WTORKI Z EDUKACJĄ I WYCHOWANIEM
- Dorotko, czy naprawdę uważasz, że jestem złą
matką?
- Mamo, ja jestem Agnieszka!
- Mamo, ja jestem Agnieszka!
W dzisiejszym wtorkowym cyklu Bloga – Edukacja i Wychowanie - we wtorki chciałabym zwrócić Waszą uwagę na koncepcję zawartą w książce pt.
„Zamiast wychowania”. Jej autorem Jesper Juul, duński pedagog i terapeuta
rodzinny. Okazał się współczesnym rewolucjonistą w podejściu do dzieci i
wychowania. Założyciel organizacji Familylab (stworzonej po to, by inspirować
nauczycieli, wychowawców i rodziców w ich pracy z dziećmi). Jesper Juul jest autorem wielu książek
traktujących o dzieciach. Treść tej, o której będę pisać, sama w sobie nie
podaje żadnej recepty na to jak postępować z dzieckiem, aby wyrosło na pewnego
siebie człowieka (lub żeby przynajmniej nie było codziennych problemów
wychowawczych). Po przeczytaniu tak naprawdę za bardzo nie wiadomo „jak”
postępować „krok po kroku”. Nie ma konkretnej ścieżki, drogowskazu. Jednakże po
lekturze ma się ogólne wyobrażenie o koncepcji i filozofii tam zawartej. Ja
osobiście traktuję tę książkę jako początek drogi, taki swego rodzaju pstryczek
w nos (dla tych, którzy zbyt autorytarnie podchodzą do swoich dzieci),
zwrócenie uwagi na coś… no właśnie… na co?
A no między innymi na to, że dorosły nie musi być wiecznie autorytetem. Ma być towarzyszem i pomagać w dorastaniu dziecka. Jako dorośli powinniśmy wykraczać poza swoje role, żeby stać się zwykłymi ludźmi z wadami i zaletami, z wątpliwościami i dylematami a nie kreować siebie w oczach dziecka na wszechwiedzące istoty (bo to nie wytrzyma próby czasu). Rodzic nie musi być non stop rodzicem, ma być partnerem. Nauczyciel nie musi być przez sto procent czasu nauczycielem, ma być przede wszystkim człowiekiem. Wg autora wychowanie może działać bardzo destrukcyjnie, jeśli podejmuje je się w tradycyjnym hierarchicznym sensie (matka i ojciec, którzy zawsze mają rację i mówią jak ma się zachowywać dziecko). Dorosły ma towarzyszyć dziecku w drodze ku dorosłości a nie nagminnie je instruować i straszyć. Cierpliwość i czekanie na zmianę zachowania dziecka ma głęboki sens. Nie ingerować, nie oceniać. Czekać.
A no między innymi na to, że dorosły nie musi być wiecznie autorytetem. Ma być towarzyszem i pomagać w dorastaniu dziecka. Jako dorośli powinniśmy wykraczać poza swoje role, żeby stać się zwykłymi ludźmi z wadami i zaletami, z wątpliwościami i dylematami a nie kreować siebie w oczach dziecka na wszechwiedzące istoty (bo to nie wytrzyma próby czasu). Rodzic nie musi być non stop rodzicem, ma być partnerem. Nauczyciel nie musi być przez sto procent czasu nauczycielem, ma być przede wszystkim człowiekiem. Wg autora wychowanie może działać bardzo destrukcyjnie, jeśli podejmuje je się w tradycyjnym hierarchicznym sensie (matka i ojciec, którzy zawsze mają rację i mówią jak ma się zachowywać dziecko). Dorosły ma towarzyszyć dziecku w drodze ku dorosłości a nie nagminnie je instruować i straszyć. Cierpliwość i czekanie na zmianę zachowania dziecka ma głęboki sens. Nie ingerować, nie oceniać. Czekać.
Błędem
rodziców jest to, że chcieliby aby dziecko zachowywało się zgodnie z ich
wyobrażeniem, jeśli tak się nie dzieje stawiają dziecko w koncie i żądają
przeprosin. Błąd! To rujnuje wewnętrzne postrzeganie dziecka jako wartościowej
jednostki. Inny przykład… Dziecko nie może wyrażać swojej opinii bo w odczuciu
dorosłych „pyskuje”… Błąd! Dziecko powinno
wyrażać siebie, a zadaniem dorosłych jest wysłuchanie dziecka, a nie karcenie.
Rodzice mają akceptować dziecko takim jakie jest i tę akceptację mu okazywać.
W
obecnych czasach nie do pomyślenia jest, że dziecko potrzebuje swobody w samodzielnym
działaniu. Nie trzeba organizować dzieciom miliona zajęć dodatkowych, by
poczuło się lepiej. Wystarczy postawić na podwórku przysłowiowy „trzepak”, by
dzieci spędzały ze sobą czas na plotach J A co mamy
dzisiaj? Na podwórkach nie ma dzieci. Pusto. Pochowane. I już nawet nie śmiem
podejrzewać, że dzieci siedzą przed telewizorami…. Być może nie siedzą… ale
faktem jest, że podwórka i ulice w 21 wieku są opustoszałe z dzieci…
Nie znamy swego dziecka do końca, mimo tego, że tak rodzicom się wydaje. Rodzice znają tylko tę stronę, którą dziecko pokazuje. Innymi słowy znamy zachowania dziecka w domu. W innych sytuacjach społecznych dziecko może zachowywać się inaczej, o czym rodzice nie zdają sobie sprawy.
Nie znamy swego dziecka do końca, mimo tego, że tak rodzicom się wydaje. Rodzice znają tylko tę stronę, którą dziecko pokazuje. Innymi słowy znamy zachowania dziecka w domu. W innych sytuacjach społecznych dziecko może zachowywać się inaczej, o czym rodzice nie zdają sobie sprawy.
Wg
autora rodzice zobowiązani są oddać odpowiedzialność dzieciom za ich
zachowanie. Prostym sposobem na zwrócenie uwagi na kwestie odpowiedzialności
jest zastanowienie się czy my jako dorośli chcemy być odpowiedzialni za swoje
życie czy wolimy być ofiarami podporządkowanymi czyjejś woli? Zapewne odpowiedź
brzmi, że chcemy ponosić odpowiedzialność za siebie… zatem dlaczego ograniczamy
dzieci i robimy z nich ofiary? Ano prawdopodobnie dlatego, że boimy się utracić
swoją władzę.
Te i wiele innych wypowiedzi zawarte są w opisywanej przeze mnie pozycji literatury. Myślę, że warto sięgnąć zarówno po tę książkę, jak i inne Jespera Juula.
Te i wiele innych wypowiedzi zawarte są w opisywanej przeze mnie pozycji literatury. Myślę, że warto sięgnąć zarówno po tę książkę, jak i inne Jespera Juula.
Przyznajmy
uczciwie, że bycie rodzicem nie jest łatwe. Milion psychologów i pedagogów
wypowiadających swoje koncepcje wychowania, które sprawiają, że człowiek ma
poczucie winy, że non stop robi coś nie tak. Do tego czasy, w których nie można
być pewnemu, że będzie miało się stałe źródło utrzymania, frustracja w
wykonywaniu codziennych, monotonnych obowiązków i ciągłego wyścigu szczurów,
rozdrażnienie dorosłych. Na to Jesper Juul też ma radę: uważajmy na to, żeby
nie chcieć zbyt wielu rzeczy naraz”. Do tego dochodzą nauczyciele i pedagodzy w
szkole, którzy wymagają od rodziców cudu a jednocześnie sami są sfrustrowani
całym systemem edukacji. No cóż… rodzice muszą to wszystko jakoś ogarnąć… Pocieszeniem
może być to, że nie tylko w Polsce my jako rodzice mamy ciężko. Pedagodzy z
całego świata prześcigają się w koncepcjach wychowawczych, a to świadczy o problemach
rodziców na całym globie.
Jedno jest pewne, a mianowicie, że „dzieci są jak barometr, który pokazuje informację na temat klimatu w rodzinie” oraz to, że „dzieci komunikują swój stan poprzez swoje zachowanie” (cytaty z książki „Zamiast wychowania”). A to co my jako dorośli zrobimy z tą wiedzą, to iż inna historia.
Jedno jest pewne, a mianowicie, że „dzieci są jak barometr, który pokazuje informację na temat klimatu w rodzinie” oraz to, że „dzieci komunikują swój stan poprzez swoje zachowanie” (cytaty z książki „Zamiast wychowania”). A to co my jako dorośli zrobimy z tą wiedzą, to iż inna historia.
Na
koniec pytanie… Ile z osób czytających ten post ma przyjacielskie relacje ze
swoimi matkami czy ojcami? Przyjacielskie, to znaczy przede wszystkim
partnerskie… Nasze pokolenie jest produktem autorytarnego systemu wychowania.
Wtedy nikt nie miał dylematów ;)
zdjęcie: Internet
Poniżej zamieszczam
linki do kilku stron internetowych dotyczących koncepcji i książek duńskiego
pedagoga.
https://dziecisawazne.pl/jesper-juul-dzieci-nie-potrzebuja-wychowania-ale-przyjaznego-przewodnictwa/


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz