Wtorek – Edukacja i Wychowanie
„Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono”.
Wisława Szymborska
Liczę
się z tym, że po przeczytaniu tego tekstu ileś tam osób „odlajkuje” moją stronę.
Trudno. Tacy są ludzie. Takie mamy czasy internetowe. Żyjemy w wirtualnej
rzeczywistości, w której łatwiej jest odlajkować niż konstruktywnie dyskutować.
Wszystkim się nie dogodzi. Ale mimo to chcę podzielić się swoimi przemyśleniami. Poznajemy siebie i innych w sytuacjach trudnych.
Sytuacja
związana ze śmiercią prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza skłoniła mnie do
rozważań na temat „dobrych” i „złych” ludzi. W tym miejscu chodzi mi o zwykłych
ludzi udzielających się w Internecie pod artykułami traktującymi o wyżej
wspomnianym dramacie, który miał miejsce ponad tydzień temu. Komentarze tychże są
powalające. Internet stał się wiadrem do plucia na wszystkich i dla wszystkich!
Widzę artykuł
związany z pożegnaniem Prezydenta i głównym tematem jest: Dlaczego nastolatka –
córka Adamowicza - po jego śmierci jest uśmiechnięta, a jej matka poczesana i
pomalowana? Kiedy to zobaczyłam po prostu nie mogłam uwierzyć, że ktoś może
zajmować się ubiorem i uczesaniem wdowy oraz uśmiechem córki… i mierzyć w ten
sposób czyjeś cierpienie po stracie męża i ojca… Ale złośliwym ludziom nie
dogodzi się, bo co by jedna z drugą nie zrobiły to i tak będzie źle… Skąd tyle
jadu, złośliwości i agresji słownej? Do tego dochodzą komentarze typu, że dziennie giną setki osób i nikt nad nimi nie rozczula się..., że zamordowany "żył jak mafioso i jak mafioso zginął"... i tak dalej... im dalej w las, tym większa zawiść... Ludzie w ten sposób komentujący, dają upust swojej agresji i zazdrości.
Osoba publiczna
ma zdecydowanie gorzej. Jest wystawiona na lincz, bo jest osobą rozpoznawalną i
z założenia ma być workiem treningowym dla niezadowolonych z życia
człowieczków. Masa człekokształtna poniża, wyśmiewa, komentuje i nienawidzi. Ta
nienawiść dotyczy prezydentów, premiera, prezesów, dyrektorów, posłów ale także
aktorów, społeczników, itd. I co by ten człowiek „na świeczniku” nie poczynił,
to zawsze znajdzie się ktoś z tej człekokształtnej masy, kto jest niezadowolony…
Tak, człekokształtna masa, anonimowa – dlatego taka śmiała. Anonimowość jest
jednym z sprzyjających uwarunkowań rozwijania się agresji.
Dlaczego
ludzie są źli, zawistni, przebiegli, bez empatii, złośliwi, zazdrośni? To nie nowość, że w Internecie jest
anonimowość i to, czego normalnie ktoś by nie powiedział, to tu przychodzi mu z
łatwością. Tylko skąd ta łatwość? Sprawa dotyczy niestety nie tylko Internetu…
coraz większa zawiść i agresja panują między ludźmi także w życiu tzw. realnym.
W pracy, w kościele, w szkole, na ulicy. Powodem zazdrości i zawiści może być
lepszy dom, lepsza praca… czy bardziej śmieszne powody. O polityce to już nawet
nie chce się wspominać! Obecnie nawet rodziny są podzielone i niejednokrotnie pokłócone
przez ideologie polityczne! Polska telewizja wciąga osoby słabe psychicznie
oraz te, które nie potrafią samodzielnie myśleć, w swój świat stanowiący
równoległą rzeczywistość… wciąga w swoje gierki i szerzy nienawiść na
płaszczyźnie politycznej do reprezentantów innych opcji politycznych (i nie
tylko). Tak, to może być dobry grunt na wykiełkowanie złego zachowania…
To jest
prawda, że wszystko zaczyna się od słowa, które w wielu przypadkach przechodzi
w czyn poprzez myśl. A złych słów w Internecie i w telewizji jest dosłownie
masa. Na szczęście u zdecydowanej większości ludzi na pluciu w Internecie
kończy się… Problem stanowią ci, którzy w czasach pokoju zmierzają do
uzewnętrznienia i zamienienia agresji słownej czyn.
Sięgnęłam
do literatury… i co znalazłam? Stwierdzenia psychologów poparte badaniami, że każdy normalny człowiek, zdrowy psychicznie
może czynić zło jeśli tylko warunki zewnętrzne go do tego przysposobią.
Najwięksi sadyści i zbrodniarze nie byli chorzy psychicznie. Byli zdrowi,
jednak warunki, okoliczności i przyjęte
przez nich idee wytworzyły w nich zło, za którym podążali i je czynili.
Czy zna ktoś książkę P. Zimbardo „The Lucifer
Effect: Understanding How Good People Turn Evil” (Efekt Lucyfera: zrozumieć jak
dobrzy ludzie zmieniają się w złych)? Jest tam opisane badanie prowadzone przez autora
książki przy udziale zwykłych, postępujących moralnie studentów. Po przyjęciu roli
strażników w więzieniu stali się agresywni i znęcali się nad swoimi kolegami i
koleżankami (którzy mieli wyznaczoną rolę więźniów). Sytuacja przybrała tak
dramatyczny bieg, że badanie po sześciu dniach musiało zostać przerwane. Nastąpiła
dehumanizacja ofiar, sprawiająca przewrót w głowie człowieka, który czuł się
panem sytuacji.
Mechanizmy psychologiczne powstawania i czynienia zła są te same
w czasie wojny i pokoju. W czasie wojny słucha się rozkazów i nie czuje się, że
robi się źle, a do tego autorytet dowódcy sprawia, że oprawca czuje się dobrze
z tym co robi. W czasie pokoju ma się także swoje autorytety, myśli i słowa, za
którymi podąża się.
Bądźmy dla siebie życzliwi… Prawdziwych przyjaciół poznaje się nie tylko w biedzie, ale i w szczęściu...
Ponadto dla zainteresowanych:
„Badania psychologiczne
zbrodniarzy niemieckich po 1945 roku obaliły mit, że człowiek racjonalny i
zdrowy psychicznie nigdy nie wybierze przemocy. Osadzeni w alianckich
więzieniach zbrodniarze wojenni byli materiałem badawczym dla psychologów,
którzy chcieli zrozumieć, jak dobrzy ojcowie rodzin i szanowani obywatele stali
się masowymi mordercami. Terminem „efekt
Lucyfera”, wprowadzonym przez amerykańskiego psychologa Philipa Zimbardo,
określa się przemianę charakteru pod wpływem czynników zewnętrznych:
zwyczajny człowiek zaczyna czynić zło. Dominujące wcześniej teorie
psychologiczne skłaniały badaczy do szukania źródeł zbrodniczych zachowań w
zaburzeniach psychiki. Ale psycholog John Steiner, który prawie trzy lata był
więźniem obozów koncentracyjnych, a po wojnie badał byłych członków SS i
żołnierzy Wehrmachtu, przekonał się, że nie było wśród nich nadreprezentacji
sadystów i socjopatów. Zimbardo szukał przyczyn ich zachowań w otoczeniu. W
jednym z wywiadów przytoczył wspomnienia żołnierzy niemieckich z pacyfikacji
kilku wiosek w Polsce. Otrzymali rozkaz zabicia mieszkańców, lecz dowódca dał
im wybór, obiecując, że tym, którzy nie wezmą udziału w akcji, nie grożą żadne
sankcje. W pierwszej pacyfikacji wzięło udział 50 proc. żołnierzy, w kolejnej
60 proc., a w ostatniej już cały oddział, co więcej, żołnierze robili sobie
przy okazji pamiątkowe zdjęcia. Zimbardo
określił kilka okoliczności, które tłumaczą (nie usprawiedliwiają) ich
zachowanie. Jako najważniejsze wymienił presję grupy, wpływ autorytetu dowódcy,
dehumanizację ofiar, anonimowość sprawców oraz połączenie poczucia władzy z
równoczesnym ograniczeniem odpowiedzialności przez fakt wykonywania rozkazu” (…).
Żródło:
https://www.newsweek.pl/wiedza/psychologia/eksperyment-zimbardo-dlaczego-ludzie-sa-zli/db369pc


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz