poniedziałek, 27 maja 2019

Pasztet z amarantusa i soczewicy.


Pasztet z czerwonej soczewicy i ziaren amarantusa



Składniki:

100 g ziaren amarantusa

200 g czerwonej soczewicy

2 marchewki

1 cukinia

½ brokuła

pół papryki

garść fasolki szparagowej

natka pietruszki (pół pęczka)

szczypior (pęczek)

3 jajka

4 ząbki czosnku

4 łyżki mąki z amarantusa

przyprawy wg gustu (sól, pieprz, oregano, tymianek, itp.)





Sposób przygotowania:

1. Warzywa ugotować (2 marchewki, 1 cukinia, ½ brokuła, pół papryki, garść fasolki szparagowej. Soczewicę ugotować. Ziarna amarantusa również ugotować. Wszystko wystudzić.

2. Wrzucić do jednej dużej miski i wszystko ze sobą zblendować.

3. Pokroić natkę pietruszki, szczypiorek i przecisnąć czosnek przez praskę. Wrzucić to do zblendowanych warzyw, soczewicy i amarantusa.

4. Wbić jajka.

5. Wsypać mąkę.

6. Wszystko razem wymieszać ręką.

7. Doprawić do smaku.

7. Jeżeli ciasto wyjdzie zbyt rzadkie można dosypać więcej mąki.

8. Wyłożyć do keksówki i piec w temperaturze 180 stopni przez około godzinę.



Można dodać inne warzywa (te, które lubi się). Pasztet może wyjść nieco „luźny” z racji tego, że warzywa mogą być wilgotne, dlatego profilaktycznie można dać więcej mąki.







piątek, 24 maja 2019

Nasze geny są jeszcze w epoce kamienia..



Geny z epoki kamienia... a człowiek z epoki internetu



Przez ostatnie 10 tysięcy lat geny człowieka prawie nie zostały zmienione. Prawie wszystkie ludzkie geny są identyczne z genami szympansa (98%). Człowiek przez 3 miliony lat zajmował się zbieractwem i polowaniem, a tylko od 10 tysięcy lat uprawia ziemię i hoduje zwierzęta, które karmi paszą. Jako ludzie jesteśmy spokrewnieni ze wszystkimi zwierzętami i roślinami, ponieważ wszelkie życie na Ziemi ma to samo źródło. Jesteśmy nie tylko tym, co sami jadamy każdego dnia… ale również tym, co jadali nasi dalecy przodkowie przez siedem milionów lat ewolucji. Nasze geny w istocie działają cały czas tak, jak działały w paleolicie.

Nieodpowiedzialne i wręcz śmieszne jest myślenie, że możemy jeść co nam się podoba i nigdy nie poniesiemy konsekwencji zdrowotnych. Aby zachować zdrowie i cieszyć się nim przez długie lata trzeba szanować naturę, bo to ona stworzyła między innymi nas – człowieka. Najstarsze szczątki hominidów ocenia się na 7 milionów lat. Homo erectus, człowiek wyprostowany pojawił się około 2 miliony lat temu. W Europie odkryto ślady środkowo plejstoceńskiego hominida zwanego jako człowiek heidelberski (dał on początek neandertalczykowi, który żył około 200-300 tyś. lat temu i wymarł przed 30 tyś. lat). Homo sapiens, człowiek współczesny pojawił się mniej więcej 40 tyś. lat temu i współistniał z neandertalczykiem.

Człowiek pojawił się w Afryce, która bogata była w owoce, jagody, warzywa i korzenie. Wcześni ludzie łowili ryby i polowali. W trakcie zlodowacenia nasz przodek siłą rzeczy miał bardzo ograniczony dostęp do warzyw i owoców, dlatego przystosował się do spożywania dzikich zwierząt, ryb, ptactwa, robaków. Prawda jest taka, że aby coś zjeść człowiek musiał pokonać nawet 30 kilometrów dziennie, a i to nie musiało to skończyć się sukcesem. Często kładł się spać głodny by następnego dnia znów iść na polowanie… jak to ma się z dniem dzisiejszym każdy może sobie łatwo porównać. Dieta naszych praprzodków bogata była w błonnik i wodę a uboga w składniki dostarczające energii. Węglowodany pochodziły z owoców i korzeni, zboża i ziemniaki nie były dostępne. Białko pochodziło z mięsa, ryb i jaj. Tłuszcze to były: jaja, orzechy, tłuste ryby i dziczyzna (przeważały tłuszcze nienasycone zawarte w orzechach i rybach). Niespełna 10 tysięcy lat temu człowiek nauczył się udomawiać i hodować zwierzęta oraz uprawiać zboża i tym zbożem karmić nie tylko zwierzęta ale stopniowo i siebie). Wtedy zaczęto pić mleko krów, kóz i owiec. Spożywano sześć razy mniej sodu niż my obecnie, w związku z tym dzisiejszy człowiek ma również problemy przez nadmierne spożycie soli. Uprawa zbóż przyczyniła się do tego, że ludzie zasiedlili cały świat. Mogli pozwolić sobie na stałe źródło energii w postaci zboża oraz zbożem karmili zwierzęta, które przybierały na wadze i stanowiły pożywienie bogate w tłuszcz. Wraz z zapoczątkowaniem tego typu działań rolniczych ludzie coraz mniej byli aktywni fizycznie a coraz więcej jedli węglowodanów. Jednak tak czy inaczej owe pożywienie było wiele razy zdrowsze aniżeli mamy teraz. Wraz z nadejściem rewolucji przemysłowej człowiek ruszał się jeszcze mniej ponieważ maszyny zaczęły wykonywać to co wcześniej musiały wykonać ręce i nogi. Mniej więcej w tym czasie jadłospis zdominowały: ziemniaki, cukier i biała mąka (one przyczyniają się do otyłości i innych chorób cywilizacyjnych).

Logiczne jest, że trudno jest przestawić organizm konstruowany przez miliony lat (począwszy od prymitywnych form życia a skończywszy na człowieku) na produkty, które obecnie spożywamy. Jedzenie znajdujące się w hipermarketach w zdecydowanej większości ma mało wspólnego z prawdziwym jedzeniem. Produkcja żywności staje się „fabryką smaku”. Środki chemiczne dodawane do produkcji jedzenia z roku na rok stają się coraz bardziej wymyślne i coraz bardziej szkodliwe dla zdrowia. Środki ochrony roślin czy nawozy sztuczne podczas uprawiania roślin przewyższają dopuszczalne normy (a jeśli nawet nie przewyższają, to nikt nie zagwarantuje, że przyjęte normy nie szkodzą zdrowiu). W efekcie mamy choroby cywilizacyjne (o których pisałam w poprzednich moich wpisach na blogu). Człowiek zmaga się z dolegliwościami powstałymi w skutek nieodpowiedniego odżywiania się oraz zanieczyszczenie środowiska. Organizm staje się rozchwiany, zaburzona jest w nim równowaga i przez to jest łatwym „łupem” dla chorób. O cukrze, białej mące i innych cudach XX wieku, które rujnują nasze zdrowie - jeszcze napiszę.

Może nadejdzie kiedyś dzień, że ludzie przestaną ignorować naturę i zaczną o nią dbać. Nie mam tu na myśli tylko jedzenia, ale także dbanie o środowisko… naszą Ziemię. Przecież przez zanieczyszczenie środowiska także poważnie chorujemy. Co z tego, że na infekcje wynaleziono leki i człowiek przestał umierać na anginę czy przeziębienie, skoro umieramy na nowe choroby przez nas zapoczątkowane?



Literatura:
"Dieta greckiego doktora" Fedon Alekxander Lindberg



poniedziałek, 20 maja 2019

Kotlety sojowe



Smaczne i zdrowe kotlety sojowe. 



Składniki:

300 g suchej soi (należy ją namoczyć na 12 godzin w zimnej wodzie),
2 duże cebule
4 dość duże marchewki starte na tarce
świeże zioła: bazylia i szczypiorek
2 łyżki mąki sojowej
2 jajka
3 ząbki czosnku
sól i pieprz do smaku
olej do smażenia




Sposób przygotowania:
Soja po moczeniu się powinna być wypłukana, zalana wodą i gotowana przez około 2 godziny.
Po ugotowaniu soi studzimy ja i blendujemy.
Podsmażamy na patelni cebulę, dodajemy marchewkę i czosnek. Dusimy z 10 minut.
W misce mieszamy: soję, cebulę z marchewką i czosnkiem, poszatkowane zioła, mąkę, jajka, sól i pieprz.
Po dokładnym wymieszaniu wszystkiego formujemy kotlety i smażymy na patelni.















SMACZNEGO !!!


piątek, 17 maja 2019

"Pacjentka" , Alex Michaelides



„Pacjentka”

Alex Michaelides




Na początku książki bohater przedstawia się słowami: nazywam się Theo Faber. „Mam czterdzieści dwa lata. Zostałem psychoterapeutą, bo byłem popieprzony.(…). Dążyłem do tego, by pomóc sobie. I uważam, że dotyczy t większości ludzi, którzy zajmują się zdrowiem psychicznym. Ten konkretny zawód przyciąga nas, bo jesteśmy zepsuci, studiujemy psychologię, by uzdrowić siebie. Czy jesteśmy gotowi się do tego przyznać, to już zupełnie inna sprawa”. Po 350 stronach okazuje się, że facet miał rację co do siebie…

Autor thrillera sam jest psychoterapeutą, stąd jego doświadczenie w pracy z ludźmi z problemami psychicznymi pomogło mu (a może wręcz natchnęło) do napisania książki. Oprócz tego skończył także Literaturę angielską na Uniwersytecie w Cambridge.

I tak oto powstała historia Theo Faber’a, lekarza szpitala psychiatrycznego w The Grove. Poznajemy go w momencie, kiedy szuka posady właśnie w tej placówce, ale nie bez powodu. Pacjentką jest tu Alicja Berenson, która została skazana za zabicie męża. Theo Faber chce jej pomóc. Problem jest jednak taki, że pacjentka nie odzywa się do nikogo. W związku z tym trudno jest ustalić co tak naprawdę wydarzyło się owego wieczoru w jej domu i czy rzeczywiście to ona zabiła swego męża. Theo zaangażował się osobiście w sprawę pacjentki i prawie jak detektyw poszukuje dowodów na niewinność lub potwierdzających winę Alicji. Dodatkowo Alicja Berenson jest dość znaną i dobrze opłacaną malarką… Theo przebija się przez meandry przeszłości swojej pacjentki, ale i weryfikuje swoje problemy sprzed lat. Czytelnik dowiaduje się, że zarówno jeden bohater książki,  jak i drugi mieli w dzieciństwie „pod górkę”. Apodyktyczni i nieczuli rodzice ukształtowali ich charaktery i sprawili, że w życiu dorosłym nasi bohaterowie musieli borykać się z problemami natury psychicznej… jeden z nich na pozycji lekarza, zaś drugi na pozycji jego pacjentki. Theo rozmawia z rodziną Alicji, znajomymi i przyjaciółmi… każdy w pewien sposób wydaje się być winnym morderstwa męża bohaterki.

W końcu Alicja postanawia nawiązać kontakt ze swoim psychoterapeutą i sprawy przybierają szybszy bieg… Czytelnik zaczyna rozumieć co tak naprawdę wydarzyło się.

Co można powiedzieć o książce? Czyta się szybko, wciąga. Być może momentami opis psychiki czy problemów z dzieciństwa głównych bohaterów jest przesadnie rozbudowany, ale jako całość książkę odbiera się dobrze… Do ostatnich stron trzyma w napięciu, bowiem zakończenie jest dość… szokujące…





poniedziałek, 13 maja 2019

Babka na drożdżach ze szpinakiem i awokado.

Babka na drożdżach ze szpinakiem, miętą i awokado



Składniki:
3 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej
2 małe awokado
40 listków mięty
25 gram świeżych drożdży
½ szklaki oleju rzepakowego
½ szklanki mleka roślinnego (np. kokosowe) lub krowiego
1 łyżeczka chlorelli (jeśli ktoś ma w tabletkach to kilka tabletek
1/3 szklanki miodu lub syropu z agawy (opcjonalnie)
1 duża cytryna
garść szpinaku


Sposób wykonania:

1. Drożdże wymieszać z mąką. 




2. W garnku - zetrzeć skórkę i wycisnąć sok z cytryny, dodać miąższ awokado, syrop z agawy, olej, mleko, miętę, chlorellę i szpinak. 
3. Wszystko razem zmiksować i lekko podgrzać.






4. Zmiksowane składniki dodawać do suchych – po jednej łyżce i wyrabiać (mikser z hakiem). 
5. Po dodaniu wszystkich składników, wyrabiać kolejne 10 minut. 



6. Przenieść ciasto (będzie lekko klejące) do formy do baby wysmarowanej tłuszczem i wysypanej mąką. 
7. Rozprowadzić równo po formie (przy użyciu wilgotnych dłoni).





8. Przykryć szczelnie folią spożywczą i odstawić aż podwoi swoją objętość (jakaś godziną, półtorej)
9. Piec w 190°C przez 30 minut.
10. Po wystudzeniu można polać lukrem lub czekoladą (białą, czarną, itp.)



























Bułki śniadaniowe.

Bułki śniadaniowe   Składniki: 250g mąki orkiszowej typ550 250g mąki żytniej typ720 300g wody 70g oliwy z oliwek 25g świeżych ...