czwartek, 14 marca 2019

O dzieciach... A właściwie.. o dorosłych... w rzeczy samej.




Będę pisać spontanicznie - o dzieciach. Spontanicznie to znaczy spontanicznie, czyli bez przygotowania i tygodniowego redagowania tekstu. Mówiąc krótko: mam dwójkę dzieci, 40 minut i chcę coś napisać. Liczy się każda chwila... 



Dawno temu (baardzoo dawno temu) kolega z ówczesnej mojej pracy opowiadał mi jak to przyszli do niego znajomi z dzieckiem. Przeżył koszmar, bowiem dziecko śliniło się, wszędzie rękami mazało wszystko dookoła… Ten mój „biedny” kolega po wyjściu swoich znajomych musiał wszystko sprzątać, układać, wycierać i odkurzać… Na końcu swej kolorystycznej opowieści o napaści na jego schludne życie, stwierdził, że on „to by takiemu upapranemu i zaślinionemu bachorowi zainstalował pampersa na twarz”. 
Pamiętam, że jakoś szczególnie ani mnie to nie rozśmieszyło, ani nie oburzyło. Ot taka gadka dwojga ludzi, którzy sami jeszcze nie mieli własnych dzieci.  Bo jak człowiek nie ma dzieci, to wszystko jest w domu na miejscu. Poukładane, czyste, zadbane, wypieszczone, na wszystko ma czas i chodzi gdzie chce. O pieniądzach nie wspominając - bo jakoś przy dzieciach dziwnie i niespodziewanie nikną w mgnieniu oka. Ktoś, kto nie ma dzieci nie zrozumie tego… i nie ma co się irytować bo nie jest w stanie tego jeszcze zrozumieć… i to jest normalne.

Co ciekawe, kiedy nie ma się jeszcze swoich dzieci, cudze bardzo irytują (a bo to hałasują, a bo to czegoś chcą, a bo to chcą się bawić, a mi się nie chce… "a poza tym to nie moje dziecko, więc kto je sobie zrobił to niech teraz zabawia", a bo to nadpobudliwe i ciągle skacze, a bo to wyrzygał się na moją poduszkę lub spodnie… itd.). Kiedy masz już swoje… raptem te same rzeczy przestają wkurzać. Rzyganie, mlaskanie, skakanie, płacz i inne oznaki życia przestają denerwować nas jako już rodzica. 😉 Mało tego, te same zachowania już nie wkurzają także u cudzych dzieci.

Kiedy nie ma się swego dziecka człowiek słuchając „brzydkich wyrazów” z ust cudzych dzieci, myśli sobie: „Boże, co się w tym domu dzieje? Jak to dziecko się wyraża? Tam jest jakaś patologia!" Brzmi znajomo? Przestaje to dziwić kiedy swoje dziecko sadzi kur… i innymi niecenzuralnymi słowami, a ty wiesz rodzicu skąd się to wzięło (lub nie wiesz skąd bo akurat dziecko przyniosło z przedszkola), choć patologią nie jesteś.

Kiedy nie masz swoich dzieci myślisz sobie „ja bym pozabijała te wrzeszczące bachory”, „Matko! Te dzieci są jak bomby z opóźnionym zapłonem”.  Ale kiedy już je masz… nagle nie zauważasz tej „bomby”. No, ok, może zauważasz, ale w sumie i tak nic z tym nie możesz zrobić. ;)

Kiedy nie ma się dzieci wszystko można robić długo i namiętnie, można mieć liczne zainteresowania, pływać, chodzić bez ograniczeń czasowych na dodatkowe zajęcia. Nie zwraca się uwagi  na upływający czas. Można zdrzemnąć się, poleniuchować, a "stracony" czas odrobić później… Jeśli nie chce się w danym dniu gotować, można zrobić wypad na miasto do jakiejś restauracji.. Przy dzieciach tak nie ma. Organizujesz się człowieku. Wykorzystujesz każdą wolną chwilę. Nagle uzmysławiasz sobie, że jesteś mistrzem w organizacji i zarządzaniu czasem… tym czasem, który nazywam wolnym (w którym zaliczasz przygotowania do obiadu, wstawianie prania, rozwieszanie prania, zmywanie garów, itp.). Dlatego zabawne jest, kiedy ludzie nie mający dzieci ciągle narzekają na brak czasu… Ja mam go full… po brzegi. ;)

Najciekawsze jest jednak to, że kiedy nie ma się swoich dzieci to jest się ekspertem w dziedzinie wychowania. Wtedy dokładnie wie się wszystko o wychowaniu i jak znajomi powinni wychować dzieci. wiemy jakie błędy popełniają. Wow… dopiero dostaje się kopa (od samego siebie rzecz jasna – takiego autorskiego), kiedy przy okazji wychowywania swego dziecka „popełniamy te same błędy”. Wtedy cicho sza… to nie byłem ja… Ba, zaczynamy być bardzo tolerancyjni i wyrozumiali dla innych rodziców i ich dzieci... nawet jeśli nie wpisują się w nasze ramy... poglądowe na tematy wychowawcze... (ale to nie ma znaczenia bo nasze dzieci też się w nie wpisują).😀

Można by tak przytaczać milion przykładów… ale nie mam czasu, bo moje roczne dziecko zasnęło… a śpi bardzo krótko… jak Michał Anioł… więc muszę się organizować. Jeszcze przede mną ugotowanie obiadu, odebranie starszego dziecka ze szkoły, fryzjer, aerobik, a w tak zwanym międzyczasie siłownia męża i trening piłki nożnej tego starszego (który sypał kur… kiedy miał dwa lata i… ja akurat wiem dlaczego). 😎 Także jako tako nie mam czasu na pierdoły... teraz. 
Kiedyś, jeszcze przed osobistymi dziećmi też byłam specjalistką od wychowania 😉 W rzeczy samej... ;)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bułki śniadaniowe.

Bułki śniadaniowe   Składniki: 250g mąki orkiszowej typ550 250g mąki żytniej typ720 300g wody 70g oliwy z oliwek 25g świeżych ...