W
środy – Życie i Psychologia
Sprzątanie
lub niechęć do sprzątania jest częścią życia. Niewątpliwie… Niezaprzeczalnie… Jak się okazuje, temat sprzątania łączy się z psychologią… jak prawie wszystko w
życiu. W dzisiejszą środę biorę się za bałagan w domu bądź w pracy… i porządek w domu lub w pracy. Inspiracją do dzisiejszego tematu był… mój blat w kuchni
podczas wczorajszego gotowania obiadu… Zaczęłam myśleć… „kurcze, ale bajzel…
zostawiam, nie sprzątam… nie mam siły. Tylko, że taki nieład mnie irytuje… tak
więc biorę się za sprzątanie, choćbym miała paść tu trupem!” No i posprzątałam.
I wiecie co? Czysty blat podoba mi się bardziej… Zaczęłam szukać materiałów na
temat porządków… Temat ciekawy i momentami smutny.
fot. zbiory własne
Na
ile bałagan czy porządek jest wyjściową posiadanego przez człowieka czasu, a na
ile może to być już problem psychiczny? Na pewno każdemu zdarzyło się wejść do
domu swoich znajomych. U jednych wszystko jest uporządkowane, poukładane, kurze
powycierane… jest miło i sympatycznie. Myślimy: „Matko! Kiedy ONA sprząta?”, „Wow,
jak czyściutko, też bym tak chciała, czy ONA ma dobę z gumy?”. Z kolei u
drugich nieład już od samego wejścia. Począwszy od porozrzucanych butów, piasku
w sieni, porozkładanych ubrań i obładowanych kredensów w kuchni… Pani lub Pan
domu szukający czapki na kuchence gazowej… (to nie żart). I co wtedy myślimy?
Na pewno poddajemy ich swojej ocenie… każdy poddaje swojej ocenie… nie łudźmy
się. Myślimy: „Matko! Ale syf! Ta kobieta jest nieogarnięta!”, lub „Jak można
doprowadzić do takiego burdelu?!”. W domyśle to kobieta doprowadza do bałaganu
i to kobieta ma sprzątać… stereotypy. Zresztą, program „Perfekcyjna Pani domu”
te stereotypy pielęgnuje.
Przeanalizujmy
problem porządków. 😊
Bałaganiarze
wg panującej opinii to ludzie roztrzepani, leniwi i nieobowiązkowi. Nieustannie
szukają gdzieś pogubionych skarpetek, długopisów czy zeszytów. Ludzie żyjący w
ciągłym bałaganie myślą (lub nie myślą o tym problemie w ogóle), że wszystko
jest w obrębie panowania nad sytuacją… a jednak mylą się. Chaos w domu sprawia,
że człowiek ma mętlik w głowie. Niepoukładane myśli przekładają się na stosunek
do otaczającego świata. Jeśli ktoś nie umie utrzymać porządku w domu, nie umie
także uporządkować swego życia. Ci, którzy bałaganią często skupieni są tylko
na sobie, nie potrafią utrzymywać kontaktów społecznych. Potwierdza to
psychiatra dr hab. n. med. Adam Wichniak, który mówi, że bałagan w domu
sprawia, że mamy bałagan w życiu. A chaotyczny styl życia wzmaga predyspozycje
do różnych zaburzeń psychicznych i somatycznych (problemy ze snem czy
nadciśnienie). Występują stany napięcia psychicznego, które mogą stać się przewlekłym stresem a to zwiększa ryzyko zaburzeń
lękowo-depresyjnych.
Okazuje
się, że filozofia chińska w swojej wymowie pokrywa się z opiniami psychologów i
psychiatrów. Wg tej filozofii niezorganizowana przestrzeń jest
odzwierciedleniem tego co mamy we własnej psychice, czyli w życiu. Terapią mogą
być wielkie porządki, mogą one prowadzić do przełomu. Karen Kingston autorka
książki „Feng Shui. Jak pozbyć się bałaganu ze swojego życia” pisze, że bałagan
utrudnia swobodny przepływ energii w mieszkaniu, a to przekłada się na naszą
psychikę. Przestrzeń, w której funkcjonuje człowiek jest jego odzwierciadleniem,
z kolei człowiek staje się odzwierciedleniem przestrzeni. Bałagan to nadmiar
rzeczy, przeciążenie. Bałagan generuje dyskomfort, prowadzi do napięć między
domownikami, wywołuje uczucie zawieszenia, dezorientację. Człowiek odczuwa
zmęczenie i ociężałość. Nieład utrudnia koncentrację. Kingston sugeruje, żeby
przyjrzeć się sobie, bo nieporządek jest zwykle zewnętrzną manifestacją
ukrytego problemu. Posiadane rzeczy dają złudne poczucie bezpieczeństwa dlatego
osoby z tym problemem nie chcą ich się pozbyć.
Jednak
nie wszyscy są w stanie tak łatwo zrobić porządek w mieszkaniu, jak sugeruje
autorka książki „Feng Shui…”, bowiem są ludzie cierpiący na syllogomanię…
poważną chorobę psychiczną. Osoby te gromadzą bardzo dużo niepotrzebnych
starych przedmiotów. Nie chcą lub nie potrafią rozstać się z nimi. Upychają w
szuflady czy szafy. Powszechnie nazywana patologicznym zbieractwem. To
zaburzenie psychiczne polegające na trudnościach w pozbywaniu się
niepotrzebnych przedmiotów. Dotyczy to od 2% do 5% populacji. Ludzie o takich
skłonnościach posiadają rzeczy sprzed kilkunastu lat. Identyfikują się z tymi
przedmiotami.
Jest
też druga strona medalu, żeby nie było za łatwo… Mianowicie pedantyzm - zbyt
poważne, natarczywe podchodzenie do porządków. Przyczyną pedantyzmu jest lęk,
niepokój, brak pewności siebie. Nadmierne dbanie o porządek (podobnie jak
utrzymywanie bałaganu) może rujnować życie, utrudniać kontakty z innymi. Nerwowość
związana z małymi niedociągnięciami w sprzątaniu, złość, niepokój, nacięcie
psychiczne, lęk i stres powodu inaczej
niż zwykle ustawionych butów, z powodu okruszka na podłodze czy brudnej
szklanki w zlewie to już objaw choroby psychicznej. Poprzez dbanie o porządek
pedant chce zachować spokój. Jest to próba rozładowania emocji i zapanowania
nad nimi. Jednak ten spokój jest złudny, bowiem pedant wpada w manię czystości
i to staje się jego obsesją.
Należy
ostrożnie poddawać ludzi swojej ocenie. To, co widzimy w mieszkaniu swoich
znajomych może być kwestią przypadku (brak czasu, zły dzień, choroba dziecka,
natłok w pracy zawodowej) lub powodem poważnej choroby psychicznej (i tu należy
starać się pomóc).
Od
dnia dzisiejszego patrzmy na nasze mieszkanie przychylnym okiem… i na nas
samych też.
😊😊😊😊


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz