Środa – Psychologia i Życie
Walka o
czytanie
Ktoś
kiedyś powiedział, że Polska jest krajem, w którym więcej ludzi pisze książki
niż je czyta. Coś w tym musi być, bo na każdym kroku słyszy się o kampanii
promowania czytelnictwa. Gdyby ludzie czytali, to nie trzeba by było tego
promować. Ministerstwo Oświaty już chyba na stałe przypisało sobie rok rocznie
priorytet pt. „promowanie czytelnictwa”. Pomijam fakt, że lista lektur raczej
nie zachęca dzieci i młodzieży do czytania książek… ale nie mnie to oceniać. W miastach organizuje się biblioteczki na przystankach, wymiany książek, itp. Po
co to wszystko? Po co to promowanie czytelnictwa? Okazuje się bowiem, że Polacy
nie czytają. Badania przeprowadzane przez Bibliotekę
Narodową pokazują, że z czytelnictwo w Polsce nie
ma się najlepiej. Aż 38% Polaków przeczytało tylko jedną książkę w minionym
roku. Siedem i więcej książek rocznie czyta zaledwie 9% Polaków. Czy z tego wynika,
że 53% w roku 2017 nie przeczytało
żadnej książki?
Spotkałam
się z opiniami, że z czytaniem jest tak jak z innymi „rozrywkami”, czyli nie
każdy musi lubić to samo. Jedni czytają, drudzy grają w szachy a jeszcze inni
chodzą do kina, itd. Niektórzy uważają, że nie należy zmuszać młodzieży do
czytania książek, bowiem mamy XXI wiek. Książki utożsamiane są z zamierzchłą
epoką… Ja osobiście skłaniam się do promowania czytelnictwa wśród dzieci i
młodzieży (ale także dorosłych) z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że czytanie
trenuje mózg, tak jak ćwiczenia fizyczne trenują mięśnie. Można wyróżnić kilka
powodów dla których warto czytać.
Czytanie
pobudza działanie wielu obszarów mózgu odpowiedzialnych za: widzenie, język i
asocjacje pojęciowe. Obszary te podczas procesu czytania pobudzane są jednocześnie.
Czytanie rozwija wyobraźnię i wspomaga koncentrację. Obniża poziom stresu,
rozluźnia mięśnie, uspokaja, pomaga zasnąć (jeśli czytamy przed snem). Poprzez
czytanie różnych tematycznie książek, pogłębiamy wiedzę o świecie i poszerzamy
swoje horyzonty myślowe. Oprócz tego podnosi się iloraz inteligencji (prof. kognitywistyki z University of California w Berkeley Anne E.
Cunningham dowodzi, że ludzie regularnie czytający lepiej wypadają w testach na
inteligencję, a ich zdolności poznawcze są wysokie do późnej starości). Książki
wzbogacają słownictwo, poprawiają pamięć (z racji tego, że podczas czytania
trzeba pamiętać kolejność wydarzeń, imiona bohaterów, itd.). Trenują myślenie
krytyczne i analityczne. Kształtują umiejętność wyciągania wniosków na podstawie
czytanego tekstu. Opóźniają demencję i
spowalniają rozwój choroby Alzheimera (dr. Robert Freidland opublikował
w "Proceedings of the National Academy of Sciences" wyniki badań, które
dowodzą, że ludzie regularnie czytający są ponad dwukrotnie mniej narażeni na
rozwój chorób otępiennych. Książki mogą także pełnić funkcję terapeutyczną
(czytanie pomaga miedzy innymi leczyć depresję) oraz rozwijają empatię.
A co
z dobroczynnym wpływem czytanych książek na dzieci? Każdy kto ma dzieci wie, że
czas czytania bajek przez rodziców jest najbardziej wyczekiwanym momentem dnia
(oczywiście pod warunkiem, że zaszczepiło się w dziecku ten „rytuał”). Czytanie
książek dzieciom przed snem (i nie tylko) również ma wiele walorów. Oprócz wszystkich
wymienionych wyżej, dochodzi tu jeszcze utrzymywanie więzi z rodzicem i
budowanie pewności siebie.
Trzeba stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że warto czytać. Problemem jest jednak to, że osoby z domów „nieczytających” dużo rzadziej sięgają po książki aniżeli ci, którzy wychowali się lub wychowują w domach „czytających”. No i tu wydaje się być potrzebne promowanie czytelnictwa. Jakoś przecież trzeba zachęcić te 53% nieczytającego społeczeństwa powyżej 15 roku życia oraz zaszczepić chęć do czytania młodszych. Wbrew zaleceniom Ministerstwa i innych mądrych głów, tak naprawdę trudno jest promować czytelnictwo w szkole jeśli lektury są nudne i nie pokrywają się z obecnymi realiami. Do tego dochodzą absurdalne sprawdziany z treści. Uczeń książki traktuje raczej jako przykry obowiązek niż przyjemność.
Trzeba stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że warto czytać. Problemem jest jednak to, że osoby z domów „nieczytających” dużo rzadziej sięgają po książki aniżeli ci, którzy wychowali się lub wychowują w domach „czytających”. No i tu wydaje się być potrzebne promowanie czytelnictwa. Jakoś przecież trzeba zachęcić te 53% nieczytającego społeczeństwa powyżej 15 roku życia oraz zaszczepić chęć do czytania młodszych. Wbrew zaleceniom Ministerstwa i innych mądrych głów, tak naprawdę trudno jest promować czytelnictwo w szkole jeśli lektury są nudne i nie pokrywają się z obecnymi realiami. Do tego dochodzą absurdalne sprawdziany z treści. Uczeń książki traktuje raczej jako przykry obowiązek niż przyjemność.
Ja
osobiście zaliczam się do grupy tych 9%. W obecnym roku przeczytałam około 40
książek. W domu mam trzy regały z książkami i nie wyobrażam sobie, że można w
ogóle nie czytać. Mój pięcioletni syn już sam sobie czyta książki i sam po nie
sięga… (zapewne do momentu omawiania lektur szkolnych)…
Poniżej
podaję stronę internetową do pełnego raportu stanu czytelnictwa oraz stronę z
artykułem Polityki (odnośnie charakteru czytelnictwa w naszym kraju).
1. Pełen raport stanu czytelnictwa w Polsce w roku 2017:
2.
3.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz