Środa – Psychologia i Życie
Idealna matka
Ostatnio natknęłam się na książkę,
która w tytule głosi, że nie ma idealnych matek. Jak to ja jestem nieidealną matką?
Dlaczego? Przecież mam idealne dzieci, idealny porządek w domu, idealnie
ugotowane i podane, idealnie wyglądam i idealnie się czuję. Okej… może czasem
nie wyrabiam się z czymś, może czasem krzyknę na dziecko bo mi żyłka pęka… ale,
żeby od razu mówić, że nie jestem idealną matką… ba, dowiaduję się, że nawet
nie powinnam się łudzić… bo i tak nigdy ideałem nie będę… No, to już jest gruby
nietakt – jakby powiedział pastor Ivan z filmu „Jabłka Adama”.
Patologia, która znęca się nad
swoimi dziećmi, molestuje, zagładza czy spycha ze schodów nie ma takich dylematów.
Tamte matki są idealne, bo mówią sąsiadom dzień dobry, a że potem znajduje się piątkę
dzieci wychowywanych za szafą lub szczekających jak psy… to trudno… matka
pewnie miała jakiś problem natury psychicznej, należy się jej współczucie,
trzeba ją zrozumieć… „Normalna” matka (ta nieidealna, bo tak jej mówią dookoła)
jest ciągana do szkoły bo jej dziecko nie umie głoskować, bo ma zasiniaczenie
na małym palcu, bo niby jest nerwowe… ale kiedy inne dziecko przez inną matkę
jest bite i głodzone, to problem jest niezauważany do dramatycznego końca. „Normalna”
matka jak krzyknie w markecie na swoje dziecko to już może bać się, że życzliwa
bezdzietna starsza pani zadzwoni do opieki i dziecko zostanie zabrane.
Natomiast tam gdzie dzieci są bite, przypalane papierosami, wykorzystywane
seksualnie, głodzone… to żaden sąsiad nie widzi problemu, bo matka czy ojciec przecież
mówi dzień dobry.
Przerażające jest to, że coraz
częściej słyszy się o zupełnie przypadkowo odkrywanych dramatach dzieci, które często doprowadzają
do ich śmierci. Okazuje się, że matka piła, ojciec wykorzystywał, a dziecko
leżało w swoich wymiocinach. Ale to nie tamte matki, tylko my kupujemy książki i czytamy jakie nie jesteśmy idealne i nigdy
nie będziemy bo kolejny psycholog wymyślił tysiąc setną „koncepcję cud” na
wychowanie dziecka.
Ok. rozumiem, że nie należy
porównywać się z tak skrajną patologią i wymagać uznania, że im nie
dorównujemy…. że jesteśmy lepsze… Ale kto powiedział, że chcemy się porównywać?
Po prostu czasem czara goryczy przelewa się. Bo wychodzi na to, że co by się nie
zrobiło to i tak wg nowych teorii przecież idealne nie będziemy. A bo to nie
rozmawiamy z dzieckiem tak jak należy, a bo to za dużo pracujemy, a bo to nie
poświęcamy dziecku czasu, a bo to nie czytamy bajek tyle ile trzeba, a bo
krzyczymy, a bo jesteśmy zbyt emocjonalne, a bo nie jesteśmy emocjonalne, a bo
dziecko za dużo ogląda telewizji, a bo nie powinno dotykać smartfona, a bo to,
a bo tamto. Jesteśmy partnerem dziecka według
Sytuacja z matkami kojarzy mi się
z kontrolerami biletów w pociągach na trasie Tłuszcz – Warszawa, z tak zwanymi
kanarami (jeździłam codziennie przez cztery lata pociągami do pracy). Czepiają
się tylko tych pasażerów, którzy wyglądają przyzwoicie i nie będą do nich
pyskować… i zawsze znajdą powód, żeby
ich ukarać (np. niepodpisany bilet). Natomiast ci, którzy są pijani, bezdomni,
podejrzanie wyglądający, agresywni, to mogą jechać bez biletu, bo takich się nie
zaczepia… Podobnie z nami matkami… te przyzwoite ciągle muszą udowadniać, że są
przyzwoite, a te, które ewidentnie przyzwoite nie są, to nikt ich nie zaczepia…
Według mnie należy robić wszystko
najlepiej jak się potrafi, i tak, żeby móc patrzeć w lustro…
Idealny porządek u idealnej matki z idealnymi dziećmi 😁

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz