Pożal się Boże szkoła XXI wieku
Co wiemy o swoim ciele?
Mało albo nic.
I na tym mogę skończyć swój zamiar napisania felietonu,
wywodu czy artykułu… jak zwał tak zwał.
Dziękuję za uwagę. Życzę miłego dnia.
Wróć!
Wiemy tyle, ile dowiemy się w swoim
samozaparciu i to zwykle wtedy, kiedy już może być na taką wiedzę za późno...
Żaden lekarz nie powie, nie wytłumaczy
jak działamy. Żaden nauczyciel w żadnej szkole nie powie jak działamy od środka. Nikt nam
nie wyjaśni zawiłości działania naszego organizmu… dopóki sami nie zaczniemy drążyć tematu. I
wtedy olśnienie (!!!) że żyliśmy w nieświadomości… bo ważniejsze od naszego zdrowia było
rozmnażanie pantofelka i dżdżownicy, czy
wojny punickie!
Czy tak powinno być?
Nieeeeeeeeeeee..
Szkoły powinny uczyć od najmłodszych lat
tego wszystkiego co w życiu potrzebne.
A czego uczą?
W większości przypadków bzdur, których
nigdy nie wykorzystujemy ani nie wykorzystamy.
A co się przyda?
WIEDZA O NASZYM ZDROWIU, O TYM JAK DZIAŁA
ORGANIZM, CO TRZEBA JEŚĆ, ŻEBY DŁUGO CIESZYC SIĘ ZDROWIEM, CZEGO UNIKAĆ… Wiedza
o witaminach, mikroelementach, składnikach odżywczych i ich wpływie na
działanie układów w organizmie.
Dlaczego nie uczy się tego w szkołach?
Bo ci, od których zależy program
szkolnictwa mają to w dupie. Sami nie potrafią do dwóch dodać dwa, a od dzieci
wymagają wyższej matematyki!
Pomyślmy ile rocznie z budżetu państwa
idzie na leczenie… a co jeśli prowadziłoby się profilaktykę? Tak trudno to
policzyć?
Płacze się, że plaga otyłości, nadciśnienia,
cukrzycy dotyka już najmłodsze dzieci… ale czy coś z tym się robi? Płacze się,
że coraz częściej dzieci chorują na depresje, że popełniają samobójstwa… ale
pytam… czy coś się z tym robi?
Wystarczy wprowadzić w programie
szkolnym zagadnienia dotyczące zdrowia, działania organizmu na poziomie
hormonalnym i komórkowym, zagadnienia dotyczące zdrowego odżywiania i jego
wpływie na zdrowie (na te nasze komórki i tkanki, na samopoczucie i zdrowie psychiczne).
A do tego sumiennie realizować owe treści przez profesjonalistów (a nie przez panią
od religii czy od fizyki bez odpowiedniego wykształcenia).
Co więcej – wystarczy wyrzucić kilka durnych
przedmiotów nikomu niepotrzebnych i od razu dzieci będą mniej obciążone
psychicznie czy fizycznie. Owe durne przedmioty można zastąpić zajęciami
kulinarnymi czy sportowymi… Można uczyć zdrowo gotować, przyrządzać dania by
tracić jak najmniej witamin, itd. To jest inwestycja w społeczeństwo i zdrowie
dzieci… a nie rozdawanie mleka w kartonikach, które nadaje się do wylania.
Rozwój wiedzy prześcignął szkoły i to o lata świetlne. I nie chodzi mi o tablice interaktywne, komputery czy telewizory... Chodzi mi o świadomość ludzi odpowiedzialnych za edukację dzieci. Mam tu na myśli przede wszystkim rządzących - różnego kalibru...
Zycie i zdrowie właściwie schodzi na daaaaaaaalszyyyyy plan. Jak można uratować system zdrowotny w tym kraju by zapewnić odpowiednią opiekę chorym? Zmniejszyć zachorowalność! Jak?
Odpowiednią profilaktyką... Mamy 21 wiek i mnóstwo chorób cywilizacyjnych... Profilaktyka wiedza, edukacja, uświadamianie od przedszkola.
Odpowiednią profilaktyką... Mamy 21 wiek i mnóstwo chorób cywilizacyjnych... Profilaktyka wiedza, edukacja, uświadamianie od przedszkola.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz