Książka „Będzie bolało”
Autor:
Adam Kay
Życie i praca lekarza zaczynającego swoją
karierę zawodową w szpitalu państwowym wygląda tak samo zarówno w Anglii, jak i
w Polsce. Czyli nadmiar godzin pracy, przemęczenie, opryskliwość wielu
pacjentów, brak sprzętu, brak odpowiedniego dofinansowania służby zdrowia, małe
wynagrodzenie lekarzy i innych pracowników szpitali… a do tego ignorancja ze
strony rządu (w razie upominania się lekarzy o godne zarobki)… Wiem to z
książki Brytyjczyka – Adama Kaya, który przez sześć lat pracował w państwowym
szpitalu… i walczył z systemem (bo to była raczej walka a nie praca). Lekarz pracował
ponad siły. Przemęczony stawał do stołu operacyjnego, wykonywał trudne zabiegi,
a w tak zwanym międzyczasie przyjmował pacjentów na izbie przyjęć. Nie miał
możliwości wyszarpania dnia wolnego i zarabiał tyle to kasjer w supermarkecie
(a odpowiedzialność i zakres wiedzy, którą musiał posiąść była zdecydowanie
większa, niczego nie ujmując kasjerowi czy pracownikowi stacji paliw, itp).
Autor książki „Będzie bolało” przedstawia na swoim przykładzie specyfikę
pracy lekarza(używa do tego dziennika spisanego wiele lat
wcześniej). Przepracował w państwowej służbie zdrowia sześć lat. Jako
specjalizację wybrał ginekologię, gdyż ktoś mu powiedział, że to „łatwa specjalizacja”
(tego kogoś określił na kartach książki „kłamliwym gnojkiem”). Stara się w
sposób humorystyczny przedstawić pracę i dylematy lekarzy, jednak każdy wie, że
lekarzom nie jest do śmiechu. Jemu też nie było do śmiechu kiedy odpowiadał za
życie i zdrowie pacjentek i ich dzieci, zdany wyłącznie na siebie, bo sprzęt w
oczach rządzących nie jest za bardzo potrzebny szpitalom (skąd my to znamy?).
Często ostatkiem sił przeprowadzał cesarskie cięcia zastanawiając się czy on
sam chciałby, żeby jego bliskim ktoś tak przemęczony robił operację… Adam Kay przedstawia
swoje życie zawodowe i prywatne właśnie jako… życie lekarza. Opisuje dyżury,
zabiegi, dylematy i stan służby zdrowia. Nie wygląda to ciekawie. Mimo zawartego
w tekście humoru, wyłania się tragizm sytuacji zarówno lekarzy, jak i pacjentów.
Autor książki nie wytrzymał i zostawił zawód po pewnym tragicznym wydarzeniu…
Teraz pisze scenariusze telewizyjne i filmowe i jak sam mówi, stresujący dzień
w jego obecnej pracy wygląda inaczej niż stresujący dzień w pracy lekarza.
Kobieta będąc w ciąży nie zdaje sobie sprawy
ile zagrożeń towarzyszy jest stanowi oraz ile może nieszczęść spotkać ją
podczas porodu. Adam May opisuje działania wykonywane podczas akcji porodowych,
zagrożenia będące konsekwencją przeoczeń, przemęczenia lekarzy czy brakiem
sprzętu… ale także samej fizjologii kobiety.
Ciąża to nie choroba, a poród to fizjologia….
Ale niekoniecznie. Po przeczytaniu tej książki znów zastanawia mnie, dlaczego w
21 wieku w szpitalach nie robi się cesarskiego cięcia od razu, a czeka się aż
kobieta ledwo dyszy, a dziecko jest zagrożone… Dlaczego pozwala się aby lekarze
byli przemęczeni, co przecież ogranicza ich predyspozycje fizyczne podczas
operacji oraz zaburza szybkość podejmowania decyzji… Ale takie są realia pracy
lekarzy. Non stop pod presją, non stop z przemęczeniem… co przekłada się na
rozdrażnienie, nerwowość i opryskliwość względem pacjentów…
Autor książki w pewnym momencie pisze, że lekarz
powinien liczyć się z tym, że spotka się ze śmiercią, że kiedyś jakiś jego
pacjent umrze (ma tu wielkie znaczenie rodzaj specjalizacji, bowiem w jednej umiera
mniej pacjentów a w innej więcej). Teoretycznie łatwo powiedzieć, jednak nie
każdy lekarz jest w stanie sobie z tym poradzić… Wielu lekarzy nie może
pogodzić się z tym, że pacjent zmarł im na stole operacyjnym (lub nie tylko na
stole).
Lekarze nie są słuchani przez rząd, ale z
chęcią obrzucani błotem przez niezadowolone społeczeństwo…(które swoje
niezadowolenie z błędów rządu wylewa na lekarzy) a jest to praca pełna
poświęceń. Lekarz praktycznie wyrzeka się życia prywatnego, zaniedbuje rodzinę
i nie spędza czasu z przyjaciółmi. Zawód lekarza jest ciężki, pełen poświęceń,
ciągle na wysokich obrotach i emocjach.
Lekarze to też ludzie, chociaż pacjenci nie
mają lekarzy za ludzi. W pojęciu pacjentów lekarz to ktoś, kto nie choruje, kto
powinien poświęcić się pracy całkowicie, kto nie ma rodziny i dzieci (którymi
trzeba się zająć), kto nie powinien mieć emocji i być ciągle pogodnym (mimo
chorego systemu opieki zdrowotnej, z którym każdy lekarz musi walczyć).
Pacjenci nie zdają sobie sprawy przed jakimi dylematami musi stanąć lekarz, ilu
pacjentów zmarło na jego dyżurze, itd.
Tyle, że istnieje druga strona medalu… pacjentom
też nie jest do śmiechu. Kiedy człowiek przyjeżdża na izbę przyjęć z udarem czy
zawałem to chciałby być przyjęty i zaopiekowany jak najszybciej, jednak tak się
nie dzieje… dlatego trudno dziwić się, że społeczeństwo jest oburzone i
zniesmaczone „zachowaniem lekarzy i ich pracą”. Teoretycznie każdy wie, że to
nie lekarzy wina, że rząd leczy się prywatnie i korzysta ze sprzętu najwyższej
jakości… a społeczeństwo skazuje na marną egzystencję …
Książka jest bardzo dobrze napisana, czyta
się ją błyskawicznie… zmienia podejście do wielu kwestii związanych z profesją
lekarza. Uzmysławia, że tak naprawdę na stole operacyjnym wszystko może się
zdarzyć (ludzka fizjologia lubi płatać figle) a nasze życie uzależnione jest
czasem od tego czy lekarz nas operujący jest po prostu wyspany… czy nie trzęsą
mu się ręce z przemęczenia, bo od kilku dni nie spał non stop przebywając w
szpitalu na dyżurach.
Gorąco polecam. Powinien to przeczytać każdy, kto uważa, że lekarz co cyborg ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz