanego tekstu;

- opóźniają demencję i spowalniają rozwój choroby Alzheimera (dr. Robert Freidland opublikował w "Proceedings of the National Academy of Sciences" wyniki badań, które dowodzą, że ludzie regularnie czytający są ponad dwukrotnie mniej narażeni na rozwój chorób otępiennych;

- książki mogą także pełnić funkcję terapeutyczną (czytanie pomaga miedzy innymi leczyć depresję);

-  rozwijają empatię;

- czytanie książek pozwala w realnym życiu łatwiej rozwiązywać konflikty i problemy osobiste.


            Trzeba stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że warto czytać. Problemem jest jednak to, że osoby z domów „nieczytających” dużo rzadziej sięgają po książki aniżeli ci, którzy wychowali się lub wychowują w domach „czytających”. No i tu wydaje się być potrzebne promowanie czytelnictwa. Jakoś przecież trzeba zachęcić te 61% nieczytającego społeczeństwa powyżej 15 roku życia oraz zaszczepić chęć do czytania tych  młodszych czytelników.  Badania przeprowadzane przez Bibliotekę Narodową pokazują, że z czytelnictwo w Polsce nie ma się najlepiej. W 2019 roku 39% Polaków zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki. (Stan czytelnictwa w Polsce w 2019 r. - Biblioteka Narodowa (bn.org.pl)).

 

Skąd wiemy, że książki mają moc?

            Wielu przywódców na przestrzeni dziejów świata paliło książki lub zakazywało ich czytania czując z tej strony zagrożenie. Przecież to tylko kilkadziesiąt czy kilkaset oprawionych stron… A jednak!  Siła jaką daje słowo jest oczywista, kiedy przeanalizuje się historię płonących stosów i zakazanych ksiąg !

Dr Piotr Jakub Fereński, kulturoznawca i historyk idei z UWr: „Do dobrze udokumentowanych akcji należy choćby masowe palenie ksiąg w starożytnych Chinach na początku panowania dynastii Qin (…) Za czasów cesarza Dioklecjana palono książki chrześcijańskie, a za panowania Walensa – książki traktujące o magii. Kastylijscy władcy Grenady kazali spalić książki w języku arabskim, robiąc wyjątek tylko dla przydatnych traktatów medycznych, a na Jukatanie wrzucono w ogień 27 kodeksów Majów. (…)Podobną historię znamy z Wrocławia. W 1453 r. na placu Solnym zapłonął taki stos próżności. Wrocławianie podpalili go pod wpływem kazań franciszkańskiego zakonnika Jana Kapistrana (…) W XX wieku książki na masową skalę niszczono w trakcie umacniania reżimów totalitarnych. Niszczono książki, żeby podbite narody pozbawić tożsamości. Lub żeby zlikwidować źródło nieprawomyślnych idei i stworzyć nowego człowieka. Chiny, Chile, Argentyna... to podobny mechanizm. (…) W 1933 r. w hitlerowskich Niemczech zapłonęły stosy książek (…). W 20 największych miastach III Rzeszy, m.in. w Berlinie, Monachium, Dreźnie i Wrocławiu, zapłonęły stosy. Tylko w Berlinie spalono 25 tys. książek.”

 

Wracając do kraju.

Wbrew zaleceniom Ministerstwa i innych mądrych głów, tak naprawdę trudno jest promować czytelnictwo w szkole jeśli lektury są nudne i nie pokrywają się z obecnymi realiami. Do tego dochodzą absurdalne sprawdziany z treści. Uczeń książki traktuje raczej jako przykry obowiązek niż przyjemność. Raczej  w najbliższych latach sytuacja nie ulegnie zmianie, więc to my dorośli powinniśmy zachęcać swoje pociechy do czerpania radości i wielu korzyści z literatury. Wszak książki mają wielką moc !!!

Jak to jest u mnie w domu?

            Ja czytam, mój syn czytał w wieku pięciu lat, a trzyletnia córka kilka razy dziennie chodzi z książką i udaje, że czyta. Nie wyobrażamy sobie wieczoru bez książki. Ja nie wyobrażam sobie poranka bez książki. Choć obecnie mam mniej czasu niż kiedyś, to staram się czytać w każdej wolnej chwili. Nie oglądamy telewizji. Komputer ograniczamy tylko do lekcji zdalnych (niestety). Czytamy. Zaręczam, że można przekonać dziecko do czytania. Kosztuje to trochę wysiłku ze strony rodzica, ale nie jest to zadanie niemożliwe.












niedziela, 29 listopada 2020

Przekładane fasolowe brownie ze słonymi orzechami laskowymi

 Przekładane fasolowe brownie ze słonymi orzechami





Mój pierwotny przepis jest z serkiem mascarpone. Ten powstał z potrzeby zamiany serka mascarpone na jogurt sojowy, bo tylko to było w lodówce. 😂😁

Fasolowe brownie przełożone kremem z masła orzechowego i jogurtu sojowego, polane karmelem z daktyli, posypane słonymi orzechami laskowymi. Słodko – słone.


Namocz daktyle we wrzątku, przykryj i odstaw. Powinny postać we wrzątku przynajmniej kilka godzin (do 12 h).


Ciasto:

2 szklanki ugotowanej czerwonej fasoli (około 500 g)
3 - 4 średnie jajka
3 dojrzałe banany średniej wielkości
1 gorzka czekolada – 100g
2 łyżki kakao
1 łyżeczka (czubata) sody
 łyżki miodu
4 -5 łyżek twardego oleju kokosowego (jeśli płynny, to około ¼ szklanki)


Krem:
250 - 300 g masła orzechowego z orzechów arachidowych  (bez soli i cukru)
400 g jogurtu sojowego (np. o smaku kokosowym)
1 łyżka zblendowanych daktyli (tych, które moczyły się całą noc)
1/4 łyżeczki soli himalajskiej
1 płaska łyżka oleju kokosowego smakowego (opcjonalnie)

syrop z agawy - jeśli krem będzie mało słodki, a ktoś upiera się, że chce mega na słodko ;) 

„Karmel” z daktyli

1 – 1½  szklanki daktyli bez pestek (namoczyć we wrzątku  na kilka godzin)



dodatkowo:

około 100 gram orzechów laskowych prażonych, średnio i grubo posiekanych (blenderem lub nożem)

1/4 łyżeczki soli himalajskiej (lub więcej wg uznania)


Sposób wykonania:

Ciasto:

1.     Fasolę i banany dokładnie blendujemy.

2.     Dodajemy pozostałe składniki oprócz czekolady i całość blendujemy aż masa będzie gładka (raz wychodzi rzadsza, a raz gęstsza).

3.     Kruszymy pół czekolady i wrzucamy do ciasta. Blendujemy.
4.     Pozostałą część czekolady kruszymy/łamiemy na małe kawałki i mieszamy w cieście. W ten sposób uzyskamy wyczuwalne w smaku kawałeczki czekolady.

5.     Całość przekładamy do tortownicy o średnicy około 26 cm. 
(dno wyłożone papierem, boki wysmarowane masłem lub olejem kokosowym).

6.     Pieczemy około 50 - 55 minut w temperaturze 180 stopni.

7.     Studzimy.

8.     Przekrajamy na dwa płaty. Trzeba robić to ostrożnie, bo czasem płaty są delikatne i rozpadają się w rękach. Jeśli rozpadną się, nie ma się co stresować... po prostu trzeba złożyć je jak puzzle i smarować kremem. ;)



„Karmel” z daktyli

1.     Odcedzamy daktyle. Blendujemy na papkę.


Krem:
1.     W misce umieszczamy masło orzechowe i jogurt sojowy (mocno schłodzony).

2.     Miksujemy do uzyskania gładkiej masy. Dodajemy kilka zblendowanych daktyli, sól. Chodzi tu o uzyskanie słodkiego smaku, więc daktyle można dodawać w zależności chęci uzyskania odpowiedniej słodkości. Jeśli za mało słodkie – można dodać syropu z agawy.

3.     Wszystko miksujemy do uzyskania lekkiej i puszystej  konsystencji.

4.     Dzielimy na dwie równe  części.
5.     Jedną część kremu nakładamy na pierwszy płat ciasta. Równo rozsmarowujemy. Posypujemy odrobiną posiekanych orzechów.

6.     Przykrywamy drugim płatem ciasta. Lekko dociskamy. 

7.     Na drugim płacie ciasta smarujemy pozostały krem. Na kremie rozsmarowujemy karmel z daktyli. 

8.     Posypujemy średnio  i grubo zblendowanymi i posolonymi orzechami laskowymi.

9.  Wstawiamy do lodówki.

10.  Ciasto trzeba schłodzić w lodówce przez kilka godzin.
Najlepiej spożyć w ciągu 24 godzin. 😀

Smakuje wyśmienicie 👍





Smacznego J


Bułki śniadaniowe.

Bułki śniadaniowe   Składniki: 250g mąki orkiszowej typ550 250g mąki żytniej typ720 300g wody 70g oliwy z oliwek 25g świeżych ...