Po co nam Święty Mikołaj... ?
![]() |
| fot. zbiory własne |
„Ofiarować
coś komuś to ofiarować coś z siebie (…) przyjęcie czegoś od kogoś jest
przyjęciem czegoś z jego istoty duchowej, z jego duszy".”.
socjolog
i antropolog Marcel Mauss
„To,
co otrzymałem od ciebie, dałem komuś trzeciemu. Od niego otrzymuję dar w
rewanżu. Teraz muszę go dać tobie, bo to właściwie twój dar, tkwi w nim bowiem hau (duch) twego daru. Tak więc
otrzymana rzecz nie jest martwym przedmiotem, bo nawet przekazana w inne ręce
zatrzymuje zawsze coś z tego, który ją ofiarował".
antropolog
prof. Wojciech Burszta
Kilka dni temu dowiedziałam się, że mało kto wie, o istnieniu
prawdziwego Mikołaja, który był altruistą, biskupem a po śmierci… jest świętym…
Zdziwiło mnie to, bo ja chyba od zawsze wiedziałam o biskupie Mikołaju, który urodził się ok. 270 roku w bogatej kupieckiej
rodzinie zamieszkałej w mieście Patara w Licji (prowincja Azji Mniejszej)
należącej do Cesarstwa Rzymskiego. Podczas
swego życia miał wiele zasług, między innymi uratował trzech niewinnie
skazanych na śmierć rycerzy, ocalił tonących żeglarzy, pomógł ubogiemu
mieszkańcowi miasta (jego córki nie mogły wyjść za mąż, gdyż nie było go stać
na posag). Mikołaj w tajemnicy podrzucił pieniądze biednej rodzinie, aby ojciec
mógł wydać córkę (po śmierci rodziców chętnie
dzielił się z potrzebującymi swoim odziedziczonym po rodzicach majątkiem). Jako biskup Miry był gorliwym duszpasterzem i dobroczyńcą. Święty
Mikołaj zatem jest przykładem bezinteresownej dobroci. Pomagał i czynił dobro
nie dla zaszczytów ale z potrzeby serca. Jego miłość do ludzi była
bezinteresowna a i jego osoba stała się symbolem dobroci. Mikołaj zmarł 6 grudnia, 352 roku. Stąd wzięła się tradycja Mikołajek.
Pierwsze Mikołajki urządzono 6 grudnia 1804 roku. Zwyczaj wręczania
sobie podarunków przyjął się bardzo szybko. W tekstach z XVIII wspomina się o
tej tradycji w Polsce. Podarki w tamtych czasach były skromne, dzieci dostawały
jabłka, orzechy, pierniki i drewniane krzyżyki. No i nagle wkroczyły Stany
Zjednoczone, które stworzyły wizerunek św. Mikołaja jako grubszego, starszego
pana w czerwonym stroju, z brodą i w czapce… Był to efekt kampanii reklamowej
Coca Coli w 1932 roku. Wizerunek ten przetrwał do dzisiaj i mało kto pamięta o
prawdziwym Mikołaju, biskupie z Miry. Teraz
Mikołaj jest elementem kultury masowej. Stał się
skomercjalizowaną postacią, bajkową, wręcz surrealistyczną obdarowującą dzieci
(i nie tylko) a rodzice mają dylemat zgoła zahaczający o moralność… mianowicie
co powiedzieć dzieciom na temat świętego Mikołaja rzekomo roznoszącego prezenty
milionom dzieci i to tylko w jedną noc! Okay… ktoś powie, że istnieją strefy
czasowe i Mikołaj ma trochę więcej czasu… ale to nie rozwiązuje problemu tych
rodziców. Ponadto z szóstego grudnia Mikołaj przerzucił się na dwudziestego
czwartego. albo jeszcze lepiej: bo rozdaje prezenty i szóstego, i dwudziestego
czwartego… trudno połapać się w tym wszystkim… ale czego nie zrobią korporacje,
żeby zarobić więcej pieniędzy przy okazji świąt… Forma 24 grudnia jest bardziej
popularna…
Bo co się dzieje tej
magicznej nocy? Ano Mikołaj
wbrew prawom fizyki pędzi w zaprzęgu
reniferów, odwiedza wszystkie dzieci na świecie, aby dostarczyć każdemu z
osobna wyjątkowy prezent. Najczęściej wciska się przez komin, aby ów upominek
umieścić zgodnie z kulturą danego kraju to pod choinką, to w skarpecie, to w
worku… O poszczególnych marzeniach i preferencjach co do prezentów dowiaduje
się z listów, które przeczytali jego pomocnicy… itd., itp. w zależności od
wyobraźni rodziców i danego obszaru kulturowego.
I
teraz pytanie: czy jest nam potrzebna taka iluzja, mit, baśń, czy jak to zwał
odnośnie istnienia św. Mikołaja? Może wyda się to śmieszne, ale tak. Jako
dzieci (i nie tylko) podobno potrzebujemy wiary w Mikołaja roznoszącego ludziom
prezenty. Motorem naszego życia jest nadzieja, miłość, uznanie, hojność i
altruizm. Ludzie posiadający te cechy lub obdarowywani nimi żyją dłużej w
zdrowiu i szczęściu. Mikołaj wszystko to uosabia. Jest wzorem darczyńcy. Obdarowuje ludzi, poświęca swój czas i
wybiera indywidualny prezent… dziecko czuje się wyjątkowe i wartościowe… ktoś
poświęcił się dla niego, to znaczy że dziecko jest ważne, bo ktoś o nim myśli.
Etnolog Anna Zadrożyńska pisze, że „na darze opierają się wszelkie znane w
kulturze kreacje więzi międzyludzkich”. Wzajemne obdarowywanie wzmacnia społeczne więzi. Do tego dochodzi
element baśni, magii, tajemniczości kiedy to dziecko czy człowiek dorosły
zatapia się w świętach, zapomina o troskach, jest dla wszystkich miły, a
wszyscy są mili dla niego… to wszystko składa się na niesamowitą atmosferę
przenikającą nas wskroś i sprawiającą, że czekamy na kolejne święta… z
utęsknieniem. Przecież dzieci co roku czekają na Mikołaja i choinkę…
Faktem
jest też to, że święta zanadto zostały skomercjalizowane a producenci i
kredytodawcy zarabiają krocie na tej „atmosferze ludzkiego umysłu” przed
świętami, ale to już każdy powinien stawić czoło samemu sobie, bowiem święta to
nie wydatek pieniędzy ponad swój stan… to coś więcej, ponad to.
Wracając
do Mikołaja… to już czteroletnie dzieci zaczynają podejrzewać, że coś jest nie
tak z tym Mikołajem, że nie jest możliwe, żeby sam obskoczył wszystkich ludzi
na całym świecie w zaledwie jedną wigilijną noc. W przedszkolu czy szkole
„uświadomione dzieci” także nie omieszkają wspomnieć o naiwniakach wierzących w
„takie bajki”… wtedy szybko dziecko
wychodzi z ułudy co do świętego Mikołaja a rodzice stają przed dylematem czy
brnąć w to dalej czy powiedzieć prawdę. Oczywiście do rodziców od samego
początku należy wybór czy w ogóle kiedykolwiek w życiu dziecka będą tworzyć
wizerunek Mikołaja rozdającego prezenty. Ale jeśli taki mit stworzyli, to z zderzeniu
z rzeczywistością i kolegami z klasy dziecka mogą mieć problem…. J
Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują.
Według
psychologów jeśli dziecko nie daje żadnych sygnałów, że nie wierzy w Mikołaja,
nie należy mu na siłę przedstawiać prawdy. Dziecko czuje się dumne, że ktoś tak
wyjątkowy pamięta o nim, uczy się, że bycie dobrym i hojnym dla innych to
bardzo cenne wartości. Powiedzieć prawdę można wtedy, kiedy dziecko samo
zaneguje istnienie św. Mikołaja. Wtedy nie ma już sensu podtrzymywać fikcji
bowiem dziecko może poczuć się oszukiwane i straci zaufanie do rodziców. Dzieci
odkrycie prawdy zwykle przyjmują naturalnie. Podczas demaskującej Mikołaja rozmowy
można powołać się na istnienie prawdziwego Mikołaja, pierwowzoru obecnego, który
swoimi darami uszczęśliwiał innych a teraz to rodzice i bliscy przejęli tę
inicjatywę i sami zajmują się obdarowywaniem.
Należy
podkreślić, że jakiej rodzice nie podjęliby decyzji czyli kultywują mit
Mikołaja i mówią, że to On przynosi prezenty, czy też jawnie sami dają upominki
pod choinkę, to magia obdarowywania siebie nawzajem w święta Bożego Narodzenia
ma wielką moc.
Zatem
obdarowujmy się i niekoniecznie hojnymi prezentami. Tak naprawdę chodzi o
pamięć, gest i bycie z kimś. Tyle i aż.
![]() |
| fot. Internet |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz