Czwartek – Polityka lub Ezoteryka
„Myślenie o tym, że
wybór dobrego człowieka zapewni kontrolę nad degeneracyjnym działaniem władzy,
jest naiwne. Władza psuje wszystkich. Do tego nie trzeba wcale jej sprawować.
Wystarczy sobie wyobrazić, że się ją ma, by zaczęły zachodzić zmiany w naszym mózgu”.
Prof. Bogdan Wojciszke
„Władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie.”
Lord Acton
Czy ktoś analizując sytuację w kraju pomyślał
sobie: „Gdybym to ja był premierem czy prezydentem, to na pewno zachowywałbym
się inaczej (w domyśle lepiej)”? Czy przypominając sobie poprzednie rządy i
generowane przez nie „afery” ktoś z Was myślał: „Daj takiemu władzę! Ja to bym
kierował się jakimiś zasadami a nie afera za aferą i tylko kasa się liczy!
Buraki!”? Brzmi znajomo? Nie mam dobrych wieści… władza zmienia każdego. Was
zmieniłaby lub zmienia (jeśli już ktoś tę władzę posiada), zmieniłaby Waszego
przyjaciela i mnie także zmieniłaby…
wszystkich niestety na gorsze (z ogromnym prawdopodobieństwem, choć zapewne są wyjątki).
Posiadanie władzy jest jak narkotyk lub
alkohol – zmienia działanie mózgu. Jeśli w dalszym ciągu ktoś z Was ma
złudzenie, że Ciebie władza nie zmieniłaby, to przypomnij sobie swojego
wypitego ostatnio drinka, piwo czy wódeczkę i uczciwie odpowiedz na pytanie czy
nie zakręciło Ci się w głowie po imprezce? Zakręciło się? Hmmmm…. To oznacza,
że jesteś podatny na te same czynniki co inni (wszyscy) ludzie. Nie jesteś wyjątkiem.
A czy po zakrapianej imprezce miałeś wrażenie, że jesteś bogiem, możesz
wszystko, przenosisz góry, rozliczysz się ze wszystkimi, powiesz co myślisz
nawet swemu szefowi? Byłeś pełen entuzjazmu i pozytywnie patrzyłeś na świat? A
potem przyszło otrzeźwienie i świat wróciła na własne miejsce… Szef dalej myśli, że go nawet lubisz, kolega czy
koleżanka dalej Cię wykorzystuje… itd. Różnica w tym wszystkim jest taka, że
podczas sprawowania władzy w mózgu człowieka świat nie wraca na miejsce tak
szybko jak po alkoholu… ekstaza trwa dużo dłużej… zwykle od wyborów do wyborów.
Społeczeństwo decyduje kto następny będzie narkotyzował się władzą. Różnica tylko między sprawującymi władzę
jest taka, że na jednego działa mniej destrukcyjnie a na drugiego bardziej…
Zupełnie jak alkohol, nieprawdaż? Jednego układa do snu, z kolei innemu daje
nóż do ręki…
To jak to jest z tym naszym mózgiem? Posiadanie władzy pobudza
część mózgu zwaną układem nagrody. Neurony zalewane są endorfinami (hormonami
przyjemności), które działają podobnie do morfiny. Mózg popada w ekscytację i
chce coraz więcej. Trudno jest odstawić rządzenie jak każde inne źródło
przyjemności. Do tego dochodzą jeszcze inne czynniki takie jak większe zasoby
pieniężne, większe uznanie, pieniądze „państwowe” jako dodatkowe źródło dochodu
(czyli przyjemności „nie za nasze”). To może podobać się i silnie uzależnia –
jak narkotyk. Rządzenie zmienia chemię ludzkiego mózgu. Podnosi się poziom
testosteronu i dopaminy. Testosteron skłania do zachowań ryzykownych i
przeceniania swoich możliwości. Z kolei wysoki poziom dopaminy przyczynia się do
manii. Mając dużo dopaminy odczuwa się euforię, szuka się wrażeń, ma się dużo
wyższą motywację do działania. Podnosi aktywność. Daje poczucie wszechmocy,
nierealistycznego podchodzenia do życia, przyzwala na kierowanie się emocjami.
Profesor Bogdan Wojciszke zajmuje się
między innymi psychologią władzy. W jednej ze swoich obszernych prac pisze: „Osoby
obdarzone władzą na ogół lepiej funkcjonują intelektualnie i zadaniowo, gdyż
poprawia się ich zdolność myślenia abstrakcyjnego i długofalowego. Poprawia się
też ich stan emocjonalny. Natomiast
pogarsza się funkcjonowanie społeczne – spada skłonność do przestrzegania norm
społecznych i uwzględniania punktu widzenia osób poddanych władzy. Wskutek
asymetrycznej koncentracji na pozytywach oraz nierealistycznego optymizmu i
złudzenia kontroli rośnie też skłonność do ryzykanctwa kosztem innych ludzi.
Jednak najbardziej niebezpieczną cechą władzy jest jej samowzmacniająca się
natura wynikająca z dopełniania się nadrzędnej i podrzędnej pozycji w
hierarchii władzy”.
Władza jest narzędziem do zdobywania dóbr. A to każdemu by się podobało.
I chodzi tu o dobra zarówno materialne, jak i niematerialne.
Można by zadać pytanie: czy faktycznie
władza zmienia ludzi, czy to raczej szczególny rodzaj ludzi (już
zdeprawowanych) do władzy się garnie. Przeprowadzone
eksperymenty, w trakcie których losowo przyznawano władzę, a następnie badano
jej następstwa, skłaniają do pozostania przy stwierdzeniu, że to władza zmienia ludzi.
Ludzie, którym podczas badania psychologicznego aktywizowano
poczucie władzy, byli bardziej skłonni do przedmiotowego traktowania ludzi.
Uprzedmiotowienie dotyczyło użyteczności danego człowieka do zrealizowania celu
rządzącego. Zasady postępowania nie mają już znaczenia. Sympatia do człowieka
nie liczy się. A jedynym co się liczy to użyteczność. Badania wskazują, że ludzie o wysokim poczuciu władzy reagują mniejszym
stresem i współczuciem, słuchając informacji o nieszczęściach innych ludzi. Co ciekawe, władza nie odbiera zdolności
rozumienia innych, a odbiera motywację do takiego zachowania. Sprawujący władzę
liczą się z myślami czy uczuciami tylko tych osób, które są im potrzebne do
realizacji ich zamierzeń i celów. Skąd to znamy?
Nie pozostaje nic innego jak być tolerancyjnym w stosunku do
sprawujących władzę. Nie wiedzą co czynią bo są pod wpływem środka odurzającego
pod nazwą WŁADZA.
Opis eksperymentu naukowego:
Wojciszke, B. (2011). Psychologia władzy [Psychology of power]. Nauka
2/2011, 51-
„W jednym z
takich badań zapraszaliśmy uczestników do udziału w zadaniu polegającym na
wybraniu spośród dziewięciu kandydatów osób najbardziej nadających się na trzy
wakujące stanowiska. Badani czytali opisy trzech stanowisk pracy (utrzymane w
realistycznym formacie typowym dla ogłoszeń o pracy) oraz dziewięć życiorysów w
formacie standardowego CV. Przy tym każdy badany występował na pozycji albo
nadrzędnej (był szefem podejmującym ostateczne decyzje i rozdzielającym zapłatę
za pracę zespołu) albo równorzędnej (był współpracownikiem), albo podrzędnej
(był podwładnym). Przydział do poszczególnych pozycji następował w sposób
losowy. Przed i po zadaniu mierzyliśmy badanym nastrój, zaś po zadaniu także
samoocenę i przekonania o wpływie własnym i partnera na przebieg zadania. Jak
przekonują dane z tabeli 2, manipulacja okazała się skuteczna – im wyższą
pozycję zajmował badany, tym wyżej
oceniał własny wpływ na przebieg zadania i własny wkład w jego rozwiązanie oraz
tym niżej oceniał wpływ i wkład partnera. Dane z tabeli wskazują ponadto, że
badani nie różnili się nastrojem początkowym, choć wyraźnie różnili się
nastrojem końcowym. Sprawowanie władzy istotnie podnosiło nastrój, zaś bycie
poddanym cudzej władzy go obniżało. Pod wpływem władzy wzrastała też samoocena.
Choć władza w tym badaniu była dość iluzoryczna i trwała zaledwie 30 minut,
wystarczyło to do wzrostu samooceny, który był całkowicie zapośredniczony
zmianami nastroju, ale nie sądami o sprawowaniu kontroli, które również zmieniały
się pod wpływem władzy (jednak nie pośredniczyły między władzą a samooceną).
Tak więc sprawowanie władzy samo w sobie jest przyjemne, a w dodatku podnosi
samoocenę. Wiadomo skądinąd, że ludzie o wysokiej samoocenie są szczęśliwsi,
zaś ludzie w dobrym nastroju widzą wokół siebie więcej pozytywnych zdarzeń. Nic
dziwnego, że wszędzie na świecie tak jest tłoczno jest przy urnach wyborczych,
choć tłoczą się raczej kandydaci niż wyborcy”.
Wojciszke, B. (2011). Psychologia władzy [Psychology of power]. Nauka
2/2011, 51-69
Anderson C., Galinsky A.G. (2006). Power optimism and risk taking.
„European Journal of Social Psychology” 36, 511-536
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz