środa, 25 grudnia 2019

Trucizny w kuchni.


Trucizna... tak to trzeba nazwać.
Biały cukier i biała mąka zabijają… powoli, systematycznie i konsekwentnie.

Tak przy okazji świąt… wiadomo, ciasteczka, czekoladki czy inne rarytasy z białą mąka i białym cukrem…

Ale nie tylko w święta… urodziny, imieniny czy Sylwester…

A co jest w tym wszystkim najgorsze? Ano to, że te świństwa/truciznę dajemy swoim dzieciom!





Stany Zjednoczone słyną z przeprowadzania wielu badań (co często staje się inspiracją do wielu żartów i anegdot). Właśnie tam w szkole, uznawanej za patologiczną, w której występowało wiele problemów z młodzieżą, usunięto cukier z wydawanych posiłków oraz ze szkolnego sklepiku. Efekt? Zaobserwowano zdecydowaną poprawę zachowania uczniów. Młodzież ta zaczęła być aktywna na lekcjach oraz wzrósł u niej poziom koncentracji. Skutkiem braku cukru w diecie było także obniżenie poziomu agresji oraz problemów emocjonalnych.

Spożycie pokarmów zawierających cukier powoduje wielkie szkody w organizmie. Szkody te widoczne są po wielu latach. Do niezdrowych cukrów należy zaliczać: sacharozę pod postacią białego cukru (z buraków lub trzciny), syrop glukozowo-fruktozowy, fruktozowy, glukozowy czy kukurydziany oraz syntetyczne słodziki. Substancje te znajdują się w sokach, napojach, ciasteczkach, ciastach, puszkach z rybami i w wielu innych pokarmach, których byśmy nawet nie podejrzewali o taki skład.

Te wszystkie wymienione syropy oraz sztuczne słodziki zostały wytworzone po to, by zmniejszyć koszty produkcji. Zwykły biały cukier to zbyt duży koszt, aby dodawać go do produktów, dlatego poradzono sobie z tym problemem. Sprzedawane łakocie czy potrawy są słodkie, tanie, nie każdy czyta skład i zabawa trwa… do czasu aż nasz organizm powie: STOP. Niestety, w większości sytuacji to „stop” jest źle przez ludzi odczytywane i kiedy już zaczynamy reagować na sygnały organizmu… to jest już za późno. Zapadamy na poważne choroby, które degradują nasz organizm na zasadzie domina.

Biały cukier, zadomowił się w większości domów oraz placówek wychowawczych. Cukier to czysta energia, nie zawiera nic więcej. Nie ma znaczenia czy jest to cukier biały czy trzcinowy. Problemem jest to, że ta energia nie uchodzi z nas, a wręcz przeciwnie – zostaje i sieje spustoszenie, które jest przyczyną wielu chorób i dolegliwości. Zaczynając od braku odporności na choroby sezonowe (np. przeziębienie, katar), a skończywszy na chorobach psychicznych i nowotworach. Człowiek pozbawiony żywności, pijąc tylko wodę, potrafi przetrwać długi okres. Co się dzieje, gdy do tej wody dodamy cukier? Okres przeżycia skraca się czterokrotnie. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że cukier poza energią nie dostarcza niczego, a ponadto wyjaławia organizm z potrzebnych składników. Zaczyna się tak zwany metabolizm niekompletny w momencie, kiedy organizm zużyje środki (zapasy związków) potrzebne do metabolizowania cukru. W wyniku tego niekompletnego metabolizmu powstają substancje toksyczne, których organizm nie ma już siły usuwać i substancje te – szkodliwe- odkładają się w organizmie.

Cukier działa na mózg tak samo jak kokaina, heroina, alkohol i nikotyna. Badania na zwierzętach wykazały, że gdy uzależnionym od cukru szczurom odetnie się cukier, stają się agresywne, rozdrażnione, niekiedy dostają palpitacji i nie potrafią wykonać najprostszych zadań. Myszy zaś są w stanie znieść silne elektrowstrząsy, jeśli nagrodą jest porcja czekolady. Uzależnienie ludzi od cukru może przekształcić się w chorobę psychiczną. Badając dietę ludzi chorych na schizofrenię, psychiatrzy zauważyli, że charakteryzuje ja nadmiar cukru. Gdy chory przejawia agresję to odcina się go od cukru.

Cukier osłabia układ odpornościowy poprzez spowalnianie działania białych ciałek krwi – fagocytów. Jeżeli w tkance organizmu pojawi się komórka nowotworowa, to osłabione limfocyty mogą jej nie rozpoznać i nie zniszczyć. Odkryto, że u plemion i ludów spożywających bardzo mało cukru pewne rodzaje nowotworów występują od pięciu do dziesięciu razy rzadziej niż u mieszkańców krajów zachodu. Duże spożycie cukru ma związek z rakiem piersi, jajników, prostaty, trzustki i okrężnicy.

Cukier powoduje otyłość, czynnik skracający życie. Nadmiar cukru odkłada się w  postaci tkanki tłuszczowej. Ze statystyk wiemy, że w Polsce zjada się rocznie 60 kg cukru/osoba. To jest 65 gram dziennie, a to z kolei 33 łyżeczki.

Cukier niszczy trzustkę i jelita. Przyśpiesza tworzenie się kamieni żółciowych i kamieni w nerkach. Już wiadomo, że co najmniej 50 schorzeń powodowanych jest przez zbyt duże spożycie cukru.

Toksyczne działanie cukru na wątrobę przypomina działanie alkoholu. Cukier przyśpiesza poziom starzenia się organizmu, ponieważ niszczy lipidy, białka a nawet DNA. Cukier przyczynia się do miażdżycy, która ogranicza dostęp tlenu do mózgu. Dawka cukru prowadzi także do zwiększonej oksydacji, przez którą wolne rodniki kradną elektrony z białek i tłuszczów w ten sposób niszcząc ściany komórkowe. Cukier wpływa na insulinoodporność, w sposób, który poważnie zaburza reakcję komórek na glukozę. Cukier zaburza funkcje sirtuin, związków biologicznych wpływających na wiele procesów komórkowych, takich jak starzenie, zaprogramowana śmierć komórek czy zmieniony metabolizm, przez co zwiększa się ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera i licznych odmian nowotworów. W mózgu insulinoodporność sprawia, że neurony słabną z powodu braku glukozy, po czym następuje lawina stanów zapalnych i uszkodzeń spowodowanych przez oksydację. Liczne badania wykazały istnienie związków między zaburzeniami metabolizmu glukozy, insulinoodpornością a choroba Alzheimera. Duże spożycie cukru negatywnie wpływa na objętość hipokampu i całego mózgu.



Co, jeśli chodzi o białą mąkę? W procesie rafinacji mąki pszennej eliminowane są najpierw otręby (błonnik), następnie witaminy z grupy B, potem lipidy, sole mineralne i białka. W efekcie otrzymujemy mąkę bez smaku, zapachu i bez wartości odżywczej. Ale to jeszcze nie wszystko. Aby mąka stała się biała – musi zostać wybielona za pomocą środka chemicznego (podobnie ja i cukier jest wybielany). Jest to chlor! Na skutek kontaktu pszenicy z chlorem powstaje alloksan – związek silnie upośledzający czynności trzustki. Skażenie białej mąki tą substancją jest dobrze udokumentowane. Powstaje ona wskutek reakcji z białkami zawartymi w mące (jest to produkt uboczny). Oprócz dwutlenku chloru przy produkcji mąki używa się także innych chemikaliów. Alloksan znajduje się w wypiekach mających w składzie białą mąkę (co jest logiczne). Co to oznacza? Że kajzerka, po którą codziennie sięga się, zawiera truciznę pod postacią alloksanu. A oprócz tego nie zawiera żadnych właściwości odżywczych. To jałowe zapychanie brzucha, niosące ze sobą ładunek substancji szkodliwych dla organizmu.
Powinno uważać się na KAŻDY produkt zawierający w swoim składzie białą mąkę. 

Kiedy ludzie to zrozumieją i przestaną kupować swoim dzieciom te trucizny w postaci żelek, pianek, paluszków, szampanów bezalkoholowych, komercyjnych tortów, itp.? Kiedy ludzie przestaną truć siebie i swoje dzieci?







Bibliografia:

1.      Jarząbkiewicz R., Jak jeść by zdrowo żyć, Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2018

2.     Junger A., Dieta oczyszczająca jelit, MT Biznes, Warszawa 2015

3.     Vollmer, J.B., Zdrowe jelita zdrowe życie, Vital, Białystok, 2017

4.     Lindberg, F. A., Dieta greckiego doktora, Rebis, Poznań 2006

5.     Cohen, S., Cukrzyca bez lekarstw, Oficyna Wydawnicza ABA, Warszawa 2018

6.     Triaire, A., Zdrowie na talerzu, KDC, Warszawa 2009

7.     Sherzai, D., Sherzai, A., Sposób na Alzheimera, Albatros, Warszawa, 2018

8.     Masley, S., Zdrowy mózg, Czarna Owca, Warszawa, 2019




niedziela, 22 grudnia 2019

Pierniki - wersja mało słodka ;)


Pierniki



Wersja mało słodka z uwzględnieniem późniejszego lukrowania cukrem pudrem.

Jeśli ktoś nie zamierza lukrować, wówczas można do przepisu dodać więcej cukru/słodziku lub miodu.




Składniki:

80 dag mąki pszennej pełnoziarnistej

15 łyżek miodu naturalnego

5 łyżek cukru pudru/lub zdrowy słodzik

20 dag masła

2 jajka

2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej

40 g przyprawy do piernika

2 łyżeczki kakao



Sposób przygotowania:

1.     Masło rozpuścić z miodem i odstawić do wystygnięcia. Nie doprowadzać do wrzenia.

2.     Przesiać mąkę do dużej miski (koniecznie, to oddzielą się wtedy otręby z mąki pełnoziarnistej).

3.     Mąkę wymieszać z suchymi składnikami: soda, przyprawa do piernika, cukier, kakao.

4.     Wbić jajka i mieszać dolewając powoli wystudzone masło z miodem.

5.     Wyrabiać rękami około 10 - 15 minut, aż wszystkie składniki dokładnie połączą się.

6.     Po wyrobieniu, wyłożyć na stolnicę ( może być potrzebna poprószona na niej mąka w celu nieprzyklejenia się ciasta). Rozwałkować i wycinać pierniki.

7.     Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i układać na niej pierniki. Należy zachować dystans między nimi bowiem odrobinę urosną podczas pieczenia.

8.     Piec około 10 minut w piekarniku w temperaturze 180 stopni.

9.     Po upieczeniu studzimy.



Można przejść do ozdabiania pierników po kilku dniach lub od razu po upieczeniu i wystudzeniu. 

A oto przepis na sprawdzony lukier.



Składniki:

około 60 dag cukru pudru

sok z jednej cytryny

kilka kropel olejku waniliowego

gorąca woda – łyżka lub dwie w zależności od potrzeb/gęstości lukru

barwniki spożywcze (najlepiej naturalne, bez chemii, można je zakupić, a jeśli jest to niemożliwe, to używamy produktów z kuchni: kurkuma, sok z buraka, spirulina)

posypka



Sposób wykonania:

1.     Wsypujemy połowę cukru do miski i wlewamy sok z cytryny oraz kilka kropel olejku waniliowego. Miksujemy.

2.     Powoli wsypujemy resztę cukru i jeśli lukier będzie gęsty to dolewamy łyżkę czy dwie gorącej wody. Trzeba uważać, żeby nie przesadzić z wodą, bo lukier będzie za rzadki. Miksujemy.

3.     Rozlewamy do kilku misek (w zależności od ilości kolorów).

4.     Jedną miseczkę rezerwujemy na biały lukier.

5.     Do pozostałych miseczek wlewamy lub wsypujemy odrobinę barwnika.

6.     Barwniki możemy mieszać (jeśli chcemy mieć inne kolory niż podstawowe: np. żółty z czerwonym – wyjdzie różowo-pomarańczowy).

7.     Nakładać na pierniczki.

8.     Posypać posypką.










UDANEJ ZABAWY !!!




wtorek, 17 grudnia 2019

Książka - "Kółko się pani urwało" Jacek Galiński


Jacek Galiński  „Kółko się pani urwało”



Pani Zofia – starsza kobieta, emerytowana nauczycielka. Żyje na skraju ubóstwa. Liczy każdy grosz. Mąż zniknął dawno temu. Pani Zofia nawet nie wie czy on jeszcze żyje. Ma jednego syna, który zajęty swoim życiem, czasem do niej wpada lub nie wpada… ale i tak Pani Zofia ma go za nieudacznika i ciamajdę. Jako kobieta w podeszłym wieku choruje jak każdy inny i swoje w kolejkach do lekarzy specjalistów  musi odsiedzieć - jak to w naszej polskiej służbie zdrowia. Ostatnio zapisała się na operację biodra… kolejka na cztery lata. Czeka cierpliwie… bo cóż może zrobić. Ma poczucie, że dla nikogo nic nie znaczy. Takie jest życie na emeryturze… człowiek nikomu niepotrzebny. Żeby odłożyć parę groszy musi wyrzec się środków czystości lub jedzenia. Takim sposobem udaje się czasem coś zaoszczędzić… Ma nawet ponad dwa tysiące złotych na przyszłość swego wnuka (nieudacznika i lenia, bo poszedł w swego ojca).

Jako urozmaicenie monotonii życia podsłuchuje rozmów pasażerów w autobusach, tramwajach i pewnie w każdym miejscu, w którym znajduje się. Wiedzie życie starzej pani, której los nikogo nie obchodzi.

Pewnego dnia wraca do domu z marketu (w którym miała być promocja na kurczaki, ale ostatecznie było to według Pani Zofii oszustwo)… a tu włamanie! Ktoś ukradł cenne dla niej dokumenty oraz zbezcześcił mundur jej męża! O wyważonych i zniszczonych drzwiach nie wspominając! Wzywa Policję. Policja nie podchodzi poważnie do tego typu włamań… Mała szkoda społeczna… wiadomo. Pani Zofia po wstępnych oględzinach i po woni papierosów, odgaduje kto był u niej w mieszkaniu… Sama idzie po sprawiedliwość… Dalsze wydarzenia przybierają nieoczekiwany obrót… Życie Pani Zofii przewraca się do góry nogami. Nagle Policja zaczyna podchodzić do wszystkiego poważnie –  a to za sprawą nieżywego sąsiada bez nogi, który według Pani Zofii był u niej w mieszkaniu… Nie ma się co dziwić Policji… w końcu morderstwo to co innego niż włamanie do starszej kobiety… nawet jeśli zamordowany to tylko zapuszczony pijak i alkoholik (jakby rzekła nasza bohaterka).

Kiedy Pani Zofia całkiem nieświadomie wplątuje się w grubą aferę, zaczyna czuć się potrzebna. Przecież nieudolna Policja z mało bystrymi policjantami nie poradzi sobie z rozwikłaniem kilku przestępstw, w które niechcący uwikłała się nasza bohaterka… Ona musi ratować własny tyłek – to pewne. Ewidentnie trzeba policjantom pomóc, jeśli nie zamierza się wylądować w wiezieniu z etykietą morderczyni… Choć z drugiej strony, w wiezieniu podobno dobrze karmią… może w jej sytuacji warto przemyśleć taki przebieg zdarzeń. Przeżywa wiele niebezpiecznych przygód, ale nie załamuje się… Zadowolona jest z zainteresowania jej osobą, nawet jeśli jest ofiarą oprawcy, który chce ją być może zabić… Celem nadrzędnym jest rozwiązanie zagadki włamania do jej mieszkania i po drodze wielu innych zagadek… które wydają się być ze sobą powiązane… Ba! powiązane nawet z kradzieżą dokumentów z jej mieszkania!

Pani Zofia zostaje pobita, co najmniej dwa razy zabita, ląduje w szpitalu (w którym raz umarła…)  ale… wychodzi na prostą.

Główna bohaterka – nasza Pani Zofia momentami jest drażniąca i upierdliwa, zaś w innych momentach wyzwalająca współczucie i litość. To kobieta pyskująca i denerwująca innych, ale jednocześnie przerażona życiem i samotna. Czytelnikowi - wydaje się być zabawną. Ale ta „zabawność” nie wynika z poczucia humoru Pani Zofii, lecz z realiów życia starszej osoby w naszym kraju. Przepracowane lata zawodowe,  żenująca emerytura, kulejący system zdrowotny, brak uznania i szacunku dla osób starszych… widziane oczami kobiety w podeszłym wieku. Tak naprawdę nie jest do śmiechu – choć książka rozśmiesza. To jest czarna komedia… Tak beznadziejnie, że aż zabawnie.

Koniec powieści zaskakuje. I to bardzo. Kto by się spodziewał… Wychodzi na to, że Pani Zofia nie może ot tak sobie umrzeć… Trzeba brać się do działania… Bo jak nie ona, to kto?

Polecam książkę „Kółko się pani urwało”.  Babcia wymiata ;)
Kontynuacja książki to "Komórki się pani pomyliły"... oczywiście zamierzam przeczytać :)






niedziela, 15 grudnia 2019

Człowiek - istota myśląca... szkoda, że... prawie...







„Wszyscy przebywamy w głębokiej jaskini skuci naszą niewiedzą i uprzedzeniami, a nasze zawodne zmysły rejestrują tylko cienie. Kiedy próbujemy spojrzeć dalej, dezorientuje nas własna ignorancja”.
Carlo Rovelli (fizyk)



Człowiek ma obsesję na własnym punkcie. A przecież to nie nasz gatunek ani nawet nie nasza planeta są najważniejsze we Wszechświecie… Tak naprawdę stanowimy cząstkę tegoż Wszechświata, równie ważną (czytaj: nie najważniejszą jak się człowiekowi wydaje)  jak cała reszta w nim zawierająca się. Stanowimy ułamek rzeczywistości, której… nie pojmujemy. 
Mimo tak bardzo rozwiniętej nauki (medycyna, biologia, chemia czy inne) nadal nie potrafimy ogarnąć tajemnicy istnienia… Nie panujemy nad żywiołami, co natura udowadnia nam co jakiś czas… Nie panujemy nad chorobami (które zresztą sami powodujemy). Nie panujemy już nad tym co sami czynimy szkodami dla tego świata! Tak więc skąd ta ignorancja i zadufanie w sobie? 
Czasy ciemnoty ludu powinny odejść w zapomnienie, bo mamy naukę, Internet… Jednak, widocznie w podświadomości zbiorowej nadal istnieje przeświadczenie, że jesteśmy jedyną planetą w Kosmosie, na której istnieje życie istot myślących (choć z tym myśleniem -  okazuje się, że niekoniecznie), wyjątkowych, wspaniałych… mających prawo decydować o wszystkim, ingerować w naturę, decydować o gatunkach, itd. Człowiek zapomina, że wszystkie istoty żywe na tej planecie zwanej Ziemią, a wśród nich i on sam, mają wspólnych przodków. Mówiąc ogólnie i w dużym uproszczeniu – wszyscy jesteśmy jedną rodziną… Człowiek jako istota „myśląca” (bo sam się tak nazwał) unicestwia siebie poprzez niszczenie środowiska, w którym żyje. A wyspecjalizował się w tym perfekcyjnie… Pewnie…. Zawsze po apokalipsie można zaludnić Marsa… ale czy to świadczy o myśleniu? I czy będzie kim zaludniać tego Marsa?
Ale… zostawmy analizę ignorancji całej populacji ludzkiej, a przejdźmy do konkretów – zajrzyjmy na podwórko swoje i naszych sąsiadów… Pora roku – zima skłania zawsze do refleksji odnośnie tzw. świeżego powietrza… Może sto lat temu było ono świeże… Czy ktoś słyszał o smogu? Uwielbiam odpowiedzi ludzi „nie zbawię świata sam/a”… dlatego palą w piecu śmieciami, oponami i innymi chemicznymi atrakcjami, co by umilić życie obecnemu i kolejnym pokoleniom… tylko chwila… czy on/ona nie oddycha tym samym powietrzem? Bingo! Oddychasz człowieku tym powietrzem co i ci, których nieodpowiedzialnie trujesz! Do tego dochodzą samochody (niektórzy mają ich po kilka), wyrzucanie śmieci gdzie popadnie, zanieczyszczone morza i oceany, plastik na każdym kroku! Człowieku, istoto myśląca (jak mniemasz o sobie) zabijasz sam siebie! Wymiana w domu mebli co dwa lata, nowy telewizor czy komputer co kilka lat… czy mam nadal wyliczać ludzkie zasługi dla świata? O ile bardziej nasza planeta byłaby szczęśliwa, gdyby linia ewolucji poszła w innym kierunku i człowiek nigdy nie postawiłby stopy na Ziemi? Pytanie do każdego z osobna…
Człowiek roztkliwia się nad sobą jakby był pępkiem świata. Ustalono już przecież, że nie jest. Doszliśmy do niewyobrażalnego poziomu wiedzy i nauki z dziedziny psychologii, fizyki, chemii czy medycyny… I to jest plus i duże osiągnięcie… Tylko po co to wszystko, skoro tej wiedzy nie wykorzystujemy do poprawy warunków środowiska, którego jesteśmy częścią? Skoro psychologia o człowieku wie wszystko, to skąd coraz więcej chorób psychicznych? Skoro medycyna może prawie wszystko, to skąd coraz więcej nowotworów i innych dramatycznych diagnoz? To proste… bo jesteśmy częścią środowiska, które zatruwamy… cóż… pępek świata okazał się pryszczem.
Osobiście nie rozumiem podejścia większości ludzi. Środowisko życia traktują jak śmietnik. Żyją dewizą, że „każdy kiedyś na coś musi umrzeć”… Okeeeej… ale pozwolisz człowieku, że to nie ty będziesz decydować na co konkretnie ja mam umrzeć? Brak szacunku dla natury odbija się czkawką… jest to czkawka zbiorowa, bo świadome jednostki nie mają szans z lawiną głupoty niszczącej nasz świat...
A czasu nie cofniemy... zniszczoną Ziemię zostawiamy swoim dzieciom i wnukom. Już dziś niektórzy zastanawiają się nad tym czy powinno się mieć dzieci i narażać je na zniszczony, zatruty świat... Takie oto pojawiają a się dylematy moralne... Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że dzieci te mogą nie mieć sielankowego życia (choroby, ocieplenie klimatu, wszędzie metale ciężkie, plastik...). Czy ktoś pamięta przepowiednie królowej Saby? Pamiętam, że w dzieciństwie je czytałam... Teraz całkiem realne...







niedziela, 8 grudnia 2019

Śpieszmy się świętować...


Śpieszmy się świętować…





Święta mają swoje etapy przedświąteczne, które są ze sobą powiązane:

1.     Porządki.

2.     Przygotowanie jedzenia.

3.     Kredyt na święta.

4.     Bieganie po sklepach w celu zakupowym (prezenty i tona jedzenia, które wyrzucimy).

5.     Przygotowanie jedzenia.

6.     Ubieranie choinki.

7.     Porządki.

8.     Przygotowanie jedzenia.

9.     Porządki.

10.  Wedle uznania…





                   Rezultat zawsze taki sam: zmęczenie jeszcze przed wigilią, kredyty do spłacenia… a to dopiero

początek… bo w planach Sylwester…


              Aleeee…. Czy da się inaczej? Czy w tym okresie przedświątecznej pogoni człowiek ma jakiś wybór? Trzeba być zaciętym nonkonformistą, żeby podążać pod prąd… Zauważmy co się dzieje w sklepach, galeriach, w centrum miasta, na ulicach… Wszędzie wystawy, światła bijące po oczach… Nawet jeśli czas świąt to nie twoja filozofia czy religia… to i tak uczestniczysz w tej komedii życia codziennego…




             Przypomnijmy sobie, skąd te tradycje, które teraz tak nami „manipulują” od pokoleń, o których mówią w szkole dzieciom, przez które sklepy zarabiają krocie… O Mikołaju już tutaj było… To lecimy dalej ;)



Według wielu znawców tematu korzenie tradycji i obrzędów bożonarodzeniowych sięgają czasów pogan i to od nich zostały zaczerpnięte, czy raczej kontynuowane, a tylko nieliczne zostały „dołożone” do repertuaru, który dzisiaj towarzyszy nam podczas obchodów świąt.




Reformator religijny Marcin Luter rozpropagował zwyczaj dekorowania świerku lub jodły, który narodził się w VIII wieku, ale dopiero tysiąc lat później na dobre zadomowił się w świecie.  Pomysłodawcą choinki w chrześcijaństwie był podobno święty Bonifacy, wybrał on sosnę jako symbol narodzin Jezusa Chrystusa podczas próby chrystianizacji Germanów. Tak więc zwyczaj ubierania choinki dotarł do nas z Niemiec. Wcześniej w polskich domach dekorowano domy gałązkami  lub zbiorami z pól. Prawdopodobnie pierwsze choinki ubierano pod koniec XVIII wieku (na początku w miastach, później na wsiach). Warto wspomnieć, że zarówno drzewko jak i ozdoby na nim to pozostałości po pogańskich zwyczajach. Lampki i bombki na choince to symbol dawnych pogańskich narzędzi do ochrony przed urokami rzucanymi przez nieżyczliwych ludzi. Rody te czciły drzewa, bowiem według ich wierzeń w drzewach tkwiła moc i siła, stanowiły magiczny symbol. Według badaczy w dalekiej przeszłości jeszcze przed narodzeniem Chrystusa, na terenach należących dzisiaj do Szwecji i Norwegii zielone drzewa iglaste służyły za święte symbole. Dlaczego? ponieważ tylko drzewa iglaste (właśnie świerki, jodły czy sosny) zostają „żywe” także zimą, w przeciwieństwie do drzew liściastych. Logiczne zatem wydaje się, że aby przekonać pogan do nowej wiary jako symbol Bożego Narodzenia również wybrano drzewo. Podobnie jest z wyznaczoną datą świąt na 25 grudnia… aby dostosować się do wierzeń pogan, którzy w tym okresie obchodzili swoje święta: przesilenie zimowe (21,22 grudnia do 6 stycznia), Saturnalia (święto boga Saturna, święto pojednania i radości, zamykano wówczas sklepy i urzędy, a przez miasta maszerowały wesołe orszaki zmierzające na zabawy i uczty, obdarowywano się także prezentami), święto urodzin boga Mitry (boga Słońca, który przyszedł na świat w ubogiej grocie, obchodzony 25 grudnia) i święto narodzin boga Jule u plemion germańskich. W ten oto sposób by zjednoczyć wszystkie plemiona w jednej wierze - ustalono Boże Narodzenie w grudniu. Zabiegi te miały ułatwić chrystianizację. Ewangelie przecież nie wspominają dokładnej daty narodzin Chrystusa.




Co do samych tradycji wigilijnych, to mają one tak że swoje źródło w obrzędach pogańskich. Na przykład jedno wolne miejsce przy stole popularne u dawnych Słowian. Różnica jest taka, że Słowianie kultywowali wolne miejsce dla zmarłego przodka, którzy w ten sposób mieli możliwość kontaktu ze światem żywych, a świąteczne ucztowanie miało sprawić, że wszyscy członkowie rodziny (ci żywi i zmarli) mogli połączyć się ze sobą. Obdarowywanie się prezentami to zwyczaj także zaczerpnięty od pogan, a właściwie kontynuacja zwyczaju. W pogańskiej Europie w tych dniach składano podarki zmarłym i bogom. W czasie Saturnalii elita rzymska obdarowywała się podarkami między sobą, i rozdawała datki służbie i biedocie… Zwyczaj całowania się „pod jemiołą” pochodzi od druidów ze starożytnej Brytanii. Wierzyli oni w magiczną moc jemioły, używali jej do ochrony przed demonami, zaklęciami i innymi złymi mocami. Zrodził się przesąd, że pocałunek pod jemiołą doprowadzi do małżeństwa. Śpiewanie kolęd to „kontynuacja” pogańskiego zwyczaju śpiewania pieśni podczas odwiedzin rodziny i znajomych.




Jakiej filozofii by nie wymyślono na potrzeby zbudowania otoczki Świąt Bożego Narodzenia w chrześcijaństwie, to tak naprawdę zdecydowana większość tradycji wzięła się z dostosowania do pogan w celu przekonania ich do kultywowania nowej religii. Nie brzmi to romantycznie, wzniośle i duchowo jakby się oczekiwało, a raczej praktycznie i przyziemnie… ale niestety tak to wygląda. Każdy przecież zna historię i orientuje się w poczynaniach nawracania pogan mieczem (jeśli ci dobrowolnie nie chcieli uznać nowej wiary)… to też romantyczne nie było… ani duchowe i miłosierne…




Nie zmienia to jednak faktu, że czas świąt jest magicznym czasem i aby je autentycznie przeżyć nie trzeba wpadać w sidła komercji, zaciągać kredytów  i dzielić szał z tymi, którzy taki amok lubią…


niedziela, 24 listopada 2019

Kolonoskopia... czyli badamy jelita.



„Twoje jelita to wewnętrzny ogród, który jak każdy ogród na świecie wymaga dbałości”.

Dr Vincent Pedre



 





Pięć kluczowych funkcji jelit:

1.     Trawienie pokarmu.

2.     Wchłanianie składników odżywczych.

3.     Utrzymanie bariery odpornościowej przed wpływem ze świata zewnętrznego.

4.     Symbioza z przyjaznymi bakteriami.

5.     Oczyszczanie, w tym usuwanie produktów przemiany materii toksyn z organizmu. (Pedre V., Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019)



Często zdarza się, że dolegliwości, z którymi idziemy do lekarza nie są wiązane ze stanem naszych jelit. Wydają się pozornie niezależne od nich. Należy zdawać sobie sprawę z tego, że niemal każda dolegliwość zaczyna się w jelitach: bóle głowy, migreny, alergie, choroby układu odpornościowego, tycie, trądzik, wysypka, infekcje drożdżycowe, zaburzenia hormonalne, zmęczenie, niska odporność, refluks, a także stopień odczuwania bólu. Wszystko to ma związek ze stanem i zdrowiem jelit. (Pedre V.) Kondycja zdrowotna jelit warunkowana jest w zdecydowanej mierze przez styl odżywiania człowieka. Ważne jest, aby pokarm, który spożywamy nie był przetworzony i nie zawierał rafinowanych produktów (a zwłaszcza cukru i białej mąki). Do przyczyn zaburzeń pracy jelit zaliczyć można stres, przyjmowane antybiotyki, przyjmowane leki  oraz  i inne powody. Jeśli jelita są w złej kondycji, wpływa to także na działanie naszego mózgu.

Dla potrzeb obrony immunologicznej w śluzówce jelit odbywa się niebywały ruch. Przeprowadzana jest tu selekcja - kto ma prawo wejść do krwiobiegu, a kto nie ma prawa. Układ trawienny to największy organ w układzie odpornościowym człowieka. Czy kiedykolwiek ktoś to słyszał, od jakiegokolwiek lekarza, z którym miał styczność? Wątpliwa sprawa… A czy ktoś słyszał, że jelita wytwarzają 90 procent hormonu szczęścia – serotoniny? Jak widać - to od stanu jelit zależy w jakim humorze jesteśmy. Układ pokarmowy człowieka posiada własny system nerwowy, nazywany drugim mózgiem.

Jak sprawdzić czy z naszymi jelitami jest wszystko w porządku? Zbadać je.



KOLONOSKOPIA



Cóż to jest kolonoskopia? Jest to badanie pozwalające zbadać jelito grube. Do jelita poprzez odbyt prowadza się przewód zakończony kamerą. Przewód ten ma średnicę grubości palca wskazującego (około 1 cm). Długość tego przewodu dochodzi do dwóch metrów. Podczas badania sprzęt wpuszcza do jelita powietrze, aby rozciągnąć jego ściany i łatwiej dojrzeć ściany jelita oraz ewentualne zmiany. Ilość powietrza zależy od pacjenta, czyli od stopnia oczyszczenia jelita. To co dzieje się w jelicie, od razu widziane jest na monitorze. Podczas badania można pobrać wycinek jelita jeśli istnieje taka konieczność lub wyciąć polipy.

„Kolonoskopię wykonuje się w znieczuleniu miejscowym lub w narkozie. Chociaż nie jest to bolesne badanie, to jednak uważane jest przez pacjentów za bardzo nieprzyjemne. Przed jej wykonaniem pacjent zakłada specjalne ubranie. W trakcie kolonoskopii pacjent leży na boku, a samo badanie trwa do kilkudziesięciu minut. W pierwszej kolejności lekarz ogląda okolice odbytu, aby sprawdzić czy nie ma czasem ropni bądź guzków krwawniczych, następnie smaruje okolice odbytu żelem znieczulającym. Badanie przeprowadzane jest za pomocą palca (per rectum). Może mu towarzyszyć nieprzyjemne uczucie. Gazy lub płyn, które wydostają się z odbytu w trakcie badania, są normalną reakcją organizmu, ponieważ do środka jelita wdmuchiwane jest powietrze, pozwalającej lepiej uwidocznić jego ściany. Pacjenci, którzy gorzej znoszą takie badanie, mogą poprosić o znieczulenie ogólne. Niekiedy zdarza się, że wprowadzenie kolonoskopu do samego końca jelita grubego jest niemożliwe, w takiej sytuacji lekarz może wykonać inne dodatkowe badanie. Pacjent po znieczuleniu miejscowym może wracać do domu, ale przez kilka godzin nie powinien kierować samochodem. Po podanej narkozie badany powinien odpocząć przynajmniej trzy godziny, a w dniu badania nie może w ogóle prowadzić auta. Po kolonoskopii nie należy wstrzymywać gazów. Wiąże się to z szybszym ustąpieniem wzdęcia brzucha i dolegliwości bólowych (źródło: www.medonet.pl).   

Kolonoskopię powinna wykonać każda osoba po przekroczeniu 50. roku życia. Wtedy bowiem wzrasta ryzyko nowotworu. Inne osoby młodsze ze wskazaniami to te, w których rodzinie ktoś choruje lub chorował na nowotwór jelita; ludzie cierpiący na zapalenie jelit, którzy mieli wykrytego polipa, zaobserwowali krew w kale. Zaleca się ją także osobom, które:

- mają niedokrwistość z powodu niedoboru żelaza,

- mają choroby zapalne jelit

- mają zaparcia,

- mają częste biegunki,

- inne dolegliwości, które lekarz uzna za wskazanie do kolonoskopii.



Konieczne jest odpowiednie przygotowanie do kolonoskopii. Warunkuje to odpowiedni wynik badania i sprawia, że badanie jest krótsze lub w ogóle wykonalne.

- Siedem dni przed kolonoskopią pacjent musi zaprzestać przyjmowania preparatów żelaza. Nie należy spożywać owoców zawierających pestkę oraz pieczywa z ziarnami, musli, siemienia, maku itp. Nie zaleca się również jedzenia buraków czerwonych! Mogą one zafałszować kolor śluzówki jelita. Cukrzycy powinni skontaktować się z lekarzem w celu ustalenia indywidualnego planu działania.

- Trzy dni przed kolonoskopią należy przejść na dietę płynną, trzeba zrezygnować z pieczywa, mięsa czy ziemniaków. Odżywiamy się więc jak niemowlęta kaszką i zupami bez dodatków.

- Na dzień przed badaniem należy wziąć sobie urlop w pracy. Lekarz dający skierowanie na badanie przepisze nam specjalny lek przeczyszczający, który w zaleconych dawkach należy stosować przez cały dzień. Po zażyciu środka zaleca się przebywanie w bliskiej odległości od toalety. Oprócz tego zaleca się picie dużej ilości płynów, około 3 litrów na dobę.

- W dniu kolonoskopii należy powstrzymać się od jedzenia (należy być na czczo). Dozwolone jest picie niegazowanej wody. 



Po przeprowadzonej kolonoskopii pacjent powinien skorzystać z toalety, gdzie po przybraniu pozycji jak do oddawania stolca, ułatwione będzie wydostanie się powietrza z jelita na zewnątrz. Zdarza się, że po kolonoskopii utrzymują się wzdęcia. Wówczas podawane są środki rozkurczowe, np. No-Spa lub Espumisan. Natomiast, gdy leki nie dają żadnego efektu, u pacjenta zakładana jest cienka gumowa rurka, która rozwiera zwieracze odbytu. 

Wzdęcia mogą utrzymywać się przez kilka godzin po badaniu. Może boleć także lewe ramię.

Osoby mające problemy kardiologiczne powinny o tym poinformować lekarza kierującego i wykonującego kolonoskopię.






1.     Junger A., Dieta oczyszczająca jelit, MT Biznes, Warszawa 2015

2.     Pedre V., Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019

3.     Vollmer, J.B., Zdrowe jelita zdrowe życie, Vital, Białystok, 2017

4.     Cabot, S., Zdrowe jelita to zdrowe ciało, Wydawnictwo MADA, Warszawa 2015

5.     Masley, S., Zdrowy mózg, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2019

6.     www.medonet.pl


Bułki śniadaniowe.

Bułki śniadaniowe   Składniki: 250g mąki orkiszowej typ550 250g mąki żytniej typ720 300g wody 70g oliwy z oliwek 25g świeżych ...