Śpieszmy się świętować…
Święta mają swoje etapy przedświąteczne, które są ze sobą powiązane:
1. Porządki.
2. Przygotowanie jedzenia.
3. Kredyt na święta.
4. Bieganie po sklepach w celu zakupowym
(prezenty i tona jedzenia, które wyrzucimy).
5. Przygotowanie jedzenia.
6. Ubieranie choinki.
7. Porządki.
8. Przygotowanie jedzenia.
9. Porządki.
10. Wedle uznania…
Rezultat zawsze taki sam: zmęczenie
jeszcze przed wigilią, kredyty do spłacenia… a to dopiero
początek… bo w planach Sylwester…
Aleeee…. Czy da się inaczej? Czy w tym okresie przedświątecznej pogoni człowiek ma jakiś wybór? Trzeba być zaciętym nonkonformistą, żeby podążać pod prąd… Zauważmy co się dzieje w sklepach, galeriach, w centrum miasta, na ulicach… Wszędzie wystawy, światła bijące po oczach… Nawet jeśli czas świąt to nie twoja filozofia czy religia… to i tak uczestniczysz w tej komedii życia codziennego…
Przypomnijmy sobie, skąd te tradycje,
które teraz tak nami „manipulują” od pokoleń, o których mówią w szkole
dzieciom, przez które sklepy zarabiają krocie… O Mikołaju już tutaj było…
To lecimy dalej ;)
Według wielu
znawców tematu korzenie tradycji i obrzędów bożonarodzeniowych sięgają czasów
pogan i to od nich zostały zaczerpnięte, czy raczej kontynuowane, a tylko
nieliczne zostały „dołożone” do repertuaru, który dzisiaj towarzyszy nam
podczas obchodów świąt.
Reformator
religijny Marcin Luter rozpropagował zwyczaj dekorowania świerku lub jodły,
który narodził się w VIII wieku, ale dopiero
tysiąc lat później na dobre zadomowił się w świecie. Pomysłodawcą choinki w chrześcijaństwie
był podobno święty Bonifacy, wybrał on sosnę jako symbol narodzin Jezusa
Chrystusa podczas próby chrystianizacji Germanów. Tak więc zwyczaj ubierania choinki
dotarł do nas z Niemiec. Wcześniej w polskich domach dekorowano domy
gałązkami lub zbiorami z pól. Prawdopodobnie pierwsze choinki ubierano
pod koniec XVIII wieku (na początku w miastach, później na wsiach). Warto
wspomnieć, że zarówno drzewko jak i ozdoby na nim to pozostałości po pogańskich
zwyczajach. Lampki i bombki na choince to symbol dawnych pogańskich narzędzi do
ochrony przed urokami rzucanymi przez nieżyczliwych ludzi. Rody te czciły drzewa,
bowiem według ich wierzeń w drzewach tkwiła moc i siła, stanowiły magiczny
symbol. Według badaczy w dalekiej
przeszłości jeszcze przed narodzeniem Chrystusa, na terenach należących dzisiaj
do Szwecji i Norwegii zielone drzewa iglaste służyły za święte symbole.
Dlaczego? ponieważ tylko drzewa iglaste (właśnie świerki, jodły czy sosny)
zostają „żywe” także zimą, w przeciwieństwie do drzew liściastych. Logiczne zatem wydaje się, że aby
przekonać pogan do nowej wiary jako symbol Bożego Narodzenia również wybrano
drzewo. Podobnie jest z wyznaczoną datą świąt na 25 grudnia… aby dostosować się
do wierzeń pogan, którzy w tym okresie obchodzili swoje święta: przesilenie
zimowe (21,22 grudnia do 6 stycznia), Saturnalia (święto boga Saturna, święto pojednania i radości,
zamykano wówczas sklepy i urzędy, a przez miasta maszerowały wesołe orszaki
zmierzające na zabawy i uczty, obdarowywano się także prezentami), święto urodzin boga Mitry (boga
Słońca, który przyszedł na świat w ubogiej grocie,
obchodzony 25 grudnia) i święto narodzin boga Jule u plemion germańskich. W ten oto sposób by zjednoczyć wszystkie
plemiona w jednej wierze - ustalono Boże Narodzenie w grudniu. Zabiegi te miały
ułatwić chrystianizację. Ewangelie
przecież nie wspominają dokładnej daty narodzin Chrystusa.
Co do samych
tradycji wigilijnych, to mają one tak że swoje źródło w obrzędach pogańskich.
Na przykład jedno wolne miejsce przy stole popularne u dawnych Słowian. Różnica
jest taka, że Słowianie kultywowali wolne miejsce dla zmarłego przodka, którzy
w ten sposób mieli możliwość kontaktu ze światem żywych, a świąteczne
ucztowanie miało sprawić, że wszyscy członkowie rodziny (ci żywi i zmarli)
mogli połączyć się ze sobą. Obdarowywanie się prezentami to zwyczaj także
zaczerpnięty od pogan, a właściwie kontynuacja zwyczaju. W pogańskiej Europie w
tych dniach składano podarki zmarłym i bogom. W czasie Saturnalii elita rzymska
obdarowywała się podarkami między sobą, i rozdawała datki służbie
i biedocie… Zwyczaj całowania się „pod jemiołą” pochodzi od druidów ze
starożytnej Brytanii. Wierzyli oni w magiczną moc jemioły, używali jej do
ochrony przed demonami, zaklęciami i innymi złymi mocami. Zrodził się
przesąd, że pocałunek pod jemiołą doprowadzi do małżeństwa. Śpiewanie kolęd to
„kontynuacja” pogańskiego zwyczaju śpiewania pieśni podczas odwiedzin rodziny i
znajomych.
Jakiej
filozofii by nie wymyślono na potrzeby zbudowania otoczki Świąt Bożego
Narodzenia w chrześcijaństwie, to tak naprawdę zdecydowana większość tradycji
wzięła się z dostosowania do pogan w celu przekonania ich do kultywowania nowej
religii. Nie brzmi to romantycznie, wzniośle i duchowo jakby się oczekiwało, a
raczej praktycznie i przyziemnie… ale niestety tak to wygląda. Każdy przecież zna historię i orientuje się w
poczynaniach nawracania pogan mieczem (jeśli ci dobrowolnie nie chcieli uznać
nowej wiary)… to też romantyczne nie było… ani duchowe i miłosierne…
Nie zmienia to
jednak faktu, że czas świąt jest magicznym czasem i aby je autentycznie przeżyć
nie trzeba wpadać w sidła komercji, zaciągać kredytów i dzielić szał z
tymi, którzy taki amok lubią…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz