piątek, 30 listopada 2018

Vier Minuten - 4 minuty



Piątek - Książka lub Film



Film pt. „4 minuty”



Film produkcji niemieckiej.
Oryginalny tytuł: Vier Minuten
Reżyseria: Chris Kraus
Role główne: Monica Bleibtreu, Hannah Herzsprung







To jeden z tych filmów, które zapadają w pamięć i nawet po latach wraca się do nich. Nie piszę o „nowościach”, bo nowości każdy zna na bieżąco. Piszę o filmach sprzed  dziesięciu czy więcej lat, które wywarły na człowieku głębokie wrażenie i pamięta się o nich przez długi czas. Do nich między innymi należy produkcja „4 Minuty”. Film o dziewczynie z zakładu karnego, która jest osadzona z powodu zamordowania człowieka (choć jej wina nie jest tak oczywista) i o nauczycielce gry na fortepianie. Nauczycielka przepracowała całe życie w tym zakładzie karnym mając za sobą także pracę dla nazistów (czasy wojny). Relacje między paniami na początku są trudne, z czasem nawiązuje się więź. Zadaniem nauczycielki (które sama sobie wyznaczyła jako sprawa honoru lub uśpienie wyrzutów sumienia) jest przygotowanie głównej bohaterki do konkursu. fortepianowego. Nie musi to być takie trudne, bowiem dziewczyna ma za sobą wiele sukcesów.
Widz poznaje skomplikowaną historię starszej pani oraz koleje życiowe dziewczyny, które doprowadziły ją do miejsca, w którym jest.
Ciekawa produkcja godna polecenia. Film zdobył wiele nagród i został okrzyknięty jednym z lepszych w niemieckiej kinematografii. Pokazuje ludzkie problemy, emocje, skrywane tajemnice i ich działanie na późniejsze życie. Film wymaga wysiłku intelektualnego, postawienia się w sytuacji bohaterów...
Polecam 😊












czwartek, 29 listopada 2018

Rozmowy Polaków o polityce...




Czwartek – Polityka lub Ezoteryka



Rozmowy Polaków o polityce







Ostrzeżenie: Tekst o charakterze ironicznym. 
Nie opowiada się po żadnej ze stron… 
Nie opowiada się za piciem wódki… 
ani za rozmowami o polityce...  jeśli ma być to powód do picia wódki 😀



Kiedy Polacy rozmawiają o polityce? Przy wódce, bo na trzeźwo się nie da… A nie da się z dwóch powodów…. Po pierwsze Polacy generalnie nie potrafią ze sobą rozmawiać, po drugie są pewne tematy, a wśród nich te o polityce, których lepiej nie poruszać w ogóle. Na trzeźwo tego typu rozprawy nie wchodzą w grę. Łatwiej pokłócić się, nawymyślać czy dać w pysk po pijaku… zawsze można potem powiedzieć: „nie byłem sobą”.  Nasuwa się pytanie: czy my Polacy z dziada pradziada nie umiemy ze sobą toczyć konstruktywnych rozmów… toteż  należy przejść do porządku dziennego, bo to coś w rodzaju przejętych genów… siła wyższa, czy też może bardziej jest to kwestia ciągłego igrania polityków ze społeczeństwem… Polityka bowiem wzbudza u nas wielkie emocje, dzieli sąsiadów, rodzinę i znajomych toteż staramy się unikać poruszania tematów z tego zakresu. Bo jak już zaczniemy... to bracie.. moja racja jest mojsza...

W dzisiejszych czasach, kiedy misją polityków jest podział społeczeństwa, jeszcze bardziej debaty o sprawach państwowych (podczas spotkania towarzyskiego) są kłopotliwe i konfliktowe. Bo co oto widzimy? Ano widzimy dwa bieguny: są lepsi i gorsi; mądrzy i głupi, patrioci i antypatrioci;  pany i gorszy sort; katolicy i ateiści; kobiety tradycyjne i feministki; itp. Są matki Polki wielodzietne a po przeciwnej stronie - kobiety bezpłodne (i nie jest ważne dlaczego ktoś nie ma dzieci… nie ma i to jest be);  są „te”, które mąż zostawił i nic im się nie należy a na drugim biegunie kobiety wysłużone, które nie muszą zawodowo pracować, bo emerytura im się należy (za tę mękę z mężem pewnie) plus dzieci (odpowiednia ilość). Są ci, którzy uczciwie pracują i płacą podatki (a i tak Urząd Skarbowy wie swoje) a po drugiej stronie kombinatorzy bezrobotni z zasiłkami (śmiejący się w twarz tym, którzy pracują). Są wysłużeni rodzice, którzy powinni pracować godzinę krócej i single  - bezproduktywni przecież… albowiem nie zasilają narodu w przekazane geny… (ups… my znamy pewnego singla, który kiedyś powiedział ze poślubił politykę). Są wyznawcy PiSu contra wyznawcy PO; Są biedni i „bogaci”. W końcu są „dobrzy Polacy” i „źli Polacy”.

W temacie polityki prowadziliśmy do swoich relacji międzyludzkich nienawiść i zazdrość. Z powodu poglądów takich czy innych kłócą się rodziny, sąsiedzi nie odzywają się do siebie, ludzie zrywają ze sobą kontakt i/lub usuwają siebie nawzajem ze znajomych na Facebooku... Nie, no jasne… są wyjątki... czasem podobają nam się cudze poglądy... pod warunkiem, że są dokładnie takie jak nasze.

No właśnie… a gdzie tolerancja i zrozumienie? Tak trudno po prostu uszanować czyjeś zdanie, odmienne poglądy? Przecież kto czytał historię świata czy Polski to wie, że w dziejach miały miejsce różne rządy, monarchie… lepsze, gorsze…  i to wszystko przemija… to co jest dzisiaj -  wcześniej czy później ulegnie zmianie tak jak wszystko na ziemi… Warto tłuc się „po ryjach” dla ułudy? Mam nadzieję, że osobiście dożyję czasów, że moi rodacy będą spokojnie rozprawiać tematy o polityce przy kawusi i ciasteczku a na drugi dzień nie usuną delikwenta z grona znajomych na Facebooku.... 😀

Panta rhei – powiedział Heraklit z Efezu… miał rację bo „wszystko płynie”… może warto o tym pamiętać.











środa, 28 listopada 2018

Mowa Ciała - Klucz do Ludzkich Emocji




Środa – Psychologia i Życie


Mowa ciała



Każdy na pewno słyszał o tym jak należy poskromić swoje ciało podczas rozmowy w sprawie pracy lub na egzaminach. Słyszeliśmy też i czytaliśmy o złotych środkach na znalezienie pracy oraz instrukcje na stronach internetowych jak trzymać ręce podczas rozmowy, gdzie należy je trzymać, czy uśmiechać się, jak patrzeć, czy krzyżować nogi, itp. Okazuje się, że wszystko da się wyćwiczyć jeśli jesteśmy świadomi istnienia mowy ciała i jeśli mamy do czynienia z kimś raz - na rozmowie w sprawie pracy... 😅😅😅 bo w pozostałych przypadkach nie da się udawać...
Dlaczego mowa ciała jest tak ważna w relacjach ludzkich, czy da się jej nauczyć, skąd się wzięła? Wpis na podstawie książki i życia 😃 Dołączam film dokumentalny "Mowa ciała - klucz do ludzkich emocji".

Zanim ludzie rozwinęli mowę w sensie werbalnym, porozumiewali się na innej płaszczyźnie. Tą płaszczyzną była mowa niewerbalna czyli odczytywanie nastawienia i myśli poprzez obserwacje sposobu zachowania oraz wyrażanie siebie poprzez zachowanie. Tak wyglądała pierwotna komunikacja ludzi. Dużo później, a mianowicie przed wynalezieniem radia większość komunikacji międzyludzkiej odbywała się poprzez słowo pisane, książki listy gazety co oznaczało że nie widać było i nie słychać nic poza słowem pisanym. Jednym z pierwszych badaczy mowy ciała był Albert Mehrabian.

Słowo mówione i pisane przez cały okres ewolucyjny było i jest używane nadal tylko do przekazywania faktów i danych. Nawet obecnie przy tak dużym poziomie wiedzy oraz rozwiniętej nauce i świadomości, ludzie nadal zbyt bardzo skupiają się na słowach, toteż nie potrafią odczytywać prawdziwych przekazów drugiej osoby. A pamiętać trzeba, że całkowity przekaz komunikatu to 7% słowa, 38% to sygnały głosowe, a 55% inne sygnały niewerbalne.

Antropolog Ray Birdwhistell oszacował, że przeciętny człowiek ma w swoim repertuarze około 250 tyś. wyrazów twarzy i tyle potrafimy rozpoznać. Na przykład podczas spotkań biznesowych mowa ciała w 60-80% decyduje o wynikach negocjacji.  Opinia o nowo poznanej osobie wyrabiana jest w ciągu 4 minut. Decyzje podejmujemy na podstawie tego co widzimy a nie słyszymy. Jeśli człowiek jest nieświadomy działania tego mechanizmu, wówczas podejmuje decyzje czy wyraża opinie na temat drugiego człowieka zupełnie nieświadomie… bo tak to działa na poziomie nieświadomości.

Należy jasno zaznaczyć, że słowa służą do przekazywania informacji zaś mowa ciała do nawiązywania relacji z drugim człowiekiem.  Czy jesteśmy tego świadomi czy też nie, swoim ciałem oraz barwą głosu przekazujemy informację niewerbalną innym, zaś inni nam, a jest to przypomnę 93% całego komunikatu!

Czy to się kumuś podoba czy nie, na poziomie biologicznym mało różnimy się od zwierząt. Jesteśmy zwierzętami, ssakami z rzędu naczelnych - Homo sapiens, pozbawionymi sierści małpami, które w drodze ewolucji nauczyły się poruszać na dwóch kończynach (zwanych nogami) i mają rozwinięty mózg. Biologia w dalszym ciągu rządzi ludzkimi gestami, działaniami, reakcjami, mową ciała. Człowiek rzadko lub w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego ruchy, gesty czy mimika twarzy mogą mówić jedno, podczas gdy głos mówi zupełnie co innego. Mowa ciała stanowi zewnętrzne odzwierciedlenie naszego stanu emocjonalnego. Każdy ruch jest kluczem do ustalenia samopoczucia danej osoby (co wywodzi się z pradawnych czasów i pozostało do dzisiaj). Każdy ruch zdradza nastawienie drugiego człowieka do nas (oraz nasze do drugiej osoby).

Kobiety są bardziej spostrzegawcze odnośnie mowy ciała aniżeli mężczyźni. Potrafią wychwycić sprzeczność między słowami a mową ciała rozmówcy. Czują to tzw. intuicyjnie. Przeprowadzono badania na Uniwersytecie Harvarda i okazało się, że kobiety naprawdę znacznie lepiej odczuwają i odczytują przekaz mowy ciała aniżeli mężczyźni. W mózgu kobiety znajduje się 14-16 obszarów służących do oceny zachowania innych (mężczyźni mają takich obszarów 4-6).

Ważne jest podkreślenie, że istnieje wiele różnic kulturowych w mowie ciała, jednak podstawowe sygnały są wszędzie takie same, na całym świecie. Prawidłowość tę może zaobserwować osoba, która podróżuje po świecie i ma do czynienia z dużą ilością ludzi z całego globu. I tak na przykład kiedy ludzie są szczęśliwi to śmieją się, natomiast kiedy są smutni lub zmartwieni – marszczą brwi. Skinienie głową niemal wszędzie oznacza zgodę. Wzruszenie ramionami to uniwersalny gest do pokazania, że ktoś czegoś nie rozumie lub nie wie.

W mowie ciała uczestniczy całe nasze ciało, czyli począwszy od czubka głowy a skończywszy na stopach. Można nauczyć się odczytywać sygnały z mowy ciała, ale nie można jej udawać. Z racji tego, że w relacji z drugą osobą najczęściej patrzymy w twarz, to jej mimika jest dla nas najbardziej widoczna. Mimika twarzy wyraża prawie wszystko zwłaszcza dla tych, którzy potrafią ją obserwować i wyciągać wnioski. Uśmiech (fałszywy czy nie), oczy, policzki, brwi, wszystko to jest jak otwarta księga, z której da się wyczytać nastawienie do nas. Jeśli chodzi o uśmiech - to jest zaraźliwy . Nieważne czy ktoś uśmiecha się szczerze czy też nie. W jednym i drugim przypadku osoba obdarowana uśmiechem także będzie się uśmiechać. Pewnie nie każdy wie, że mamy do czynienia z pięcioma rodzajami uśmiechu. Śmiech przyciąga przyjaciół, poprawia zdrowie i przedłuża życie. Wpływa pozytywnie na każdy narząd ciała. Dziecko śmieje się 400 razy dziennie, zaś osoba dorosła zaledwie 15. Sygnały wzrokowe (puszczanie oka, unoszenie brwi, ukradkowe spojrzenia, szeroko otwarte oczy, mruganie, zerkanie, itd.). Szerzej o śmiechu i poczuciu humoru będę jeszcze pisała w innym wpisie na blogu. Dzisiaj tylko ogólnie o wszystkich komponentach wchodzących w skład mowy ciała.

Spotykając się z ludźmi czy to znajomymi czy obcymi także można zaobserwować ich mowę ciała patrząc na ręce i nogi. Czy ramiona są skrzyżowane, czy dłonie zwrócone ku górze, pocieranie palców, gest wieży, trzymanie rąk za plecami, pocieranie, drapanie się, gesty wskazujące na fałszywość i kłamanie, itp. Podczas podawania ręki czujemy w jaki sposób ktoś ją ściska… Nogi… czy stoimy na baczność, czy rozstawiamy szeroko nogi, a może wysuwamy stopę do przodu lub krzyżujemy nogi, itd.

            Temat wart rozwinięcia i na pewno w kolejnych wpisach na blogu to uczynię.



Książka:

Allan i Barbara Pease, Mowa ciała, wyd. Rebis, Poznań 2016

Film:









wtorek, 27 listopada 2018

Kamishibai - Papierowy Teatr




Wtorek – Edukacja i Wychowanie

Kamishibai



fot. Internet 


Dzisiaj chcę wspomnieć o kamishibai. To wywodzący się z Japonii teatr ilustracji (kami – papier, shibai – sztuka). Sztuka ta pojawiła się na początku XX wieku. W latach 50. przeżywała swój rozkwit. W całej Japonii wędrowni opowiadacze przemierzali szlaki i opowiadali widzom przy użyciu teatrzyku Kamishibai. W latach 60. Kamishibai staje się mniej popularny a to za sprawą wszechogarniającej telewizji i prasy. Nowe wyparło stare. Teatrzyk jednak „powraca” do Japonii i nie tylko, bowiem na Zachodzie staje się coraz bardziej popularny od lat 70. XX wieku a to za sprawą Edith Montelle. Obecnie na Zachodzie jest często używany w instytucjach oswiatowych i nie tylko.

A teraz o moich doświadczeniach z teatrzykiem. Zainwestowałam. Kupiłam. Wypróbowałam w domu i w szkole. Jestem zadowolona. 
U mego syna w grupie  (szkoła) prowadziłam zajęcia z użyciem teatrzyku Kamishibai. Jest to metoda dydaktyczna coraz bardziej popularna także w polskich szkołach i przedszkolach. Umożliwia swobodną interakcję ze słuchaczami, widzami. Jest doskonałą alternatywą dla telewizji i komputerów, które opanowały obecnie przestrzeń domową i towarzyską.





Jest to sposób, technika opowiadania historii z wykorzystaniem plansz papierowych. Na owych planszach znajdują się ilustracje do opowiadanej bajki, baśni czy innej historii. Papierowe plansze umieszczane są w drewnianym parawanie zwanym butai (jap. scena) na wysokości oczu widzów (co jest bardzo ważne). Wraz z przebiegiem opowieści plansze są zmieniane. Kolejny fragment bajki to kolejna ilustracja. Podczas opowieści może być użyta oprawa muzyczna, można rozmawiać z widzami nawiązując w ten sposób z nimi relację. Używanie mikrofonów czy naświetlenia także staje się coraz bardziej popularne… Opowiadać z użyciem teatrzyku kamishibai można nie tylko dzieciom, ale także dorosłym. Ostatnio czytałam o robieniu wykładów studentom przy użyciu tej techniki (i owy wykładowca był usatysfakcjonowany).

Jakie są korzyści ze stosowania tej metody? Korzyści jest wiele… począwszy od budowania wiary w siebie, trenowania głosu poprzez wspomaganie nauki czytania, pisania i opowiadania a skończywszy na budowaniu relacji między widzami a „opowiadaczem”. Kamishibai jest atrakcyjną alternatywą dla monotonnych zajęć czy telewizji. Historie opowiadane bawią i uczą. Użycie tego teatrzyku podczas zajęć dydaktycznych w szkołach czy podczas zajęć swobodnych w innych instytucjach pomaga w  procesie nauki czytania i pisania. Inspiruje do opowiadania, wyciągania wniosków czy układania kolejności wydarzeń. Rozwija wyobraźnię, bowiem widzowie mogą sami wymyślać opowieści i opowiedzieć je innym. Poszerza zasób słownictwa i zapoznaje z literaturą. Kamishibai wycisza, relaksuje, jest pomocny w nawiązaniu więzi i dobrych relacji w grupie. Buduje wiarę w siebie poprzez publiczne wypowiadanie się przed całą grupą. Uczy spostrzegawczości. Oprócz tego przy okazji teatrzyku można zorganizować ciekawe zajęcia plastyczne (na odpowiednim papierze, który potem dzieci mogą wkładać do butai i samodzielnie opowiadać swoją historię). Kamishibai rozwija także nauczyciela czy innego „opowiadacza”. 





Kamishiabi może być używane wszędzie. Jego małe rozmiary sprawiają, że jest poręczny i szybki w obsłudze. Pakuje się go w torbę i wędruje po świecie niosąc opowieści pod pachą. Widuje się go w szkołach, przedszkolach, szpitalach, świetlicach czy bibliotekach. Można również używać Kamishibai w domach. Na zdjęciach zobaczycie jak u mnie dzieci bawią się w teatr. Wzrasta motywacja uczenia się i doskonalenia czytania. Starsze dziecko czyta młodszemu. Nie ogląda się non stop telewizji, bo przecież wiele badań naukowych donosi, że telewizja i komputer źle wpływają na rozwój dziecka. Dlatego warto zastanowić się nad podobnym rozwiązaniem. 




Warto podkreślić, że należy spodziewać się spektakularnych efektów u dzieci po jednych czy kilku zajęciach z teatrzykiem kamishibai. Nikt nie osiągnie wszystkich korzyści z takich zajęć jeśli przeprowadzi je raz na kilka miesięcy. Relacje czy więzi rozwijają się przez długi czas, to jest proces. Jest to uzależnione także od temperamentu grupy, zainteresowań, itd.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Kamishibai IKAJA z siedzibą w Tokio zajmuje się propagowaniem Kamishibai. W Polsce są członkowie, którzy reprezentują IKAJA i w porozumieniu z organizacją „uczą” na kursach i warsztatach jak korzystać z tej metody pracy i zabawy.

Bardzo polecam teatrzyk obrazkowy Kamihibai. Pomimo tego, (a może przez to), że otoczeni jesteśmy komputerami, telewizorami, smartfonami, a dookoła nas panuje chaos, hałas i wieczna gonitwa. Potrzebujemy wyciszenia i powrotu do korzeni czyli do ciszy, spokoju i skupienia…


A tu krótki film odnoście Kamishibai.












poniedziałek, 26 listopada 2018

Tarta z jabłkami


Poniedziałek – Kulinaria i Zdrowie


Tarta z jabłkami

Tarta, która rozpływa się w ustach. 

Jeśli chodzi o cukier dodawany do tarty, to może być to cukier trzcinowy. W zależności od tego czy ktoś lubi bardzo słodkie ciasto czy tez nie, można modyfikować ilość dodawanego cukru. W tym przepisie ilość jest na tartę o lekkim „zasłodzeniu”, można dodać więcej. Wierzch jabłek także można po wystudzeniu posypać cukrem. Wszystko zależy od preferencji smakowych.

 Po wyciągnięciu z piekarnika będzie dużo soku z jabłek. Nie ma się czym przejmować, wsiąknie.


Ciasto:

-  1 szklanka mąki pszennej,

-  1,5  łyżki cukru pudru,

-  szczypta soli,

- 100 g masła, zimnego, pokrojonego w kawałki,

- 3,4 łyżki zimnej wody.

Zagnieść ciasto,  owinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na godzinę.



Wierzch tarty:

- 3 duże jabłka,

- 4 łyżki cukru

- 1 łyżeczka mielonego cynamonu

- 1 łyżka mąki pszennej

- 2 łyżki roztopionego masła.



Sposób przygotowania:



Formę tarty o średnicy 26 cm posmarować masłem.

Jabłka obrać, pokroić na 12 cząsteczek (najpierw na połowę, a później każda połowa na 6 części). Jabłka wrzucić do miski.

Trzy łyżki cukru wymieszać z cynamonem, posypać jabłka, i wszystko wymieszać. Jedną łyżkę cukru wymieszać z mąką w talerzu czy misce.

Wyjąć ciasto z lodówki, rozwałkować (koło o średnicy około 28 cm). Umieścić w formie tarty. Włożyć do rozgrzanego piekarnika do temp. 200 stopni - na 10 minut. Wyjąć, posypać mieszanką cukru i mąki. Wyłożyć jabłka, na spód tarty plasterek przy plasterku, zalać roztopionym masłem.

 Piec w temperaturze 200°C przez około 40 minut.

 

SMACZNEGO !!!


piątek, 23 listopada 2018

"System"



Piątek – Książka lub Film



Dzisiaj będzie nietypowo, bowiem postanowiłam zająć się zarówno książka, jak i filmem. Mowa o „Systemie”. Mogłabym napisać jedno zdanie i zamknąć temat. Zdanie to brzmiałoby: Książka jest świetna i godna polecenia natomiast film to przerost formy nad treścią, czyli strata czasu. No cóż… jestem pewna, że gdy przeczyta się książkę, nie należy psuć sobie wrażenia filmem. Po raz kolejny przekonałam się, że ekranizacja odbiega od książki. Jednak w tym konkretnym filmie nietrzymanie się treści książki (na podstawie której przecież powstał) jest przerażające. Kompletna zmiana faktów, pomijanie wydarzeń, które miały znaczenie w kolejach życia bohaterów… nie… to nie do zaakceptowania. 
Nie będę tu przedstawiała treści książki bo może ktoś chciałby przeczytać, nie chcę psuć nikomu frajdy 😊😊😊






Głównym bohaterem książki jest „sługa” stalinowskiego systemu Leo Demidov. Zagorzały egzekutor prawa. Według kryteriów ówczesnej władzy Związku Radzieckiego Demidov to bohater II wojny światowej. Pnący się po szczeblach kariery, zdawałoby się, że bezwzględny w postępowaniu ze „zdrajcami” systemu… (a takich było na pęczki, bo każdy mógł być uznany za zdrajcę, dosłownie każdy). Leo przekonany był, że skoro ktoś został skazany za zdradę Stalina, to na pewno ten ktoś jest winny… z czasem jednak jego przekonania zostają zachwiane (co przemawia na korzyść bohatera, bowiem uruchomił samodzielne myślenie). Bierze on udział w przesłuchaniu więźnia, który ewidentnie nie był winny, ale winę mu udowodniono i w końcu sam pod wpływem strasznych tortur, przyznał się do popełnionych czynów. Nasz bohater boryka się z demonami przeszłości. Dopadają go koszmary senne, które są konsekwencją skumulowania jego przeszłości z obecnym bezwzględnym działaniem, odzywa się uśpione sumienie… Demidov zaczyna wątpić w system. Do tego dochodzi do morderstw na dzieciach, które to morderstwa nie są za takowe uznane, bowiem w raju Stalina nie ma przestępstw. Nie chcę tu opisywać treści książki, bo na pewno są tacy, którzy zechcą ją przeczytać… Chcę tylko zaznaczyć, że książka wciąga od pierwszej strony do dosłownie ostatniej. Majstersztyk. Inspiracją do jej napisania była historia, oparta na prawdziwych makabrycznych dokonaniach "Rzeźnika z Rostowa", Andrieja Czikatiło.




reż. Daniel Espinosa, scenariusz - Richard Price.


Film natomiast w żaden sposób nie oddaje klimatu książki. Wydarzenia są poprzeinaczane, dzieciństwo głównego bohatera czyli meritum całego przebiegu zdarzeń pominięte. Zresztą, wiele wątków, które miały znaczenie zostały w filmie zniekształcone. Dylemat głównego bohatera związany z posądzeniem jego żony o szpiegostwo w filmie tylko pobieżnie nadmieniony. Film jest chaotyczny. Schodzi na zupełnie inne tory niż prowadzone w książce śledztwo Demidova odnośnie zabójstw dzieci. Jedynym według mnie plusem filmu jest jego realizm odnośnie biedy i nędzy w Rosji. Rzeczywiście ta nędza aż bije z ekranu. Plusem jest także doskonała gra aktorska. Smutne jest to, że reżyser miał duży potencjał biorąc pod uwagę jakość książki, ale niestety zmarnował go.

Według mnie jeśli ktoś chce być zadowolony z odbioru filmu raczej nie powinien wcześniej czytać książki. Życzyłabym sobie kiedyś, żeby filmy nagrywane na podstawie książek rzeczywiście traktowały o wydarzeniach z tychże książek. Zdaje sobie sprawę, że każdy reżyser czy scenarzysta ma swoją wizję i pole do hulanek wyobraźni…. Ale mimo wszystko główne wątki, które nadają sens przebiegowi zdarzeń, powinny w filmach być zachowane.


czwartek, 22 listopada 2018

Moc włosów...




Czwartek – Polityka lub Ezoteryka

Włosy




Włosy – spuścizna po zwierzętach, element naszego biologicznego wyposażenia, odpowiednik końskiej grzywy, kociego futra, gadziej łuski i ptasiego pióra. Włosy u człowieka rosną praktycznie na całym ciele. Mamy ich setki tysięcy. Według większości ludzi włosy w niektórych miejscach są zbędne. Współcześnie ścinane, golone, farbowane… Jednak należy pamiętać, że w zamyśle natury nie ma zbędnych rzeczy. Natura bowiem nie bez przyczyny zaopatrzyła nas w owłosienie, którego czasem nie widać, a jednak spełnia istotne funkcje.

O włosach można pisać długo i namiętnie. O ich historii, funkcji, uczesaniach w dziejach świata, znaczeniu po śmierci, itd… Ja jednak zajmę się włosami z punktu widzenia ezoteryki… czyli czegoś w co można wierzyć lub nie…. bo nie da się tego dotknąć, uszczypnąć czy polizać… czyli zbadać organoleptycznie.

Jak się okazuje, również z punktu widzenia ezoteryki włosy mają ogromne znaczenie. Rosną od szczytu głowy, a jest to centrum energii, które łączy nas z duchową siłą i mocą - z siłą kosmosu. Z czym kojarzy nam się Indianin, szaman mistyczny, wiking, czy nawet postaci biblijne? Z włosami… długimi, gęstymi, zaplecionymi lub rozpuszczonymi. Według Hindusów włosy symbolizują linie siły wszechświata. Biblia mówi o Samsonie, który nigdy nie strzygł włosów i przez to był nie do pokonania. W momencie, kiedy podstępnie ścięto mu włosy nasz bohater stracił moc. Włosy to nasza siła życiowa. Jest to przedłużenie systemu nerwowego. Są antenami, które gromadzą energię słońca i dostarczają ją do płatów czołowych i innych części mózgu, używanych podczas medytacji. Te anteny wnoszą w nasze ciało dużo kosmicznej energii. Usuwając włosy z głowy zmieniamy kierunek i intensywność głównych energetycznych strumieni ciała. Razem z włosami ścinamy nie tylko naszą intuicję ale i pamięć emocjonalną (w momentach trudnych emocjonalnie kobiety podświadomie decydują się na ścięcie włosów i to akurat jest faktem). Włosy dają człowiekowi siłę psychiczną, która jest potrzebna do świadomego myślenia, a także siły i umiejętności - zwane magicznymi.

Co więcej… golenie włosów pod pachami czy w miejscach intymnych prowadzi do obniżenia siły a nawet doprowadza do chorób. Powinno zaprzestać się ścinania włosów. Rosną one do pewnej ograniczonej długości. Włosy na nogach regulują system gruczołów i stymulują pole elektromagneczyczne człowieka. Włosy pod pachami mają wpływ na mózg i poziom energii. Zarost na brodzie u mężczyzn obejmuje centrum księżyca i chroni mężczyznę przed nadmiarem jego energii.

          To tylko napomknięcie o sile włosów… Jeśli kogoś interesuje temat, to naprawdę jest bardzo dużo książek i artykułów poświęconym włosom…          

A teraz coś na poprawę humoru 😀 Sceny z filmu "Ciało".... związane z włosami, rzecz jasna...

        
















Ach te włosy...



wtorek, 20 listopada 2018

Okulary przeciwsłoneczne...


Wtorek – Edukacja i Wychowanie

Okulary przeciwsłoneczne



Praktyczne zastosowanie okularów przeciwsłonecznych zaczęło się w Arktyce. Już w czasach starożytnych Eskimosi używali wydrążonych kości i drewna, które miały chronić oczy przed słońcem padającym na śnieg.

Właśnie zbliża się u nas zima i śnieg. Okulary mogą być noszone przez cały rok. Czy istnieje kultura używania okularów przeciwsłonecznych? Czy są jakieś kanony noszenia okularów? Okazuje się, że tak. Czy każdy zna „zasady noszenia okularów przeciwsłonecznych”? Ja przyznam się szczerze, że nigdy nie zastanawiałam się nad tym kiedy i jak należy zdjąć okulary. Okazuje się, że intuicyjnie raz postępowałam dobrze, a innym razem niekoniecznie… Dlatego zaciekawiły mnie artykuły odnoścnie postępowania z okularami… Wydało mi się to interesujące 😉

Wchodząc do pomieszczeń należy zdjąć okulary. Rozmawiając z drugą osobą należy zrobić to samo. Rozmowa  z założonymi okularami może być uznana jako nietakt. Rozmówca nie widzi naszych oczu, a kontakt wzrokowy jest podstawową płaszczyzną kontaktu między ludźmi. Podczas rozmowy ludzie patrzą sobie w oczy, a w momencie kiedy ktoś ma je zasłonięte nie do końca może być odbierany jako osoba szczera. W oczach drugiej osoby widzimy całą gamę reakcji na słowa, podczas rozmowy z zasłoniętymi oczami jesteś pozbawieni możliwości oceny sytuacji przez co czujemy się niekomfortowo… W Chinach około XII wieku sędziowie używali okularów przeciwsłonecznych, żeby ukryć swoje reakcje podczas procesów sądowych.  Były to przydymione płytki kwarcu. Okulary przeciwsłoneczne należy także zdjąć kiedy witamy się z kimś. Podczas rozmowy okularów nie należy trzymać we włosach ani w rękach. Nieeleganckie jest  bawienie się okularami czy trzymanie zauszników w zębach. Okulary należy odłożyć do etui lub schować do kieszeni czy torebki.

Nie wypada mieć ciemnych okularów na nosie także w miejscach takich jak ogródki kawiarniane lub tarasy restauracji, nawet jeśli są na świeżym powietrzu. W miejscu pracy, urzędach, szkole czy kościele także należy zdjąć okulary. 
Noszenie ciemnych okularów podczas wyżej wymienionych kontaktów społecznych jest wyrazem braku szacunku… 
Oczywiście nie dotyczy to osób, które noszą ciemne okulary ze względów zdrowotnych. W takich przypadkach rzeczą normalną jest, że okulary są na nosie w każdej sytuacji. Nie dotyczy to też osób, które chcą zachować anonimowość.





Bułki śniadaniowe.

Bułki śniadaniowe   Składniki: 250g mąki orkiszowej typ550 250g mąki żytniej typ720 300g wody 70g oliwy z oliwek 25g świeżych ...