To
jeden z tych filmów, które zapadają w pamięć i nawet po latach wraca się do
nich. Nie piszę o „nowościach”, bo nowości każdy zna na bieżąco. Piszę
o filmach sprzed dziesięciu czy więcej
lat, które wywarły na człowieku głębokie wrażenie i pamięta się o nich przez
długi czas. Do nich między innymi należy produkcja „4 Minuty”. Film o
dziewczynie z zakładu karnego, która jest osadzona z powodu zamordowania
człowieka (choć jej wina nie jest tak oczywista) i o nauczycielce gry na
fortepianie. Nauczycielka przepracowała całe życie w tym zakładzie karnym
mając za sobą także pracę dla nazistów (czasy wojny). Relacje między paniami na
początku są trudne, z czasem nawiązuje się więź. Zadaniem nauczycielki (które sama sobie wyznaczyła jako sprawa honoru lub uśpienie wyrzutów sumienia) jest
przygotowanie głównej bohaterki do konkursu. fortepianowego. Nie musi to być takie trudne,
bowiem dziewczyna ma za sobą wiele sukcesów.
Widz poznaje
skomplikowaną historię starszej pani oraz koleje życiowe dziewczyny, które
doprowadziły ją do miejsca, w którym jest.
Ciekawa
produkcja godna polecenia. Film zdobył wiele nagród i został okrzyknięty jednym
z lepszych w niemieckiej kinematografii. Pokazuje ludzkie problemy, emocje, skrywane tajemnice i ich działanie na późniejsze życie. Film wymaga wysiłku intelektualnego, postawienia się w sytuacji bohaterów...
ani za rozmowami o polityce... jeśli ma być to powód do picia wódki 😀
Kiedy
Polacy rozmawiają o polityce? Przy wódce, bo na trzeźwo się nie da… A nie da
się z dwóch powodów…. Po pierwsze Polacy generalnie nie potrafią ze sobą
rozmawiać, po drugie są pewne tematy, a wśród nich te o polityce, których lepiej nie poruszać w ogóle. Na trzeźwo tego typu rozprawy nie wchodzą w
grę. Łatwiej pokłócić się, nawymyślać czy dać w pysk po pijaku… zawsze można
potem powiedzieć: „nie byłem sobą”. Nasuwa się pytanie: czy my Polacy z dziada pradziada
nie umiemy ze sobą toczyć konstruktywnych rozmów… toteż należy przejść do porządku dziennego, bo to
coś w rodzaju przejętych genów… siła wyższa, czy też może bardziej jest to
kwestia ciągłego igrania polityków ze społeczeństwem… Polityka bowiem wzbudza u
nas wielkie emocje, dzieli sąsiadów, rodzinę i znajomych toteż staramy się unikać poruszania tematów z tego zakresu. Bo jak już zaczniemy... to bracie.. moja racja jest mojsza...
W
dzisiejszych czasach, kiedy misją polityków jest podział społeczeństwa, jeszcze
bardziej debaty o sprawach państwowych (podczas spotkania towarzyskiego) są kłopotliwe
i konfliktowe. Bo co oto widzimy? Ano widzimy dwa bieguny: są lepsi i gorsi; mądrzy i głupi, patrioci i antypatrioci; pany i gorszy sort; katolicy i ateiści; kobiety
tradycyjne i feministki; itp. Są matki Polki wielodzietne a po przeciwnej
stronie - kobiety bezpłodne (i nie jest ważne dlaczego ktoś nie ma dzieci… nie
ma i to jest be); są „te”, które mąż
zostawił i nic im się nie należy a na drugim biegunie kobiety wysłużone, które
nie muszą zawodowo pracować, bo emerytura im się należy (za tę mękę z mężem
pewnie) plus dzieci (odpowiednia ilość). Są ci, którzy uczciwie pracują i płacą
podatki (a i tak Urząd Skarbowy wie swoje) a po drugiej stronie kombinatorzy
bezrobotni z zasiłkami (śmiejący się w twarz tym, którzy pracują). Są wysłużeni
rodzice, którzy powinni pracować godzinę krócej i single- bezproduktywni przecież… albowiem nie zasilają
narodu w przekazane geny… (ups… my znamy pewnego singla, który kiedyś
powiedział ze poślubił politykę). Są wyznawcy
PiSu contra wyznawcy PO; Są biedni i „bogaci”. W końcu są „dobrzy Polacy” i „źli
Polacy”.
W temacie polityki prowadziliśmy do swoich relacji międzyludzkich nienawiść i zazdrość.
Z powodu poglądów takich czy innych kłócą się rodziny, sąsiedzi nie odzywają się
do siebie, ludzie zrywają ze sobą kontakt i/lub usuwają siebie nawzajem ze
znajomych na Facebooku... Nie, no jasne… są wyjątki... czasem podobają nam się cudze poglądy... pod
warunkiem, że są dokładnie takie jak nasze.
No
właśnie… a gdzie tolerancja i zrozumienie? Tak trudno po prostu uszanować czyjeś
zdanie, odmienne poglądy? Przecież kto czytał historię świata czy Polski to
wie, że w dziejach miały miejsce różne rządy, monarchie… lepsze, gorsze… i to wszystko przemija… to co jest dzisiaj - wcześniej czy później ulegnie zmianie tak jak
wszystko na ziemi… Warto tłuc się „po ryjach” dla ułudy? Mam nadzieję, że osobiście dożyję czasów, że moi rodacy będą spokojnie rozprawiać tematy o polityce przy kawusi i ciasteczku a na drugi dzień nie usuną delikwenta z grona znajomych na Facebooku.... 😀
Panta
rhei – powiedział Heraklit z Efezu… miał rację bo „wszystko płynie”… może warto
o tym pamiętać.
Każdy
na pewno słyszał o tym jak należy poskromić swoje ciało podczas rozmowy w sprawie
pracy lub na egzaminach. Słyszeliśmy też i czytaliśmy o złotych środkach na
znalezienie pracy oraz instrukcje na stronach internetowych jak trzymać ręce
podczas rozmowy, gdzie należy je trzymać, czy uśmiechać się, jak patrzeć, czy
krzyżować nogi, itp. Okazuje się, że wszystko da się wyćwiczyć jeśli jesteśmy świadomi istnienia mowy ciała i jeśli mamy do czynienia z kimś raz - na rozmowie w sprawie pracy... 😅😅😅 bo w pozostałych przypadkach nie da się udawać...
Dlaczego mowa ciała jest tak ważna w relacjach
ludzkich, czy da się jej nauczyć, skąd się wzięła? Wpis na podstawie książki i życia 😃 Dołączam film dokumentalny "Mowa ciała - klucz do ludzkich emocji".
Zanim
ludzie rozwinęli mowę w sensie werbalnym, porozumiewali się na innej
płaszczyźnie. Tą płaszczyzną była mowa niewerbalna czyli odczytywanie
nastawienia i myśli poprzez obserwacje sposobu zachowania oraz wyrażanie siebie
poprzez zachowanie. Tak wyglądała pierwotna komunikacja ludzi. Dużo później, a
mianowicie przed wynalezieniem radia większość komunikacji międzyludzkiej
odbywała się poprzez słowo pisane, książki listy gazety co oznaczało że nie
widać było i nie słychać nic poza słowem pisanym. Jednym z pierwszych badaczy
mowy ciała był Albert Mehrabian.
Słowo
mówione i pisane przez cały okres ewolucyjny było i jest używane nadal tylko do przekazywania
faktów i danych. Nawet obecnie przy tak dużym poziomie wiedzy oraz rozwiniętej
nauce i świadomości, ludzie nadal zbyt bardzo skupiają się na słowach, toteż
nie potrafią odczytywać prawdziwych przekazów drugiej osoby. A pamiętać trzeba, że całkowity przekaz
komunikatu to 7% słowa, 38% to sygnały głosowe, a 55% inne sygnały niewerbalne.
Antropolog
Ray Birdwhistell oszacował, że przeciętny człowiek ma w swoim repertuarze około
250 tyś. wyrazów twarzy i tyle potrafimy rozpoznać. Na przykład podczas spotkań
biznesowych mowa ciała w 60-80% decyduje o wynikach negocjacji.Opinia o nowo poznanej osobie wyrabiana jest
w ciągu 4 minut. Decyzje podejmujemy na podstawie tego co widzimy a nie
słyszymy. Jeśli człowiek jest nieświadomy działania tego mechanizmu, wówczas
podejmuje decyzje czy wyraża opinie na temat drugiego człowieka zupełnie
nieświadomie… bo tak to działa na poziomie nieświadomości.
Należy
jasno zaznaczyć, że słowa służą do przekazywania informacji zaś mowa ciała do
nawiązywania relacji z drugim człowiekiem.Czy jesteśmy tego świadomi czy też nie, swoim ciałem oraz barwą głosu
przekazujemy informację niewerbalną innym, zaś inni nam, a jest to przypomnę 93% całego komunikatu!
Czy
to się kumuś podoba czy nie, na poziomie biologicznym mało różnimy się od zwierząt.
Jesteśmy zwierzętami, ssakami z rzędu naczelnych - Homo sapiens, pozbawionymi
sierści małpami, które w drodze ewolucji nauczyły się poruszać na dwóch
kończynach (zwanych nogami) i mają rozwinięty mózg. Biologia w dalszym ciągu
rządzi ludzkimi gestami, działaniami, reakcjami, mową ciała. Człowiek rzadko lub
w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego ruchy, gesty czy mimika twarzy
mogą mówić jedno, podczas gdy głos mówi zupełnie co innego. Mowa ciała stanowi
zewnętrzne odzwierciedlenie naszego stanu emocjonalnego. Każdy ruch jest kluczem
do ustalenia samopoczucia danej osoby (co wywodzi się z
pradawnych czasów i pozostało do dzisiaj). Każdy ruch zdradza nastawienie
drugiego człowieka do nas (oraz nasze do drugiej osoby).
Kobiety
są bardziej spostrzegawcze odnośnie mowy ciała aniżeli mężczyźni. Potrafią
wychwycić sprzeczność między słowami a mową ciała rozmówcy. Czują to tzw.
intuicyjnie. Przeprowadzono badania na Uniwersytecie Harvarda i okazało się, że
kobiety naprawdę znacznie lepiej odczuwają i odczytują przekaz mowy ciała
aniżeli mężczyźni. W mózgu kobiety znajduje się 14-16 obszarów służących do
oceny zachowania innych (mężczyźni mają takich obszarów 4-6).
Ważne
jest podkreślenie, że istnieje wiele różnic kulturowych w mowie ciała, jednak
podstawowe sygnały są wszędzie takie same, na całym świecie. Prawidłowość tę
może zaobserwować osoba, która podróżuje po świecie i ma do czynienia z dużą
ilością ludzi z całego globu. I tak na przykład kiedy ludzie są szczęśliwi to
śmieją się, natomiast kiedy są smutni lub zmartwieni – marszczą brwi. Skinienie
głową niemal wszędzie oznacza zgodę. Wzruszenie ramionami to uniwersalny gest
do pokazania, że ktoś czegoś nie rozumie lub nie wie.
W
mowie ciała uczestniczy całe nasze ciało, czyli począwszy od czubka głowy a
skończywszy na stopach. Można nauczyć się odczytywać sygnały z mowy ciała, ale
nie można jej udawać. Z racji tego, że w relacji z drugą osobą najczęściej
patrzymy w twarz, to jej mimika jest dla nas najbardziej widoczna. Mimika
twarzy wyraża prawie wszystko zwłaszcza dla tych, którzy potrafią ją obserwować
i wyciągać wnioski. Uśmiech (fałszywy czy nie), oczy, policzki, brwi, wszystko
to jest jak otwarta księga, z której da się wyczytać nastawienie do nas. Jeśli
chodzi o uśmiech - to jest zaraźliwy . Nieważne czy ktoś uśmiecha się szczerze
czy też nie. W jednym i drugim przypadku osoba obdarowana uśmiechem także
będzie się uśmiechać. Pewnie nie każdy wie, że mamy do czynienia z pięcioma
rodzajami uśmiechu. Śmiech przyciąga przyjaciół, poprawia zdrowie i przedłuża
życie. Wpływa pozytywnie na każdy narząd ciała. Dziecko śmieje się 400 razy
dziennie, zaś osoba dorosła zaledwie 15. Sygnały wzrokowe (puszczanie oka,
unoszenie brwi, ukradkowe spojrzenia, szeroko otwarte oczy, mruganie, zerkanie,
itd.). Szerzej o śmiechu i poczuciu humoru będę jeszcze pisała w innym wpisie
na blogu. Dzisiaj tylko ogólnie o wszystkich komponentach wchodzących w skład
mowy ciała.
Spotykając
się z ludźmi czy to znajomymi czy obcymi także można zaobserwować ich mowę ciała
patrząc na ręce i nogi. Czy ramiona są skrzyżowane, czy dłonie zwrócone ku
górze, pocieranie palców, gest wieży, trzymanie rąk za plecami, pocieranie,
drapanie się, gesty wskazujące na fałszywość i kłamanie, itp. Podczas podawania
ręki czujemy w jaki sposób ktoś ją ściska… Nogi… czy stoimy na baczność, czy
rozstawiamy szeroko nogi, a może wysuwamy stopę do przodu lub krzyżujemy nogi, itd.
Temat wart rozwinięcia i na pewno w
kolejnych wpisach na blogu to uczynię.
Książka:
Allan
i Barbara Pease, Mowa ciała, wyd. Rebis, Poznań 2016
Dzisiaj chcę wspomnieć o kamishibai. To wywodzący się z Japonii teatr ilustracji
(kami – papier, shibai – sztuka). Sztuka ta pojawiła się na początku XX wieku.
W latach 50. przeżywała swój rozkwit. W całej Japonii wędrowni opowiadacze
przemierzali szlaki i opowiadali widzom przy użyciu teatrzyku Kamishibai. W
latach 60. Kamishibai staje się mniej popularny a to za sprawą
wszechogarniającej telewizji i prasy. Nowe wyparło stare. Teatrzyk jednak „powraca”
do Japonii i nie tylko, bowiem na Zachodzie staje się coraz bardziej popularny
od lat 70. XX wieku a to za sprawą Edith Montelle. Obecnie na Zachodzie jest często używany w instytucjach oswiatowych i nie tylko.
A teraz o moich doświadczeniach z teatrzykiem. Zainwestowałam. Kupiłam. Wypróbowałam w domu i w szkole. Jestem zadowolona. U mego syna w grupie (szkoła) prowadziłam zajęcia z użyciem teatrzyku Kamishibai. Jest
to metoda dydaktyczna coraz bardziej popularna także w polskich szkołach i
przedszkolach. Umożliwia swobodną interakcję ze słuchaczami, widzami. Jest
doskonałą alternatywą dla telewizji i komputerów, które opanowały obecnie
przestrzeń domową i towarzyską.
Jest to sposób, technika opowiadania historii z wykorzystaniem plansz
papierowych. Na owych planszach znajdują się ilustracje do opowiadanej bajki,
baśni czy innej historii. Papierowe plansze umieszczane są w drewnianym
parawanie zwanym butai (jap. scena) na wysokości oczu widzów (co jest bardzo ważne). Wraz z przebiegiem opowieści plansze są
zmieniane. Kolejny fragment bajki to kolejna ilustracja. Podczas opowieści
może być użyta oprawa muzyczna, można rozmawiać z widzami nawiązując w ten sposób z nimi relację. Używanie mikrofonów czy naświetlenia także staje się coraz bardziej popularne… Opowiadać z użyciem teatrzyku kamishibai można nie tylko
dzieciom, ale także dorosłym. Ostatnio czytałam o robieniu wykładów studentom
przy użyciu tej techniki (i owy wykładowca był usatysfakcjonowany).
Jakie są korzyści ze stosowania tej metody? Korzyści jest wiele… począwszy
od budowania wiary w siebie, trenowania głosu poprzez wspomaganie nauki
czytania, pisania i opowiadania a skończywszy na budowaniu relacji między
widzami a „opowiadaczem”. Kamishibai jest atrakcyjną alternatywą dla
monotonnych zajęć czy telewizji. Historie opowiadane bawią i uczą. Użycie tego
teatrzyku podczas zajęć dydaktycznych w szkołach czy podczas zajęć swobodnych w
innych instytucjach pomaga w procesie
nauki czytania i pisania. Inspiruje do opowiadania, wyciągania wniosków czy
układania kolejności wydarzeń. Rozwija wyobraźnię, bowiem widzowie mogą sami
wymyślać opowieści i opowiedzieć je innym. Poszerza zasób słownictwa i
zapoznaje z literaturą. Kamishibai wycisza, relaksuje, jest pomocny w
nawiązaniu więzi i dobrych relacji w grupie. Buduje wiarę w siebie poprzez
publiczne wypowiadanie się przed całą grupą. Uczy spostrzegawczości. Oprócz
tego przy okazji teatrzyku można zorganizować ciekawe zajęcia plastyczne (na
odpowiednim papierze, który potem dzieci mogą wkładać do butai i samodzielnie
opowiadać swoją historię). Kamishibai rozwija także nauczyciela czy innego „opowiadacza”.
Kamishiabi może być używane wszędzie. Jego małe rozmiary sprawiają, że jest
poręczny i szybki w obsłudze. Pakuje się go w torbę i wędruje po świecie niosąc
opowieści pod pachą. Widuje się go w szkołach, przedszkolach, szpitalach,
świetlicach czy bibliotekach. Można również używać Kamishibai w domach. Na
zdjęciach zobaczycie jak u mnie dzieci bawią się w teatr. Wzrasta motywacja
uczenia się i doskonalenia czytania. Starsze dziecko czyta młodszemu. Nie
ogląda się non stop telewizji, bo przecież wiele badań naukowych donosi, że
telewizja i komputer źle wpływają na rozwój dziecka. Dlatego warto zastanowić
się nad podobnym rozwiązaniem.
Warto podkreślić, że należy spodziewać się spektakularnych efektów u dzieci
po jednych czy kilku zajęciach z teatrzykiem kamishibai. Nikt nie osiągnie wszystkich
korzyści z takich zajęć jeśli przeprowadzi je raz na kilka miesięcy. Relacje
czy więzi rozwijają się przez długi czas, to jest proces. Jest to uzależnione także
od temperamentu grupy, zainteresowań, itd.
Międzynarodowe Stowarzyszenie Kamishibai IKAJA z siedzibą w Tokio zajmuje się propagowaniem Kamishibai. W
Polsce są członkowie, którzy reprezentują IKAJA i w porozumieniu z organizacją „uczą”
na kursach i warsztatach jak korzystać z tej metody pracy i zabawy.
Bardzo polecam teatrzyk obrazkowy Kamihibai. Pomimo tego, (a może
przez to), że otoczeni jesteśmy komputerami, telewizorami, smartfonami, a dookoła
nas panuje chaos, hałas i wieczna gonitwa. Potrzebujemy wyciszenia i powrotu
do korzeni czyli do ciszy, spokoju i skupienia…
Jeśli chodzi o cukier dodawany do tarty, to może być to cukier
trzcinowy. W zależności od tego czy ktoś lubi bardzo słodkie ciasto czy tez
nie, można modyfikować ilość dodawanego cukru. W tym przepisie ilość jest na
tartę o lekkim „zasłodzeniu”, można dodać więcej. Wierzch jabłek także można po
wystudzeniu posypać cukrem. Wszystko zależy od preferencji smakowych.
Po wyciągnięciu z piekarnika będzie dużo soku
z jabłek. Nie ma się czym przejmować, wsiąknie.
Ciasto:
-1 szklanka mąki pszennej,
-1,5 łyżki cukru pudru,
-szczypta soli,
- 100 g masła, zimnego, pokrojonego w kawałki,
- 3,4 łyżki zimnej wody.
Zagnieść ciasto,owinąć w folię
spożywczą i włożyć do lodówki na godzinę.
Wierzch tarty:
- 3 duże jabłka,
- 4 łyżki cukru
- 1 łyżeczka mielonego cynamonu
- 1 łyżka mąki pszennej
- 2 łyżki roztopionego masła.
Sposób przygotowania:
Formę tarty o średnicy 26 cm posmarować masłem.
Jabłka obrać, pokroić na 12 cząsteczek (najpierw na połowę, a później każda
połowa na 6 części). Jabłka wrzucić do miski.
Trzy łyżki cukru wymieszać z cynamonem, posypać jabłka, i wszystko wymieszać.
Jedną łyżkę cukru wymieszać z mąką w talerzu czy misce.
Wyjąć ciasto z lodówki, rozwałkować (koło o średnicy około 28 cm). Umieścić
w formie tarty. Włożyć do rozgrzanego piekarnika do temp. 200 stopni - na 10
minut. Wyjąć, posypać mieszanką cukru i mąki. Wyłożyć jabłka, na spód tarty plasterek
przy plasterku, zalać roztopionym masłem.
Dzisiaj
będzie nietypowo, bowiem postanowiłam zająć się zarówno książka, jak i filmem.
Mowa o „Systemie”. Mogłabym napisać jedno zdanie i zamknąć temat. Zdanie to
brzmiałoby: Książka jest świetna i godna polecenia natomiast film to przerost
formy nad treścią, czyli strata czasu. No cóż… jestem pewna, że gdy przeczyta
się książkę, nie należy psuć sobie wrażenia filmem. Po raz kolejny przekonałam
się, że ekranizacja odbiega od książki. Jednak w tym konkretnym filmie
nietrzymanie się treści książki (na podstawie której przecież powstał) jest
przerażające. Kompletna zmiana faktów, pomijanie wydarzeń, które miały
znaczenie w kolejach życia bohaterów… nie… to nie do zaakceptowania. Nie będę tu przedstawiała treści książki bo może ktoś chciałby przeczytać, nie chcę psuć nikomu frajdy 😊😊😊
Głównym
bohaterem książki jest „sługa” stalinowskiego systemu Leo Demidov. Zagorzały egzekutor
prawa. Według kryteriów ówczesnej władzy Związku Radzieckiego Demidov to bohater
II wojny światowej. Pnący się po szczeblach kariery, zdawałoby się, że bezwzględny
w postępowaniu ze „zdrajcami” systemu… (a takich było na pęczki, bo każdy mógł
być uznany za zdrajcę, dosłownie każdy). Leo przekonany był, że skoro ktoś
został skazany za zdradę Stalina, to na pewno ten ktoś jest winny… z czasem
jednak jego przekonania zostają zachwiane (co przemawia na korzyść bohatera, bowiem
uruchomił samodzielne myślenie). Bierze on udział w przesłuchaniu więźnia,
który ewidentnie nie był winny, ale winę mu udowodniono i w końcu sam pod
wpływem strasznych tortur, przyznał się do popełnionych czynów. Nasz bohater
boryka się z demonami przeszłości. Dopadają go koszmary senne, które są
konsekwencją skumulowania jego przeszłości z obecnym bezwzględnym działaniem,
odzywa się uśpione sumienie… Demidov zaczyna wątpić w system. Do tego dochodzi
do morderstw na dzieciach, które to morderstwa nie są za takowe uznane, bowiem
w raju Stalina nie ma przestępstw. Nie chcę tu opisywać treści książki, bo na
pewno są tacy, którzy zechcą ją przeczytać… Chcę tylko zaznaczyć, że książka wciąga
od pierwszej strony do dosłownie ostatniej. Majstersztyk. Inspiracją do jej
napisania była historia, oparta na prawdziwych makabrycznych
dokonaniach "Rzeźnika z Rostowa", Andrieja Czikatiło.
reż. Daniel Espinosa, scenariusz - Richard Price.
Film
natomiast w żaden sposób nie oddaje klimatu książki. Wydarzenia są
poprzeinaczane, dzieciństwo głównego bohatera czyli meritum całego przebiegu
zdarzeń pominięte. Zresztą, wiele wątków, które miały znaczenie zostały w filmie
zniekształcone. Dylemat głównego bohatera związany z posądzeniem jego żony o
szpiegostwo w filmie tylko pobieżnie nadmieniony. Film jest chaotyczny. Schodzi
na zupełnie inne tory niż prowadzone w książce śledztwo Demidova odnośnie
zabójstw dzieci. Jedynym według mnie plusem filmu jest jego realizm odnośnie
biedy i nędzy w Rosji. Rzeczywiście ta nędza aż bije z ekranu. Plusem jest
także doskonała gra aktorska. Smutne jest to, że reżyser miał duży potencjał biorąc pod uwagę jakość książki, ale niestety zmarnował go.
Według
mnie jeśli ktoś chce być zadowolony z odbioru filmu raczej nie powinien wcześniej
czytać książki. Życzyłabym sobie kiedyś, żeby filmy nagrywane na podstawie
książek rzeczywiście traktowały o wydarzeniach z tychże książek. Zdaje sobie
sprawę, że każdy reżyser czy scenarzysta ma swoją wizję i pole do hulanek
wyobraźni…. Ale mimo wszystko główne wątki, które nadają sens przebiegowi
zdarzeń, powinny w filmach być zachowane.
Włosy
– spuścizna po zwierzętach, element naszego biologicznego
wyposażenia, odpowiednik końskiej grzywy, kociego futra, gadziej łuski
i ptasiego pióra. Włosy u człowieka rosną praktycznie na całym ciele. Mamy ich setki tysięcy. Według większości ludzi włosy w niektórych miejscach są zbędne. Współcześnie ścinane, golone, farbowane… Jednak należy pamiętać, że w zamyśle natury nie ma zbędnych rzeczy. Natura bowiem nie bez przyczyny zaopatrzyła nas w owłosienie, którego czasem nie widać, a jednak spełnia istotne funkcje.
O włosach można pisać długo i namiętnie. O ich historii, funkcji,
uczesaniach w dziejach świata, znaczeniu po śmierci, itd… Ja jednak zajmę się
włosami z punktu widzenia ezoteryki… czyli czegoś w co można wierzyć lub nie…. bo
nie da się tego dotknąć, uszczypnąć czy polizać… czyli zbadać organoleptycznie.
Jak się okazuje, również z punktu widzenia ezoteryki włosy mają
ogromne znaczenie. Rosną od szczytu głowy, a jest to centrum energii, które łączy
nas z duchową siłą i mocą - z siłą kosmosu. Z czym kojarzy
nam się Indianin, szaman mistyczny, wiking, czy nawet postaci biblijne? Z
włosami… długimi, gęstymi, zaplecionymi lub rozpuszczonymi. Według Hindusów włosy symbolizują linie siły wszechświata. Biblia mówi o Samsonie, który nigdy nie strzygł włosów i przez
to był nie do pokonania. W momencie, kiedy podstępnie ścięto mu włosy nasz
bohater stracił moc. Włosy to nasza siła życiowa. Jest to przedłużenie systemu
nerwowego. Są antenami, które gromadzą energię słońca i dostarczają ją do
płatów czołowych i innych części mózgu, używanych podczas medytacji. Te anteny
wnoszą w nasze ciało dużo kosmicznej energii. Usuwając włosy z głowy zmieniamy
kierunek i intensywność głównych energetycznych strumieni ciała. Razem z
włosami ścinamy nie tylko naszą intuicję ale i pamięć emocjonalną (w momentach
trudnych emocjonalnie kobiety podświadomie decydują się na ścięcie włosów i to
akurat jest faktem). Włosy dają człowiekowi siłę psychiczną, która jest
potrzebna do świadomego myślenia, a także siły i umiejętności - zwane
magicznymi.
Co więcej… golenie włosów pod pachami czy w miejscach intymnych prowadzi
do obniżenia siły a nawet doprowadza do chorób. Powinno zaprzestać się ścinania
włosów. Rosną one do pewnej ograniczonej długości. Włosy na nogach regulują
system gruczołów i stymulują pole elektromagneczyczne człowieka. Włosy pod
pachami mają wpływ na mózg i poziom energii. Zarost na brodzie u mężczyzn
obejmuje centrum księżyca i chroni mężczyznę przed nadmiarem jego energii.
To tylko
napomknięcie o sile włosów… Jeśli kogoś interesuje temat, to naprawdę jest
bardzo dużo książek i artykułów poświęconym włosom…
A teraz coś na poprawę humoru 😀 Sceny z filmu "Ciało".... związane z włosami, rzecz jasna...
Praktyczne
zastosowanie okularów przeciwsłonecznych zaczęło się w Arktyce. Już w czasach
starożytnych Eskimosi używali wydrążonych kości i drewna, które miały chronić
oczy przed słońcem padającym na śnieg.
Właśnie zbliża
się u nas zima i śnieg. Okulary mogą być noszone przez cały rok. Czy istnieje
kultura używania okularów przeciwsłonecznych? Czy są jakieś kanony noszenia okularów?
Okazuje się, że tak. Czy każdy zna „zasady noszenia okularów przeciwsłonecznych”?
Ja przyznam się szczerze, że nigdy nie zastanawiałam się nad tym kiedy i jak należy
zdjąć okulary. Okazuje się, że intuicyjnie raz postępowałam dobrze, a innym
razem niekoniecznie… Dlatego zaciekawiły mnie artykuły odnoścnie postępowania z
okularami… Wydało mi się to interesujące 😉
Wchodząc
do pomieszczeń należy zdjąć okulary. Rozmawiając z drugą osobą należy zrobić to
samo. Rozmowaz założonymi okularami
może być uznana jako nietakt. Rozmówca nie widzi naszych oczu, a kontakt
wzrokowy jest podstawową płaszczyzną kontaktu między ludźmi. Podczas rozmowy
ludzie patrzą sobie w oczy, a w momencie kiedy ktoś ma je zasłonięte nie do końca
może być odbierany jako osoba szczera. W oczach drugiej osoby widzimy całą gamę
reakcji na słowa, podczas rozmowy z zasłoniętymi oczami jesteś pozbawieni
możliwości oceny sytuacji przez co czujemy się niekomfortowo… W Chinach około
XII wieku sędziowie używali okularów przeciwsłonecznych, żeby ukryć swoje
reakcje podczas procesów sądowych.Były
to przydymione płytki kwarcu. Okulary przeciwsłoneczne należy także zdjąć kiedy
witamy się z kimś. Podczas rozmowy okularów nie należy trzymać we włosach ani w
rękach. Nieeleganckie jest bawienie się okularami
czy trzymanie zauszników w zębach. Okulary należy odłożyć do etui lub schować
do kieszeni czy torebki.
Nie
wypada mieć ciemnych okularów na nosie także w miejscach takich jak ogródki
kawiarniane lub tarasy restauracji, nawet jeśli są na świeżym powietrzu.W miejscu pracy, urzędach, szkole czy kościele także należy zdjąć
okulary.
Noszenie ciemnych
okularów podczas wyżej wymienionych kontaktów społecznych jest wyrazem braku
szacunku…
Oczywiście nie dotyczy to osób, które noszą
ciemne okulary ze względów zdrowotnych. W takich przypadkach rzeczą normalną
jest, że okulary są na nosie w każdej sytuacji. Nie dotyczy to też osób, które chcą zachować anonimowość.