czwartek, 28 marca 2019

Dzień bez Kłamstwa


Międzynarodowy Dzień bez Kłamstwa



28 marca jest Międzynarodowy Dzień bez Kłamstwa

Miałam napisać długi, naukowy tekst o kłamstwie… ale mi się nie chce. Bo jestem padnięta, bolą mnie nogi a mam tylko pół godziny, bo dziecko zasnęło… A dwa: nie wiem nawet czy ktoś czyta moje posty na fb… bo nawet jeśli czyta to i tak nie zostawia tu znaku* bo mu się też nie chce. Bo teraz jest tyle stron, które się obserwuje, że żeby którąś polubić to musi tego kogoś chwycić za jaja i rzucić o ziemię… sponiewierać i przydeptać…  to wtedy ewentualnie polubi jakiś tekst… ewentualnie… To samo znajomi bliżsi i dalsi… mają w dupie czy polubią stronę albo wpis swojej Koleżanki, z którą piją czasem piwo… a niech się tam buja, skoro jej się chciało zakładać jakiegoś funpaga… „Jej, że tak powiem problem. Gówno ma do powiedzenia a myśli, że taka fajna strona…”. A ja powiem z okazji dzisiejszego dnia, że wisi mi to jak kilo kitu u sufitu, że ktoś mnie nie lubi bo ja też nie wszystkich lubię… 😀 i mam do tego prawo, tak jak każdy ma prawo nie lubić mnie... Jednak nie mylić z szacunkiem, Drodzy Bracia i Drogie Siostry 😊 Szacunek należy się każdemu!


Moja kwintesencja mówienia prawdy…  dnia bez ściemy wygląda tak:

Zadzwoniła wczoraj do mnie koleżanka, z którą dość długo nie miałam kontaktu i pyta mnie dlaczego do niej nie odzywam się… bez namysłu odpowiedziałam jej, że nie mam czasu nawet na wysranie się a co dopiero na dzwonienie… Oczywiście mogłam użyć bardziej elokwentnych słów… powiedzieć coś o stolcu, problemach z czasem i takie tam… albo w ogóle nie wspominać o toalecie, bo to temat to bardziej na rozmowy z lekarzem lub psychiatrą a tu bardziej o brak czasu chodziło... Jednak z drugiej strony – nic co ludzkie nie jest nam obce (to odnośnie tego stolca 😁😂). Mój Mąż przysłuchując się naszej rozmowie pyta: Kto dzwoni? Na to ja: „Ta, do której mogę powiedzieć, że nie dzwonię do niej, bo nie mam nawet kiedy się wysrać… a ona za to się nie obrazi”. De facto, pracowałam z nią przez trzy lata… bywało, że miałyśmy dość napiętą wymianę zdań… ale NIGDY nie pokłóciłyśmy się tak, żeby nie odzywać się do siebie… i tego mi brakuje… po słowach szczerości szłyśmy razem do chińczyka na obiad.

Ale…

Nie każdemu można powiedzieć co się myśli… w rezultacie myśli się jedno, mówi drugie… a trzecie robi. I ta forma kontaktu z ludźmi jest najpopularniejsza. Smutne to, ale prawdziwe i wszyscy  tym cyrku uczestniczymy. Dzisiaj przez cały dzień zastanawiano się czy Dzień bez Kłamstwa jest możliwy? Jedni twierdzą, że nie a inni że tak. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy. Ja chętnie mówiłabym i chciałabym słyszeć prawdę… ale to niemożliwe.

Popatrzmy na dzieci. Jak one pięknie mówią prawdę… że babcia jest gruba, że ciocia jest wredna, że temu panu śmierdzi z buzi, że pani pali za krzakiem papierosa… Jednak szybko dorośli uczą dziecko, że TAK SIĘ NIE MÓWI ! Dorośli już żyją dyplomatycznie… czyli jedno mówią a drugie myślą… I tak jest w pracy, w rodzinie i w gronie koleżeńskim… Szczerość stanowi piękny wyjątek. Na mówienie tego co się naprawdę myśli muszą być przygotowane obie strony… rzecz jasna.

Już w szkole podstawowej uczono nas, że: „prawda w oczy kole”, a „kłamstwo ma krótkie nogi”… Ludzie nauczyli, że trzeba  lawirować między prawdą a kłamstwem… Prawda oczywiście bywa subiektywnym podejściem do stanu rzeczy.. czyli to, że ja uważam, że jesteś wredna to nie znaczy, że jesteś wredna… liczy się tylko to, że powiedziałam to co naprawdę myślę. To, że uważam, że brzydko wyglądasz w tej fryzurze, to nie znaczy, że brzydko wyglądasz, a tylko tyle, że wg mnie brzydko wyglądasz (ale liczy się to, że powiedziałam to co myślę, a nie to co chciałabyś usłyszeć)… To, że ktoś mówi, że masz rozpuszczone dzieci, nie znaczy że masz rozpuszczone… ale doceń szczerość… i fakt, że wiesz, że ten ktoś mówi to co myśli.

            Ciągle musimy myśleć jak kogoś nie urazić albo jak ładnie prześlizgnąć się w powiedzeniu prawdy osobom, od których zależy nasza przyszłość (typu szef czy jakaś wpływowa koleżanka). To jest obłuda. I to działa w obie strony... w stosunku do nas też ludzie są obłudni. Zdrowe relacje to mówienie sobie tego co się myśli. Po prostu. Wiem, że teraz piszę o utopii. Sama też nie wszystkim mówię co myślę… bo po co… szkoda czasu. Psychologowie twierdzą, że mózg człowieka lubi kłamstwa… więc w czym rzecz? Mózg potrzebuje kłamstwa jak glukozy 😊😉


*poza wyjątkami - i tym osobom dziękuję 







poniedziałek, 25 marca 2019

Sernik na zimno (bez cukru)



Sernik na zimno bez cukru

Dużo tego, ale w padajmy w panikę ani nie zniechęcajmy się. Sernik robi się bardzo szybko. Jest pyszny i zdrowy. Każdy składnik ma wartość odżywczą. Nie ma pustych kalorii (bo nie ma cukru). Zamiast polewy z mleczka kokosowego, można zrobić galaretkę lub po prostu zetrzeć a tarce dwie kostki gorzkiej czekolady i posypać wierzch.
Dla mnie mleko kokosowe nie ścięło się podczas gotowania. Dodałam łyżeczkę żelatyny i też było ok. 😊 Jeśli ktoś nie chce używać żelatyny, może poszukać zastępczej opcji (np. agar - produkt roślinny o działaniu takim jak żelatyna).





Składniki:

Spód:

- 290 g suszonych daktyli

- 50 g nasion słonecznika

- 100 g płatków owsianych błyskawicznych

- kilka łyżek gorącej przegotowanej wody



Masa serowa:

- 650 g chudego twarogu

- 400 g jogurtu naturalnego (typ grecki)

- 2 banany (średniej wielkości)

- 5 łyżeczek żelatyny (rozrobić w pół szklanki gorącej przegotowanej wodzie)

- kilka kropel waniliowego aromatu



Polewa na sernik:

- 120 g słodziku (np. ksylitom, stewia lub erytrytol)

- 1 puszka mleka kokosowego

- 2 kostki gorzkiej czekolady (w celu uzyskania koloru)

- orzeszki laskowe do dekoracji

- łyżka wiórków kokosowych do dekoracji
- 1 łyżeczka żelatyny (jeśli polewa nie zgęstnieje podczas gotowania)





Sposób przygotowania:

1.     Zaczynamy od polewy, ponieważ musi się podgotować. Rozpuszczamy wybrany przez nas  słodzik i wlewamy mleczko kokosowe. Gotujemy to aż zgęstnieje (ponad godzinę na małym ogniu).




2.     Zagotowujmy wodę. Rozrabiamy żelatynę do masy serowej oraz zalewamy daktyle na kilka minut aż zrobią się miękkie. Odlewamy wodę.



3.     Żelatyna stygnie, a daktyle blendujemy. Do zblendowanych daktyli (po odlaniu wody)dodajemy płatki owsiane i słonecznik. Dolewamy kilka łyżek gorącej wody i dokładnie mieszamy łyżką.




4.     Wykładamy powstałą masę z daktyli do tortownicy wyłożonej papierem i posmarowanej małą ilością masła (chodzi o to, żeby sernik bez problemy odstał od ścianek tortownicy). Wstawiamy do lodówki.




5.     Zajmujemy się masą serową. Blendujemy twaróg z jogurtem i bananami, dodajemy kilka kropel aromatu waniliowego i wlewamy wystudzoną żelatynę. Dokładnie mieszamy masę serową. Wykładamy masę na spód i wstawiamy do lodówki na godzinę czy dwie (zależy).





6.     Polewa powinna zgęstnieć podczas gotowania. Ale jeśli nie zgęstniała, to nie wpadajmy w panikę. Po prostu do gorącej polewy dodajmy łyżeczkę lub półtorej żelatyny, dokładnie wymieszajmy. Dodajemy też dwie kostki gorzkiej czekolady i dokładnie mieszamy. Kiedy polewa wystygnie a masa serowa stężeje, to wykładamy tę polewę na masę serowa, ozdabiamy wiórkami kokosowymi i orzechami laskowymi.



7.     Wstawiamy do lodówki. Po godzinie sernik powinien być gotowy do jedzenia.







SMACZNEGO !!!


środa, 20 marca 2019

Żywienie dzieci i młodzieży



Żywienie dzieci i młodzieży




Badania prowadzone w Polsce odnośnie odżywienia dzieci i młodzieży oraz ich dziennych racji pokarmowych, wskazują na znaczne nieprawidłowości. Coraz większa wiedza dorosłych odnośnie zdrowego żywienia, niestety nie ma przełożenia w praktyce. Ma za to miejsce niedostateczne spożycie białka, nadmiar węglowodanów, nadmiar tłuszczów (a u mniejszych dzieci niedobór), niedostatek owoców i warzyw… Błędy żywieniowe fundowane dzieciom dotyczą niestety nie tylko rodziców ale także instytucji takich jak przedszkola i szkoły. Na śniadania czy podwieczorki w szkołach (przedszkolach) serwowany jest nadmiar cukru i niezidentyfikowane płatki śniadaniowe, gotowe słodkie bułki, kajzerki, białe pieczywo, pączki, słodzone mleko (mleko z cukrem jest także dawane do obiadu, co mnie osobiście przeraża), słodzone napoje w kartonikach i przesłodzona herbata. Piątkowe obiady to z reguły makarony czy naleśniki ze słodkimi twarogami, jogurtami i musami… Tony cukru (rafinowanego, bo najtańszy). Dzieci w szkołach spędzają całe dnie a z reguły jedzą małe ilości surówek, warzyw i owoców w szkole (lub w ogóle nie jedzą – odnoszą całe obiady lub surówki do okienka). Gdyby spytać intendentki układające jadłospisy w tego typu instytucjach, to zapewne usłyszy się, że „mają wytyczne” i ich się trzymają.

Podstawą odżywiania dzieci powinna być Piramida Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej dzieci i młodzieży. Jest ona kierowana do osób w przedziale wiekowym 4 – 18 lat. Realizacja założeń piramidy umożliwia uzyskania optymalnej sprawności intelektualnej i fizycznej dzieci i młodzieży jak również zapewnia im zdrowie w dorosłym życiu. Ma ona w swoim zestawieniu wszystkie niezbędne dla zdrowia składniki. Dieta powinna być zbilansowana, różnorodna i zdrowa. Bez chemii, bez zbędnego tłuszczu zwierzęcego, bez cukru czy białej mąki. To naprawdę jest możliwe. Wraz z pożywieniem powinny być dostarczane witaminy, sole mineralne, zdrowe tłuszcze oraz produkty zbożowe pełnoziarniste i bez dodatku cukru.

Rodzice powinni kształtować nawyki żywieniowe swoich dzieci, bo to w rodzinie dziecko poznaje smaki i utrwala przyzwyczajenia odnośnie sposobu odżywiania się. Wybieranie się co niedziela na obiad do miejsc gdzie serwowane są potrawy typu Fast food oraz dawanie do picia napojów słodzonych i gazowanych to tylko niektóre błędy rodziców w kształtowaniu nawyków żywieniowych oraz zdrowego ciała i umysłu swego dziecka. Batony, słodycze, czekoladki, ciasteczka, kolorowe napoje, paluszki, słodzone jogurty, gotowe obiady w puszkach czy słoikach, frytki i inne niebezpieczne dla zdrowia dziecka potrawy to wierzchołek góry lodowej. Do szkoły dzieci przynoszą tony słodyczy ze sklepów, na weselach czy innych imprezach rodzinnych dzieciom serwowane są nuggetsy z frytkami (!!!), na urodzinach u kolegów stawiane są tony żelków, chipsów i innych trucizn…  o zgrozo, czy naprawdę dorosłych nie stać na odrobinę wyobraźni?! Czy rzeczywiście nie ma innych pomysłów na potrawy „imprezowe”? Już widzę te miny matek, które non stop twierdzą, że ich dzieci nie chcą czegoś jeść… Diagnoza w tym wypadku jest prosta i nie wymaga wielkiego zastanowienia: tej i innych matek dzieci po prostu nigdy nie miały okazji spróbować zdrowego jedzenia… Nie jestem w stanie uwierzyć, że gdyby dziecko od kolebki odżywiało się prawidłowo i rozmawiano by z dzieckiem na temat zdrowego żywienia, to byłby problem z jedzeniem jakiegokolwiek dania.

Woda, zbilansowane śniadania i aktywność fizyczna.

Woda ma bardzo wielkie znaczenie (pisałam już o tym w poprzednich wpisach na blogu). Np. dziecko pięcioletnie powinno wypijać minimum litr wody dziennie. Wody a nie kolorowych słodzonych chemią i gazowanych napojów! Śniadanie powinno zaspokajać około ¼ dziennego zapotrzebowania na składniki odżywcze. Jeżeli dziecko nie zje śniadania, wówczas nie nadrobi już deficytu składników. Te dzieci, które zjadają pełnowartościowe śniadanie łatwiej koncentrują się na zadaniach w szkole, są zrównoważone, opanowane, mniej drażliwe, mają większą odporność i więcej sił witalnych. Być może brak odpowiednio zbilansowanych śniadań jest źródłem problemów współczesnych dzieci w szkołach…(często dziecko przychodzi do szkoły bez zjedzenia w domu śniadania, nie mając nic ze sobą lub kupując śmieciowe jedzenie w sklepiku szkolnym). Obecnie dzieci są nerwowe, rozdrażnione, wewnętrznie niezdyscyplinowane, obrażalskie i mające problemy z koncentracją. Ponadto coraz częściej dotyka je problem otyłości. Fast foody, chipsy i słodycze różnego kalibru dostępne w sklepikach szkolnych nie poprawiają sytuacji w zakresie otyłości. Aktywność fizyczna jest także bardzo ważnym aspektem funkcjonowania dzieci i młodzieży, powinna trwać minimum godzinę dziennie. Jest to minimum konieczne do zachowania dobrej kondycji i zdrowia. Przesiadywanie w jednym miejscu (np. przy komputerze czy telewizorze) nie jest wskazane. Przyczynia się między innymi do skrzywień kręgosłupa i otyłości.

Należy zrozumieć, że łatwiej jest teraz zapobiegać chorobom aniżeli je potem w przyszłości leczyć! To co jemy na wielkie znaczenie w rozwoju chorób lub ich braku! Dorosły człowiek spożywa rocznie pod postacią różnych dodatków konserwujących i smakowych około 6-8 kg szkodliwych związków. Dodatkowo szkodliwe substancje tzw. chemia trafia do nas z lekami, pestycydami, odpadami produkcyjnymi… itp. Zastanówmy się zatem ile chemii dajemy dziecku w postaci płatków śniadaniowych, tanich parówek, ketchupu, kajzerek i słodyczy… Czy nie należy zatem dołożyć wszelkich starań, aby jak najmniej wrzucać w siebie szkodliwe substancje? Nie możemy nad wszystkim zapanować, ale nad tym co możemy – zapanujmy. W przyrodzie istnieje wiele antyoksydantów oraz „odtruwaczy” (składników pokarmowych lub ziół, które pomagają pozbyć się toksyn z organizmu), witamin, itd. Zatrważające jest jednak to, że większość dorosłych idzie na łatwiznę. Bez żadnej krytyki i zastanowienia kupuje gotowe produkty lub raczy się jedzeniem typu Fast food zarażając tym swoje dzieci, które przecież biorą przykład z rodziców). Pamiętam jaka była „afera” kiedy ze stołówek szkolnych wycofano sól i cukier oraz zakazano sprzedaży śmieciowego jedzenia w sklepikach szkolnych. Rodzice byli oburzeni a ich dzieci buntowały się i nie chciały jeść obiadów w szkołach. Tragiczne… Oczywiście kolejnej partii rządzącej dobro dziecka tak leżało na sercu, że przywróciła w szkołach sól, cukier, batony, chipsy i inne hot dogi z zapiekankami… Brawo!

To my dorośli odpowiadamy za zdrowie naszych dzieci. Zróbmy wszystko, żeby cieszyły się nim do późnych lat starości. Bądźmy świadomi tego co jemy i co dajemy do jedzenia naszym dzieciom.





poniedziałek, 18 marca 2019

Muffinki wytrawne


Muffinki wytrawne




Nie używamy miksera i wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.



Składniki:

suche:

250 g mąki pszennej (najlepiej pełnoziarnistej)

1 łyżeczka sody oczyszczonej

¼ łyżeczki soli

przyprawy (według gustu: pieprz, słodka papryka, tymianek, itp.)



mokre:

75 ml oleju rzepakowego

2 jajka

220 ml mleka



***

150 g sera żółtego (z tego trochę odłożyc na posypanie wierzchu muffinek)

1 papryka

2 marchwie (średnie)

1 ząbek czosnku (ale niekoniecznie)

natka pietruszki lub szczypiorek








Sposób przygotowania:



Przygotować dwie miski: na składniki suche i na składniki mokre.

W jednej misce mieszamy składniki suche (mąka, soda, sól, przyprawy i zioła według uznania).

W drugiej zaś składniki mokre (jajka – roztrzepujemy, do nich wlewamy mleko i olej i wszystko mieszamy widelcem).

Marchew, paprykę i ser ścieramy na tarce (drobne oczka).Pietruszkę lub szczypior drobno kroimy. Wszystko to wrzucamy do miski z mokrymi składnikami. Dokładnie mieszamy.

Na koniec łączymy składniki mokre z suchymi (mokre wlewamy do mąki z sodą i solą). Mieszamy widelcem.

Wykładamy do foremek mufiinek używając dwóch łyżek. Jedna nakładamy a drugą zsuwamy ciasto. Wierzch posypujemy żółtym serem.



Pieczemy w temperaturze 190 stopni przez około 30 minut. Jednak najlepiej sprawdzać postępy pieczenia, żeby muf finki nie przypaliły się.



SMACZNEGO !!!







czwartek, 14 marca 2019

O dzieciach... A właściwie.. o dorosłych... w rzeczy samej.




Będę pisać spontanicznie - o dzieciach. Spontanicznie to znaczy spontanicznie, czyli bez przygotowania i tygodniowego redagowania tekstu. Mówiąc krótko: mam dwójkę dzieci, 40 minut i chcę coś napisać. Liczy się każda chwila... 



Dawno temu (baardzoo dawno temu) kolega z ówczesnej mojej pracy opowiadał mi jak to przyszli do niego znajomi z dzieckiem. Przeżył koszmar, bowiem dziecko śliniło się, wszędzie rękami mazało wszystko dookoła… Ten mój „biedny” kolega po wyjściu swoich znajomych musiał wszystko sprzątać, układać, wycierać i odkurzać… Na końcu swej kolorystycznej opowieści o napaści na jego schludne życie, stwierdził, że on „to by takiemu upapranemu i zaślinionemu bachorowi zainstalował pampersa na twarz”. 
Pamiętam, że jakoś szczególnie ani mnie to nie rozśmieszyło, ani nie oburzyło. Ot taka gadka dwojga ludzi, którzy sami jeszcze nie mieli własnych dzieci.  Bo jak człowiek nie ma dzieci, to wszystko jest w domu na miejscu. Poukładane, czyste, zadbane, wypieszczone, na wszystko ma czas i chodzi gdzie chce. O pieniądzach nie wspominając - bo jakoś przy dzieciach dziwnie i niespodziewanie nikną w mgnieniu oka. Ktoś, kto nie ma dzieci nie zrozumie tego… i nie ma co się irytować bo nie jest w stanie tego jeszcze zrozumieć… i to jest normalne.

Co ciekawe, kiedy nie ma się jeszcze swoich dzieci, cudze bardzo irytują (a bo to hałasują, a bo to czegoś chcą, a bo to chcą się bawić, a mi się nie chce… "a poza tym to nie moje dziecko, więc kto je sobie zrobił to niech teraz zabawia", a bo to nadpobudliwe i ciągle skacze, a bo to wyrzygał się na moją poduszkę lub spodnie… itd.). Kiedy masz już swoje… raptem te same rzeczy przestają wkurzać. Rzyganie, mlaskanie, skakanie, płacz i inne oznaki życia przestają denerwować nas jako już rodzica. 😉 Mało tego, te same zachowania już nie wkurzają także u cudzych dzieci.

Kiedy nie ma się swego dziecka człowiek słuchając „brzydkich wyrazów” z ust cudzych dzieci, myśli sobie: „Boże, co się w tym domu dzieje? Jak to dziecko się wyraża? Tam jest jakaś patologia!" Brzmi znajomo? Przestaje to dziwić kiedy swoje dziecko sadzi kur… i innymi niecenzuralnymi słowami, a ty wiesz rodzicu skąd się to wzięło (lub nie wiesz skąd bo akurat dziecko przyniosło z przedszkola), choć patologią nie jesteś.

Kiedy nie masz swoich dzieci myślisz sobie „ja bym pozabijała te wrzeszczące bachory”, „Matko! Te dzieci są jak bomby z opóźnionym zapłonem”.  Ale kiedy już je masz… nagle nie zauważasz tej „bomby”. No, ok, może zauważasz, ale w sumie i tak nic z tym nie możesz zrobić. ;)

Kiedy nie ma się dzieci wszystko można robić długo i namiętnie, można mieć liczne zainteresowania, pływać, chodzić bez ograniczeń czasowych na dodatkowe zajęcia. Nie zwraca się uwagi  na upływający czas. Można zdrzemnąć się, poleniuchować, a "stracony" czas odrobić później… Jeśli nie chce się w danym dniu gotować, można zrobić wypad na miasto do jakiejś restauracji.. Przy dzieciach tak nie ma. Organizujesz się człowieku. Wykorzystujesz każdą wolną chwilę. Nagle uzmysławiasz sobie, że jesteś mistrzem w organizacji i zarządzaniu czasem… tym czasem, który nazywam wolnym (w którym zaliczasz przygotowania do obiadu, wstawianie prania, rozwieszanie prania, zmywanie garów, itp.). Dlatego zabawne jest, kiedy ludzie nie mający dzieci ciągle narzekają na brak czasu… Ja mam go full… po brzegi. ;)

Najciekawsze jest jednak to, że kiedy nie ma się swoich dzieci to jest się ekspertem w dziedzinie wychowania. Wtedy dokładnie wie się wszystko o wychowaniu i jak znajomi powinni wychować dzieci. wiemy jakie błędy popełniają. Wow… dopiero dostaje się kopa (od samego siebie rzecz jasna – takiego autorskiego), kiedy przy okazji wychowywania swego dziecka „popełniamy te same błędy”. Wtedy cicho sza… to nie byłem ja… Ba, zaczynamy być bardzo tolerancyjni i wyrozumiali dla innych rodziców i ich dzieci... nawet jeśli nie wpisują się w nasze ramy... poglądowe na tematy wychowawcze... (ale to nie ma znaczenia bo nasze dzieci też się w nie wpisują).😀

Można by tak przytaczać milion przykładów… ale nie mam czasu, bo moje roczne dziecko zasnęło… a śpi bardzo krótko… jak Michał Anioł… więc muszę się organizować. Jeszcze przede mną ugotowanie obiadu, odebranie starszego dziecka ze szkoły, fryzjer, aerobik, a w tak zwanym międzyczasie siłownia męża i trening piłki nożnej tego starszego (który sypał kur… kiedy miał dwa lata i… ja akurat wiem dlaczego). 😎 Także jako tako nie mam czasu na pierdoły... teraz. 
Kiedyś, jeszcze przed osobistymi dziećmi też byłam specjalistką od wychowania 😉 W rzeczy samej... ;)







poniedziałek, 11 marca 2019

Tort (biszkopt i krem na bazie budyniu)



Poniedziałek – Kulinaria i Zdrowie











TO NIE JEST TRUDNE !!!
Rada: Najpierw przeczytaj cały przepis a dopiero potem przystępuj do robienia tortu.
Zorganizuj sobie co po kolei robić, tak aby nie było zastoju w robocie, bowiem jest tu sporo ruchów do wykonania. 😉



Tort najlepszy jest na drugi lub trzeci dzień… Tak więc nie stresuj się, że coś się zepsuje… jedyna rada to taka, żeby nie kłaść obok tortu cebuli J

Oczywiście przechowujemy tort w lodówce J


Tort


Biszkopt to bardzo humorzaste ciasto (raz wychodzi a pięć razy strzela focha) w związku z tym trzeba z nim postępować  jak z przysłowiowym śmierdzącym jajkiem… 😁  I da się go przechytrzyć 😅
Ale...  pamiętaj o tym, żeby WSZYSTKIE SKŁADNIKI BYŁY W TEMPERATURZE POKOJOWEJ… następnie ważne jest, żeby dokładnie oddzielić białka od żółtek, aby nie dostała się ani nawet odrobina żółtka czy skorupki do białek, które będziesz ubijać na sztywną masę… bo za cholerę nie wyjdzie Ci sztywna masa…

Kolejna ważna kwestia to miksowanie a potem łączenie składników… miksuj do momentu kiedy masz do czynienia z samymi jajkami i cukrem… kiedy dochodzi do towarzystwa mąka… czym prędzej rzucaj mikser i łap się za łyżkę… ale delikatnie mieszaj składniki i nie za długo, żeby nie uwolnić bąbelków z powietrza… bo gwarantuję Ci, że w przeciwnym razie nie wyrośnie Ci ciasto…
Jeśli spełnisz te wszystkie warunki... biszkopt wyjdzie 😊



Składniki na biskopt:

7 jajek

150 g cukru (może być więcej jeśli lubisz słodko)

180 g mąki tortowej

70 g mąki ziemniaczanej

3 łyżki zimnej wody

szczypta soli


Sposób wykonania:

1.     Wyłóż papierem do pieczenia  tortownicę o średnicy 26 cm.

2.     Białka oddziel od żółtek.

3.     Białka ze szczyptą soli ubij na sztywną pianę.



4.     Dodaj cukier i dalej ubijać.

5.     Dodaj żółtka (po jednym) cały czas ubijając, ale na niskich obrotach.



6.     Odstaw mikser, bowiem już skończyła się jego misja J

7.     Dodaj przesiane mąki do powstałej masy jajecznej i delikatnie wymieszaj łyżką, wlej 3 łyżki wody i wymieszaj (cały czas łyżką) tylko do połączenia się składników.

8.     Przelej powstałą masę do tortownicy.

9.     Piecz w rozgrzanym piekarniku do 175 stopni przez około 40 minut.






Składniki do nasączenia biszkoptu po wystudzeniu i przecięciu na trzy płaty:

¾ szklanki przegotowanej wody

sok z jednej dużej cytryny



Składniki na masę do tortu:

4 budynie waniliowe

1,5 litra mleka  (na każde dwa budynie ¾ litra mleka)

6 łyżek cukru (lub 8 jeśli lubisz słodko)

1 i ¼ kostki masła (250 g) w temperaturze pokojowej

aromat waniliowy

3 łyżki stewii (lub cukru)


Sposób wykonania:

1.     Ugotuj budyń. Ma być GĘSTY (chyba nie trzeba pisać jak przygotować budyń).

2.     Budyń ma całkowicie wystygnąć.





3.     Masło  z 3 łyżkami stewii (lub cukru) miksuj na gładką i puszystą masę.





4.     Dodaj aromat waniliowy.

5.     Dodawaj stopniowo budyń do masła i cały czas miksuj.



6.     Jeśli pojawią się grudki lub masa zdecydowanie jest za gęsta to dodaj ze dwie łyżki mleka i dalej miksuj do powstania jednolitej masy.



Dodatki do dekoracji:

Kilka malin

Gorzka czekolada

Pisaki do pisania na tortach

Wszystko cokolwiek wymyślisz... i nadaje się to do jedzenia…




Złożenie tortu czyli jak to wszystko ze sobą sklecić…



1.     Upieczony i wystudzony biszkopt przekrajamy tak, aby powstały trzy płaty. Potrzebny jest do tego bardzo długi i ostry nóż.




2.     Płat na spód układamy od razu na talerzu czy denku, na którym chcemy, żeby stał tort i nasączamy spód wodą z sokiem z cytryny (czyli zwyczajnie bierzemy łyżkę i polewamy po biszkopcie). Na spodni płat lejemy najmniej wody.

3.     Kładziemy pierwszą warstwę kremu (pamiętajcie, że oprócz kremu na pokrycie warstw biszkoptu będziecie potrzebowali kremu także na boki tortu, więc dokładnie to sobie rozplanujcie).



4.     Kolejna warstwa biszkoptu, nasączamy i na to warstwa kremu.

5.     Ostatni płat biszkoptu, nasączamy i warstwa kremu.

6.     Bierzemy nóż i wygładzamy krem oraz smarujemy kremem (przy użyciu noża) boki tortu.





7.     Dekorujemy według naszej fantazji.






Na warstwy kremu można położyć np. maliny, itp. Można także podzielić krem na kilka części i „zabarwić go”, jedną na kakaowo przy użyciu startej gorzkiej czekolady, itp.




Bułki śniadaniowe.

Bułki śniadaniowe   Składniki: 250g mąki orkiszowej typ550 250g mąki żytniej typ720 300g wody 70g oliwy z oliwek 25g świeżych ...